Kategoria Z archiwum “PP”

Lefebryści: zaciemnienie sprawy 5 Autor: Tomasz Kot SJ

Feb10

21 stycznia dekretem podpisanym przez Prefekta Kongregacji ds. Biskupów zniesiona została ekskomunika z biskupów konsekrowanych w 1988 r. bez zgody Stolicy Apostolskiej przez abp Marcela Lefebvre’a. Niedługo potem media zdominowały doniesienia o wypowiedzi biskupa Richarda Williamsona, jednego z lefebrystów, negującej istnienie Holokaustu. Na Benedykta XVI posypały się gromy. Zaczęły się wyjaśnienia. Z jednej strony Watykan wyraźnie odciął się od wypowiedzi Williamsona, z drugiej zaś podobnie uczynił przełożony Bractwa Piusa X biskup Bernard Fellay.
Rozumiem, że głoszone przez biskupa Williamsona poglądy są skandaliczne i absolutnie gorszące. Publiczne ich napiętnowanie jest z pewnością słuszne. Jednak uwaga jaką skupił on na sobie i na sprawie Holokaustu ogromnie zaciemnia sprawę lefebrystów i ich powrotu do Kościoła Katolickiego. A to dlatego, że negacja Holokaustu, choć godna potępienia tak jak negacja każdego zła, nie jest bezpośrednią przyczyną braku jedności między Kościołem Katolickim a lefebrystami.

Innym zaciemnieniem w tej sprawie jest przesadne akcentowanie, jakoby lefebrystom chodziło głównie o liturgię sprzed Soboru Watykańskiego II. Zupełnie nie lekceważąc liturgii, należy stwierdzić, że problem jest poważniejszy. Chodzi bowiem o przyjęcie całego nauczania tego soboru. A to sprawa niebagatelna. Trudno podzielać mi entuzjazm red. Pawła Milcarka, który zdjęcie ekskomuniki komentował jako „wielki dzień katolickiej jedności chrześcijan w Kościele” (komentarz dla KAI z 24.01.2009). To raczej malutki kroczek w bardzo długiej drodze do jedności, której na razie nie widać i zdaje się, że nie jest nawet poszukiwana przez wszystkich lefebrystów, o czym świadczyć może choćby wypowiedź bpa Bernard Tissier de Mallerais dla La Stampa, który na pytanie, czy zrewidują lefebryści swoje stanowisko w kwestiach spornych, odpowiedział: „Nie, zdecydowanie nie. My nie zmienimy naszego stanowiska, mamy natomiast zamiar nawrócić Rzym, to jest przeciągnąć Watykan na naszą stronę”.

W Przeglądzie Powszechnym (9/2007) opublikowaliśmy artykuł Bernarda Sesboüé SJ, „Instytut Dobrego Pasterza – nadzieja czy wieloznaczność?”. Warto przypomnieć jego fragment, w którym znajduje się syntetyczna historia rozłamu lefebrystów, jasno wskazująca na istniejące problemy (przypisy umieszczone w nawiasach kwadratowych).

czytaj dalej »

Niedyskretny urok ciała i seksu 1 Autor: Gościnnie

Dec7

We współczesnej kulturze mamy do czynienia ze społecznym negocjowaniem seksualności jako jednej z wersji tożsamości jednostki. Termin „seksualność” obejmuje swoistą przestrzeń jednostki, czyli jej erotyczne pragnienia, praktyki oraz jej tożsamość, która może być przypisana biologicznie lub wybrana indywidualnie. Seksualność jest, by posłużyć się językiem bardziej metaforycznym, zarazem fikcją i rzeczywistością, sztuczną kreacją i życiowym doświadczeniem

Mariola Bieńko (Przegląd Powszechny 12/2008)

czytaj dalej »

Ile kiczu w Kościele? 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

May5


(fot. http://www.dfv.pl/)

„Pojawienie się przemysłu dewocyjnego , który wyparł sztukę sakralną z bardzo wielu miejsc, gdzie powinna się ona znajdować, to zjawisko niejednoznaczne w swej genezie”, pisał Andrzej Osęka w Przeglądzie Powszechnym z lutego 1983 r. Rzecz, zauważał, bada się bardzo rzadko, „jakby stanowiło tabu. Historycy sztuki, krytycy zadowalają się zwykle krótkimi ocenami, czy też hipotezami , z których żadna nie wyczerpuje istoty zagadnienia”. Wracamy do tematu – w majowym Przeglądzie pytamy o kicz w Kościele.

Ks. Michał Janocha w artykule „Sacrum verkitschen” twierdzi, że „kultura wysoka wyrasta z fascynacji tajemnicą życia, jego początków i końca, piękna i grozy, eros i thanatos. W chrześcijaństwie te potężne siły zostają pogodzone, a zarazem przekroczone, znajdując spełnienie w agape, miłości ukrzyżowanej i zmartwychwstałej. Kicz karmi się tymi samymi ideami, przekształcając eros w trywialną erotykę lub wulgarną pornografię, a thanatos w tanią sensację”.

„Obecność kiczu we współczesnej sztuce kościelnej związana jest z romantyczną skłonnością do odrealnienia rzeczywistości, do nawiązania złudnej relacji między sferą ludzką i nadprzyrodzoną” – uważa Jacek Głażewski („W podziemiach katedry”). Ale „tendencja ta przynosi rezultaty odmienne od założeń wyjściowych” – pointuje.

„Kościoły są takie, jak ludzie, którzy je budowali i którzy się w nich modlą. Można jednak odnieść wrażenie, że to, co zostało wniesione do nowo powstałych polskich sanktuariów, da się sprowadzić do grzechów pychy, nieumiarkowania, drobnych oszustw i powierzchowności. Widać to wyraźnie w tych budowlach, które przecież miały być miejscem spotkania człowieka z Bogiem”, zwraca uwagę Julita Jaśkiewicz-Macek (Kościół – Boska przestrzeń).

Mimo że oszczędność to cnota, której nam często brakuje, „czy jednak wznoszenie z taniego materiału świątyni i wypełnianie jej marnymi sprzętami jest uzasadnione?” – pyta Agnieszka Bender („Sztuka sakralna – potrzeba refleksji”).

Andrzej Osęka uważał, że ratunkiem dla sztuki sakralnej może być zaangażowanie wielkich indywidualistów, jak Gauguin, Rouault czy Nowosielski. „Wymagałoby to jednak akceptacji takich form duchowego i artystycznego doświadczenia, które noszą wyraźne piętno osobiste”. Jak bronić się przed kiczem w Kościele? O ile to możliwe.

Poczytaj więcej:
Kicz jest groźniejszy od herezji – Gazeta Wyborcza
Usłyszeć własny język. Jakiej sztuki potrzebują polskie kościoły? – Tygodnik Powszechny

Piąta władza 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan3

Joanna Senyszyn: „UPR, LPR i PR dzieli wszystko prócz dwóch liter. W koalicji dadzą cztery”. Ryszard Czarnecki: „Kończę dzień bardzo pokojowo usposobiony. Na przekór wojennemu otoczeniu…”. Blogi prowadzi wielu polityków, oprócz cytowanych, np. Piotr Gadzinowski, Janusz Korwin-Mikke, nawet były prezydent Lech Wałęsa.

Opowiadają nieistotne historie z życia codziennego, wchodzą w rolę ciętych publicystów, publikują prowokacyjne treści – politycy coraz chętniej piszą w internecie. Jaki wpływ na życie publiczne mają ich blogi oraz blogi internetowych komentatorów sceny politycznej? O wampirach, nawiedzonych oszołomach i poszukiwaczach prawdy, czyli o politycznym wymiarze blogosfery.

Tekst równolegle ukazał się w papierowym „Przeglądzie Powszechnym” (“PP” 1/2008).

czytaj dalej »

Obrona debat 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec30

Mijający rok w publicystycznych analizach bywa, co nie dziwi, często nazywany rokiem wyborczym. W kampanie wyborcze wpisują się telewizyjne debaty, o których w swoim artykule „Wyborcza wysypka” w grudniowym PP pisał Jan Kłossowicz. Chciałbym podjąć krótką polemikę z tym tekstem, ponieważ, moim zdaniem, w pewnej mierze, zamiast tłumaczyć rzeczywistość, przez łatwą krytykę pielęgnuje on narosłe wokół telewizji stereotypy.

„I tu trzeba powiedzieć – tłumaczy autor – że wszystkie debaty okazały się niedobre. [...] Sztywny scenariusz oparty na pytaniach prowadzących debatę dziennikarzy i ograniczony do minimum czas na odpowiedzi, pytania i riposty obu przeciwników sprawiły, że prawie wcale nie było autentycznej dyskusji, a cięte repliki i rzeczowe sprostowania często gubiły się wśród propagandowych sloganów. Rozmówcy sprawiali czasem wrażenie piesków trzymanych na smyczy, i gdy tylko zaczynali warczeć i podgryzać się nawzajem, zaraz rozlegał się gong oznaczający upływ czasu, a dziennikarz przywoływał ich do porządku.

Głupim pomysłem był też udział publiczności. [...]”

Wszystkie trzy debaty (Kaczyński-Kwaśniewski, Kwaśniewski-Tusk, Kaczyński-Tusk) były pasjonujące. To przecież wielka rzecz, zobaczyć, w jaki sposób polityk chce być odbierany przez miliony wyborców zgromadzonych przed telewizorami. Siła audytorium odgrywa wielką rolę. I nawet jeśli polityk zasłania się sloganami, stwarza pozory, to chcę wiedzieć, co woli on pozorować, a czego nie, i jak to robi, z jaką barwą głosu, mimiką, postawą.

Trzy debaty 2007 roku stały się ważną lekcją uprawiania polityki, o tym też nie należy zapominać. B. premier Jarosław Kaczyński boleśnie odczuł, że przeciwnika (Donalda Tuska) nie wolno bagatelizować. Tusk przekonał się, że nie upiecze dwóch pieczeni na jednym ogniu – nie da się podejść dwóch konkurentów w ten sam sposób. Kaczyńskiego mógł punktować z nieznajomości cen produktów, ale zaciął się, gdy podobną taktykę przyjął w rozmowie z Kwaśniewskim. W końcu sztab Tuska zmobilizował swoją publiczność – wykorzystanie okrzyków i oklasków wzbogaciło, nie zubożyło, cały spektakl.

Warto przeto pamiętać, że o spektakl właśnie tu chodzi. Oceniamy role, w jakie wcielają się nasi bohaterowie; nikt nie twierdzi, że z telewizji z jej debatami dowiemy się wiele o działalności polityka czy jego programie – choć byłoby dobrze, oby takie debaty były jeszcze przed nami (na razie pozostaje uzbroić się w krytycyzm i sięgać do różnych mediów). Ale to zależy także od ogólnej kultury politycznej panującej w kraju, w tym od sprawności dziennikarzy. Do humoru zawodowego mogłoby trafić pytanie zadane politykom przez Krzysztofa Skowrońskiego: „Czy kocha pan Polskę?”

Ryszard Kapuściński: W labiryncie kultur 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec25

“Europa nie może funkcjonować na zasadzie organizmu czy cywilizacji, która będzie ustanawiać wzorce dla całego świata, bo cały świat ma już swoje własne wzorce”.

“Jesteśmy w trakcie ogromnego przewartościowania układu sił na świecie, układu kulturowego, cywilizacyjnego. To jest to, co nas czeka przez najbliższe dziesięciolecia”.

“Bardzo ważne dla świadomości współczesnego człowieka jest zrozumienie, że szukanie, wysiłek porozumienia jest fundamentalną koniecznością naszego dalszego istnienia”.

Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawiają Dominik Ciołek SJ i Wacław Oszajca SJ (“PP” 12/2004) czytaj dalej »

Oriana Fallaci: Ktoś musi o tym powiedzieć 3 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec6

Oriana Fallaci

Z Orianą Fallaci, pisarką i dziennikarką, rozmawia Andrzej Majewski SJ

– Autorzy zamachów terrorystycznych w Londynie byli muzułmanami, ale urodzonymi już w Wielkiej Brytanii i mającymi brytyjskie obywatelstwo. Można zatem uważać ich za Europejczyków. Czy istotnie wierzy Pani, że dla obrony naszego kontynentu i cywilizacji zachodniej należałoby w jakiś sposób usunąć wszystkich muzułmanów z Europy?

– Przede wszystkim: oni wcale nie są Europejczykami.

czytaj dalej »

Media w służbie społeczeństwu 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov26

Publikujemy dziś kolejną dyskusję redakcyjną PP. Miała ona miejsce 9 I 2007 r. Rozmawiają: prof. Wiesław Godzic, dr Tadeusz Jerzy Kononiuk, prof. Krzysztof Koseła, Jan Lityński, red. Jan Wróbel oraz prowadzący: Rafał Huzarski SJ i Roman Swoboda SJ.

Zaproponowaliśmy Państwu dyskusję nt. „Media w służbie społeczeństwu”, ze szczególnym zaakcentowaniem słowa „służba”. Chcielibyśmy się zastanowić, czy pojęcie „służba” na rynku medialnym ma jeszcze jakikolwiek sens.

Czy istnieją w Polsce warunki do tego by dziennikarze mogli służyć społeczeństwu. Czym jest służba dziennikarza w dzisiejszym świecie?

czytaj dalej »

Po co nam publicyści katoliccy? 6 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov13

Na Myślenniku Haliny Bortnowskiej wisi takie oto zastrzeżenie:

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie – tak na pewno jest.

Może szkoda – ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

No właśnie, jak to jest z publicystami katolickimi? Niedawno w “PP” odbyła się debata na ten temat.

Rozmawiali: Szymon Hołownia, Jarosław Makowski oraz Tomasz Terlikowski. Rozmowę prowadził o. Tomasz Kot SJ.

czytaj dalej »

Poznajmy się! 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov1

1884.

Pierwszy numer „Przeglądu Powszechnego” ukazał się zimą, w styczniu 1884 r. Jego twórca ks. Marian Morawski SJ tak pisał w artykule programowym „Cel i zadanie Przeglądu Powszechnego”: „Jest, jak sądzimy, potrzeba pisma periodycznego o szerokich ramach, które by za hasło miało: aktualność i zasadniczość – podnosić na wszystkich polach kwestie najaktualniejsze, a sprowadzać je do zasad, reasumować doniosłe wypadki i wybitne prądy myśli pojawiające się w kraju i po świecie, a dochodzić do ich gruntu i sądzić je rozumem oświeconym wiarą, doświadczeniem własnych nieszczęść i widokiem kolei, przez które dzisiaj sąsiednie kraje przechodzą.

To miejsce chcemy zająć i tej potrzebie zadość uczynić założeniem Przeglądu Powszechnego.

(…) Podejmując tedy w naszym piśmie omówione wyżej zadanie, zakreślamy sobie plan następujący. Przede wszystkim podnosić i opracowywać chcemy zasadnicze kwestie społeczne t.j. zagadnienia i interesy, które w życiu społeczeństwa mają właściwe pole, ale których korzeni szukać trzeba w religii i filozofii, a ostatnie wyniki spotyka się w ekonomii i polityce”.

Ks. Morawski nie zamierzał odbiegać od problemów dnia dzisiejszego: „Obok tych kwestii ogólnych i zasadniczych, podejmować także chcemy praktyczne sprawy i interesy na krajowym gruncie z dnia na dzień powstające”. Ale rolę pisma widział inaczej niż twórcy częściej ukazujących się periodyków: „Dzienniki donoszą zwykle o głośniejszych zajściach, wybijających się od czasu do czasu nad powierzchnię społecznego życia; ale takie luźne fakty mało mówią, mylą nawet często, gdy ich nie wiąże znajomość wewnętrznych stosunków i prądów myśli miejscowych. Otóż do tej znajomości zmierzać chcemy w miarę jak siły i stosunki nasze, da Bóg, szerzyć się będą”.

Redakcja „Przeglądu Powszechnego” do dziś kieruje się wskazaniami sprzed ponad stu dwudziestu lat. Pozostajemy wierni tradycji miesięcznika. Jednocześnie uruchamiamy Blog Powszechny, by stworzyć płaszczyznę dyskusji z naszymi Czytelnikami i przyjaciółmi oraz by poznać się z Czytelnikami zupełnie nowymi, niemającymi wcześniej do czynienia z naszym pismem. Kto wie, może powstanie z tego społeczność sympatyków „PP”.

Sądzimy też, że – cytując dalej ks. Morawskiego – „Czytelnikowi w ten sposób milej będzie z rzeczywistym autorem mieć do czynienia, aniżeli z abstrakcyjną redakcją [odnosił się on do wprowadzenia podpisów pod tekstami – przyp. red.]; redakcja zaś złoży na autora odpowiedzialność za szczegóły jego pracy, a wymagać tylko będzie, by treść jej w ogólności zgodziła się z duchem i zadaniem „Przeglądu”. Forma bloga powoduje, że nie będziemy się jednak ściśle trzymać wszystkich założeń pierwszego naczelnego, który zapewniał, że „osobistej zwłaszcza polemiki bezwarunkowo unikać chcemy”. Przeciwnie – liczymy na żywą dyskusję (spory, ale nie walki). Zwłaszcza, że mamy o czym rozmawiać!

Ks. Morawski kreślił optymistyczny obraz polskiego społeczeństwa: „Podczas gdy tyle innych krajów w Europie przechodzi ciężkie koleje i widocznemu ulega rozkładowi, nasze społeczeństwo, dzięki Bogu, dzięki pewnym sprzyjającym okolicznościom, a zwłaszcza próbom i niedolom, któreśmy przeboleli, zdaje się być na drodze pewnego organicznego postępu: praca mnoży się i doskonali, życie religijne i ruch naukowy zdobywają coraz szersze podstawy, klasy wyższe zajmują się szczerze ulepszaniem bytu i oświecaniem niższych, a te się wywdzięczają rosnącym co dzień zaufaniem, w politycznych stosunkach dajemy dowód trzeźwości i zgodności z porządkiem i władzą, jakich świat o nas nie przypuszczał, w dziedzinie umiejętności choć swoją grzędę skrzętnie uprawiamy, a w sztuce już głośne w świecie zajęliśmy stanowisko; wreszcie w ślad za tym organicznym rozwojem mnożą się pojęcia i zdania różnych odcieni i ścierają żywo”. Czy dziś możemy być z siebie i z polskiego życia publicznego aż tak zadowoleni? Nie piszemy drobiazgowo, co znajdziecie w blogu. Odwiedzajcie nas!

Redakcja Bloga Powszechnego

o. Tomasz Kot SJ
redaktor naczelny „Przeglądu Powszechnego”

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com