<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Powszechny</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Aug 2010 09:49:24 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Celibat w kontekstach</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/19/celibat-w-kontekstach</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/19/celibat-w-kontekstach#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Aug 2010 09:49:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1331</guid>
		<description><![CDATA[Przebywając w Niemczech nie sposób nie dostrzec toczącej się debaty nad obowiązkowym celibatem księży diecezjalnych. Impuls do jej ponownego ożywienia dało ujawnienie nadużyć seksualnych duchownych wobec nieletnich. I choć wszyscy doszli już do porozumienia, że celibat nie jest przyczyną tych przestępstw (argument z nadużyć prawie nie pojawia się w dyskusjach), to debata trwa dalej.

Polskiemu obserwatorowi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przebywając w Niemczech nie sposób nie dostrzec toczącej się debaty nad obowiązkowym celibatem księży diecezjalnych. Impuls do jej ponownego ożywienia dało ujawnienie nadużyć seksualnych duchownych wobec nieletnich. I choć wszyscy doszli już do porozumienia, że celibat nie jest przyczyną tych przestępstw (argument z nadużyć prawie nie pojawia się w dyskusjach), to debata trwa dalej.</p>
<p><span id="more-1331"></span></p>
<p>Polskiemu obserwatorowi dosyć szybko ukazują się różnice w podejściach do celibatu. Tak jak w Polsce celibat wydaje się mniej więcej sprawą niedyskutowaną i dla prawie wszystkich oczywistą, tzn., dobrze uargumentowaną i ugruntowaną, tak w Niemczech, kwestia ta wydaje się być widziana i odczuwana dokładnie odwrotnie. O celibacie dyskutują wszyscy, nawet biskupi pozwalają sobie na niestandardowe wypowiedzi. Wszelkie argumenty przedstawiane za celibatem wydają się kruche, nieprzekonujące, a nawet ocierające się o ideologię i niebezpieczną wersję spirytualizacji. Jedynym argumentem za celibatem pozostaje stwierdzenie, że sprawa dotyczy całego Kościoła, a więc my, w Kościele partykularnym, nic nie możemy zrobić.</p>
<p>Warto popatrzeć jak może wpływać na moc przekonującą argumentów różnica kontekstów i sytuacji Kościoła, a także poziom teologicznej debaty i zakres przestrzeni dla wewnątrzkościelnej dyskusji (ciągle się dąży do poszerzenia tego zakresu, np. zaapelował o to ostatnio przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Katolików, Alois Glück). W Polsce tym kontekstem jest przede wszystkim ciągle duża liczba księży, możliwość łatwego kontaktu z kapłanem, wielość możliwości uczestniczenia w mszy św., łatwość przyjmowania sakramentów, znaczna jednolitość religijna i narodowa.</p>
<p>W Niemczech i innych krajach niemieckojęzycznych z kolei mocno odczuwany jest brak kapłanów i powołań. Z tym wiąże się nieraz brak możliwości uczestniczenia w niedzielnej mszy świętej. Wspólnoty parafialne są w większości złożone z ludzi starszych, a obsługiwane są przez starzejących się kapłanów. Większość zaś księży żyje bardzo często w pojedynkę mając pod opieką wiele wspólnot (Pfarrverbände), co tak naprawdę odsuwa ich od ludzi, uniemożliwia głębsze więzi i przeciąża pracą (parę dni temu pisał o tym ks. Paul M. Zulehner w <em>Süddeusche Zeitung</em>). Innym elementem kontekstu jest też odmienny sposób funkcjonowania Kościoła. W Niemczech księża otrzymują pensje za swoją pracę; o pracy kapłańskiej mówi się „Priesterberuf”, zawód księdza, (choć termin „Beruf” znaczy też „powołanie”) i jako zawód, jak każdy inny, jest postrzegana. W zakres tej pracy wchodzi, często w ogromnej mierze (niektórzy mówią, że aż do 70 procent czasu), administracja, praca biurowa i spotkania wielu różnych gremiów. Księża odczuwają, że tak naprawdę muszą być managerami.</p>
<p>Patrząc na kontekst teologiczny, trzeba powiedzieć, że teologia w Niemczech jest o wiele bardziej spluralizowana niż w Polsce: różne sposoby uprawiania, ujęcia i punkty widzenia są mocno wyartykułowane. Jest duża świadomość tego, że wszystkie konstrukcje dogmatyczne mają swoją historię i będą miały swoją dalszą historię (a więc świadomość historycznej natury teologii). W rezultacie wielowiekowej oraz ekumenicznej interakcji ze wspólnotami po-reformacyjnymi jest także głęboka świadomość biblijnych podstaw życia Kościoła oraz niejednoznaczności wielu biblijnych wypowiedzi, a w związku z tym potrzeby interpretacji – tych z kolei jest wiele. Ogromną rolę gra troska o teologię odpowiadającą na wyzwania czasu i wrażliwą na zmiany kulturowe oraz na potrzeby ludzi. Teologia nie jest widziana bowiem jako ponadczasowy monolit ale jako narzędzie interpretacji rzeczywistości w duchu chrześcijańskim. Myślenie teologiczne jest też bardziej oparte na kulturze debaty niż ogłaszania niepodważalnych stwierdzeń.</p>
<p>W końcu, w krajach niemieckojęzycznych dyskusję nad celibatem i rolą kapłanów określa bardzo mocne akcentowanie roli świeckich w życiu Kościoła (liturgia i administracja), a kontekst niewielkich wspólnot sprawia, że duży nacisk jest położony na pielęgnowanie poczucia wspólnotowości, partnerstwo i braterstwo. Prawie całkowite zaniechanie praktyki nabożeństw w parafiach (czasami różaniec), sprawia, że jedyną formą wspólnej modlitwy staje się Eucharystia (oczywiście, wielki akcent na Eucharystię postawił Sobór Watykański II). Przy braku księży – a twierdzi się, że brak ich w dużej mierze z powodu obowiązkowego celibatu – brak Eucharystii, prowokuje nieuniknione pytanie, co jest ważniejsze: celibat księdza czy wspólnotowa Eucharystia? Odpowiedź wydaje się nie być taka prosta.</p>
<p>Różnic jest o wiele więcej. Tutaj chodzi tylko o zwrócenie uwagi na wpływ kontekstu na rozumienie pewnych kwestii, a przede wszystkim na moc przekonywania argumentów. Argumenty, czy też ich sformułowania, w jednym kontekście dobre, w innym są nie do obrony. W Polsce wielu mogą przekonać argumenty typu: „celibat kapłański jest realizacją ideału całkowitego wydania się Chrystusowi”, „celibat daje większą dyspozycyjność”, „celibat posiada szczególną zdolność bycia znakiem Królestwa Bożego”. W Niemieckim kontekście całkiem przekonująco są one podważane (oczywiście podważane wyłącznie w odniesieniu do powszechnego obowiązku celibatu księży diecezjalnych. Ślub czystości składany przez osoby zakonne ma bowiem inny charakter).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/19/celibat-w-kontekstach/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Taką piękną uroczystość mieliśmy</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/15/taka-piekna-uroczystosc-mielismy</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/15/taka-piekna-uroczystosc-mielismy#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Aug 2010 20:01:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1328</guid>
		<description><![CDATA[Mija powoli 15 sierpnia, Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Zwraca ona uwagę na jej pełny udział w Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. W Niej, najdoskonalszym owocu ziemi możemy kontemplować to, kim sami się staniemy. Cóż może być wspanialszego dla człowieka od tego orędzia nadziei i pociechy. Dzisiaj przekazy i informacje o znaczeniu tego święta zostały przesłonięte kolejną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mija powoli 15 sierpnia, Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Zwraca ona uwagę na jej pełny udział w Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. W Niej, najdoskonalszym owocu ziemi możemy kontemplować to, kim sami się staniemy. Cóż może być wspanialszego dla człowieka od tego orędzia nadziei i pociechy. Dzisiaj przekazy i informacje o znaczeniu tego święta zostały przesłonięte kolejną dawką sporu o krzyż, nie jako symbolu wiary niosącego w sobie miłość i poświęcenie, ale bardziej jako narzędzia walki z przeciwnikiem politycznym. Czy nie zabrnęliśmy już do takiego punktu, w którym nie widać końca konfliktu, a każde zabranie głosu przez którąś ze stron jest interpretowane jako kolejny przejaw niechęci, wrogości i próby wyprowadzenia w pole? Na nic nie zdadzą już apele różnych autorytetów duchowych, pokrzykiwania polityków i połajanki medialnych kreatorów rzeczywistości. Pozostaje chyba powołanie zespołu mediatorów, który spróbuje rozsupłać ten zaplątany węzeł, bo chcąc nie chcąc urządzimy sobie niezły Hyde Park w Warszawie. Nie mam nic przeciwko otwartej debacie w centrum miasta różnych grup społecznych i ścieraniu się odmiennych poglądów. To jest potrzebne. Ale znaczenie krzyża zostało już kiedyś określone dzięki Temu i przez Tego, który oddał na nim życie za zbawienie świata. Warto o tym pamiętać w zażartych dyskusjach, nie wolnych przecież od agresji, niechęci, wzajemnych oskarżeń i inwektyw.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/15/taka-piekna-uroczystosc-mielismy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krzyż. Chętnie tam wracam i obserwuję</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/15/krzyz-chetnie-tam-wracam-i-obserwuje</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/15/krzyz-chetnie-tam-wracam-i-obserwuje#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Aug 2010 18:16:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1325</guid>
		<description><![CDATA[17:30, Warszawa, Pałac Prezydencki.
Fragment Krakowskiego Przedmieścia – od strony Pałacu, wraz z jezdnią – jest odgrodzony barierkami, przy których stoi kilku mundurowych. Przechodzić można jedynie chodnikiem po drugiej stronie ulicy. Tam też gromadzą się tzw. obrońcy krzyża (krzyż stoi teraz samotnie). Mobilizują się, przygotowują do czegoś, co ma się zacząć o 18.
Ktoś odmawia różaniec. Niektórzy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>17:30, Warszawa, Pałac Prezydencki.</p>
<p>Fragment Krakowskiego Przedmieścia – od strony Pałacu, wraz z jezdnią – jest odgrodzony barierkami, przy których stoi kilku mundurowych. Przechodzić można jedynie chodnikiem po drugiej stronie ulicy. Tam też gromadzą się tzw. obrońcy krzyża (krzyż stoi teraz samotnie). Mobilizują się, przygotowują do czegoś, co ma się zacząć o 18.</p>
<p>Ktoś odmawia różaniec. Niektórzy czują się jak konspiratorzy. Trzech mężczyzn zasłania jednego, który na barierce nakleja dużą naklejkę: białą, z krzyżem na środku i napisem „Wytrwamy” &#8211; lekko stylizowanym na logo telewizji o. Rydzyka. Zbierają się chmury. Grzmi. Jedna kobieta mówi, że zaraz Bóg pokaże tych, którzy nie umieją uczcić krzyża.</p>
<p>Tłum obserwuje znany historyk. – To straszne – żachnie się.</p>
<p>Kobiety rozmawiają o policjantach. – Jak oni się zachowują! Wczoraj jeden stał i tylko nabijał się z dziecka za barierką!<br />
– Może jeden tak, ale proszę zobaczyć, że nic nie robią, jest spokojnie.</p>
<p>Być może niektórzy woleliby, żeby „coś” się działo, żeby można było stawić opór. Kiedy przechodzą dwaj policjanci, kilku mężczyzn staje przed naklejką, by ją zasłonić. Tak jakby była zagrożona. Ale nikomu ona nie przeszkadza. Ci, którzy właśnie przychodzą, nawet nie zwracają na nią uwagi. To młodzi ludzie, którzy zamierzają znów robić sobie z tzw. obrońców jaja. Niosą transparent z napisem: „Przenieść Pałac, zasłania krzyż”.</p>
<p>Zbliża się 18, grzmi coraz częściej. Przy barierce grupka obrońców i grupka ich przeciwników. Obrońcy puszczają głośno nagranie, w którym narrator opowiada o ateizacji Polski. Mówi o budowaniu wspólnej Europy, która nie chce odwoływać się do religii. Bo religii jest wiele. Lepszy ateizm, bo jeden – więc może być wspólny. Niebo już czarne, zaczyna padać.</p>
<p>– Niebo płacze – słyszę od obrońców. Oni jeszcze wytrwale słuchają o masonach europejskich, którzy pod rękę z katolewicą, ateizują Polskę. Przeciwnicy krzyża, tak jak i cały tłumek wokół, zawijają się i szukają dachu. Grupa ludzi chowa się w arkadach budynku obok. Jest muzyka, wesoło. W końcu dołączają obrońcy. Nie wytrzymali.</p>
<p>Chodzę tam regularnie, bo nigdy nie widziałem czegoś takiego. Takiej dyskusji ulicznej, w którą angażują się tysiące ludzi; takiego wzmożenia katolicko-narodowego jak obrońców i takiej chęci odreagowania, jaką mają młodzi przeciwnicy krzyża. Autorytet państwa na tym nie traci. Choć przy nieudanej próbie przeniesienia krzyża tak to wyglądało. Traci niewątpliwie Kościół, bo od początku nie wie, co robić. Dla mnie to wszystko jest więcej niż atrakcją lata w mieście. <a href="http://wyborcza.pl/1,94898,8241406,To__co_sie_dzieje_pod_krzyzem_to_swieto_demokracji.html" target="_blank">Napisałem już</a>, że uważam to za święto demokracji. Może trochę na wyrost, ale jednak. Takiej demonstracji jeszcze nie było. Chętnie tam wracam i obserwuję.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/15/krzyz-chetnie-tam-wracam-i-obserwuje/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto ma bronić Krzyża?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/05/kto-ma-bronic-krzyza</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/05/kto-ma-bronic-krzyza#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Aug 2010 10:23:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1322</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnie dyskusje wokół krzyża wydają się sugerować, że potrzebna jest poważna refleksja nad krzyżem, nad jego znaczeniem w życiu chrześcijan, a przede wszystkim zwykła katecheza z akcentem na katechezę dorosłych (jest to nagląca sprawa Kościoła w Polsce). Być może brak albo niedostateczna świadomość religijnego znaczenia krzyża i treści, które on ze sobą niesie, jest przyczyną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnie dyskusje wokół krzyża wydają się sugerować, że potrzebna jest poważna refleksja nad krzyżem, nad jego znaczeniem w życiu chrześcijan, a przede wszystkim zwykła katecheza z akcentem na katechezę dorosłych (jest to nagląca sprawa Kościoła w Polsce). Być może brak albo niedostateczna świadomość religijnego znaczenia krzyża i treści, które on ze sobą niesie, jest przyczyną tego, że niektórzy sami sobie to znaczenie konstruują i pustą przestrzeń wypełniają własną treścią. Świadczyłoby to o pewnych zaniedbaniach w religijnym wychowaniu. (Interesujące byłoby też studium nad historycznymi nadużyciami krzyża przez chrześcijan).</p>
<p><span id="more-1322"></span></p>
<p>Oczywiście, krzyż jest znakiem sprzeciwu i sprzeciw ten wywołuje. Ale warto się zapytać, dlaczego niektórzy nie chcą obecności krzyża w miejscach publicznych? Czy aby na pewno jest to wyraz ich niechęci do Boga, Transcendencji, religii. Pewnie w jakiejś mierze też, ale może raczej jest to wyraz niechęci do ogromnego ideologicznego wykorzystywania krzyża. Sytuacja która wydarzyła się pod Pałacem Prezydenckim może tylko utwierdzać w przekonaniu, że krzyż (a w rzeczywistości to, co niektórzy ludzie z nim kojarzą) jest znakiem wywołującym mocne emocje, agresję, przemoc, zaślepienie na wszelkie argumenty i lepiej żeby się nie pojawiał w pewnym miejscach. I to właśnie w imię pokoju i porządku publicznego.</p>
<p>Kto ma prawo określać, co oznacza krzyż? Kto ma prawo przywłaszczać sobie krzyż jako znak rozpoznawczy własnych poglądów? Krzyż jest zbyt cenny i zbyt naładowany znaczeniowo, aby oddać go we władanie dziwnym grupom. Wtedy stanie się on narzędziem manipulacji ludźmi i ideami. Oczywiście, pewni ludzie potrzebują mitologii (narodowej, religijnej, grupowej), aby móc funkcjonować w złożonym świecie i łatwo, bez większego wysiłku odnaleźć orientację. Ideologie potrzebują swoich mitycznych światów. I państwo powinno stworzyć ku temu przestrzeń, bo i te osoby są obywatelami i mają prawo do wyrażania swoich poglądów. Jednakże Kościół, wspólnota wierzących w Chrystusa, w sposób zdecydowany nie może pozwolić, by składnikami ideologii stawały się symbole i znaki religijne. W przeciwnym razie Kościół sam sobie przygotowuje następną falę antychrześcijańskich ataków.</p>
<p>W tym kontekście bardzo ważne są głosy takie, jak abp Kazimierza Nycza w homilii w czasie Mszy św. rozpoczynającej XXX. jubileuszową Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną na Jasną Górę. Oby było ich więcej, i to nie tylko ze strony hierarchów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/08/05/kto-ma-bronic-krzyza/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Molestowania przez księży nie zamiatać pod dywan</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/molestowania-przez-ksiezy-nie-zamiatac-pod-dywan</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/molestowania-przez-ksiezy-nie-zamiatac-pod-dywan#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 15:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Halcewicz-Pleskaczewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1315</guid>
		<description><![CDATA[Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. Chciałbym, by w Polsce skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan.
I nie dziwię się krytykom Kościoła, którzy obwiniają całą jego instytucję
 
***
„Opiekun ministrantów uchodził za fajnego. Organizował dla chłopaków mecze i wycieczki. Wiedział, że wielu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. Chciałbym, by w Polsce skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan.</p>
<p>I nie dziwię się krytykom Kościoła, którzy obwiniają całą jego instytucję</p>
<p><strong> </strong><span id="more-1315"></span></p>
<p>***</p>
<p>„Opiekun ministrantów uchodził za fajnego. Organizował dla chłopaków mecze i wycieczki. Wiedział, że wielu przyszło do ministrantury, bo przymusili ich rodzice; chciał im to wynagrodzić. Paweł Śliwa, dziś 23-letni student politologii, kończył wtedy podstawówkę. &#8211; W końcu doszło do tego, że ksiądz ciut za bardzo się w tych relacjach rozluźnił &#8211; wspomina.</p>
<p>Poszli do niego z dwoma kolegami na plebanię. Ksiądz spytał, czy nie podrzuciliby mu paru filmów pornograficznych, bo on niestety nie ma. Chłopaków to bawiło. &#8211; Nagle się okazało, że ksiądz też jest facetem &#8211; uśmiecha się Paweł. Filmów porno nie mieli, ale zaproponowali księdzu kreskówkę z Beavisem i Buttheadem. Oburzył się, powiedział, że to atak na Kościół.</p>
<p>Innym razem zwrócił uwagę na jednego z kolegów Pawła: Widzę, Marcinku, że ci już włoski na łydkach rosną. Wzięli nogi za pas. Media nagłaśniały akurat skandale pedofilskie w USA, więc wiedzieli, co się może święcić. Paweł przestał chodzić do kościoła parafialnego.</p>
<p>Po jakimś czasie zadzwonił telefon. Była godzina 22. &#8211; Odebrał brat, powiedział: Ksiądz do ciebie. &#8211; Było mu żal, że się wypisałem z ministrantów &#8211; mówi Paweł. Czuł się winny. Po paru minutach rozmowy się wyluzował i spytał: A bawiłeś się już dzisiaj ze sobą?</p>
<p>Rzucił słuchawką. Ale został w Kościele”.</p>
<p>Znam dalszy ciąg tej opisanej przez „Tygodnik Powszechny” historii (Maciej Müller, „Święty Kościół grzesznych ludzi”, TP, 2007.11.07). Oraz &#8211; inne jej wątki. Z Pawłem chodziliśmy razem do podstawówki. Przechodziłem akurat trudny okres. Miałem 15 lat. Umarł mój ojciec. Któregoś razu, gdy z chłopakami siedzimy na ławeczce, widzimy, że przez osiedlowy park idzie w naszym kierunku ksiądz; ten sam. Przysiadł się. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Zakolegowaliśmy się.</p>
<p>Z jednym kolegą zaczęliśmy odwiedzać księdza na plebani. Jeździliśmy &#8211; tym razem ksiądz i ja &#8211; do wypożyczalni wideo. Było wesoło, dawał potrzymać kierownicę. Był u mnie w domu, ale nie spodobał się mamie. Jednak pomagał nam. Po śmierci taty zorganizował kameralną mszę w kaplicy.</p>
<p>W pewnym momencie poczułem, że coś jest nie tak. Dziwna przyjacielskość, przymilanie się, częste nawiązywanie kontaktu fizycznego &#8211; niby serdeczne uściski dłoni, chwytanie za ramiona; niby zwykłe, ale niezwykłe. Powiedziałem mu: czasami zachowuje się ksiądz jak pedał.</p>
<p>Postawiłem sprawę jasno, więc pewnie dlatego nie odbierałem takich telefonów jak Paweł. Nasz kontakt z księdzem się rozluźniał. Potem dowiedziałem się, że księdza przeniesiono do innej parafii. A potem dowiedziałem się, dlaczego.</p>
<p>Piszę o tym po wielu doniesieniach z Watykanu o tym, jak papież stara się zaradzić problemowi pedofilii w Kościele. Kibicuję mu. U nas księża mają ogromny autorytet. Uczą w szkołach, a większość społeczeństwa określa się jako katolicy, ceni tradycję itd. Przy braku kontroli, gdy ksiądz o nieuporządkowanym życiu emocjonalnym albo chory pedofil znajdzie odpowiednie dziecko, może wyrządzić straszną krzywdę. I raczej nic się o tym głośno nie mówi.</p>
<p>Cieszy mnie, że Benedykt XVI w czasie mszy na zakończenie Roku Kapłańskiego przeprosił za pedofilię i wykorzystywanie seksualne przez księży. 11 czerwca mówił: &#8211; Tak się stało, że właśnie w tym roku radości z sakramentu kapłaństwa, wyszły na światło dzienne grzechy kapłanów &#8211; przede wszystkim nadużycia wobec najmłodszych, w których kapłaństwo jako troska Boga o człowieka obrócona została w swoje przeciwieństwo. My także prosimy nieustannie o przebaczenie Boga i dotknięte osoby, zamierzając obiecać, że chcemy uczynić wszystko co można, żeby nadużycie to już nigdy nie wydarzyło się; obiecać, że w przyjmowaniu do posługi kapłańskiej i w kształceniu podczas przygotowania do niej zrobimy wszystko, by ocenić autentyczność powołania.</p>
<p>Chciałbym, by skończyła się praktyka zamiatania sprawy pod dywan. Jak z czystym sumieniem przełożony może przenosić księdza, który molestuje seksualnie dzieci, z jednej parafii do innej? Przecież wtedy staje się współodpowiedzialny &#8211; tuszuje jedne incydenty i zdaje sobie sprawę, że gdzie indziej dojdzie do kolejnych.</p>
<p>I jak nie obwiniać wówczas całego Kościoła?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/molestowania-przez-ksiezy-nie-zamiatac-pod-dywan/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Upały szkodzą</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/upaly-szkodza</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/upaly-szkodza#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 11:52:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1312</guid>
		<description><![CDATA[Po przeczytaniu jednego z ostatnich wpisów na blogu dowiedziałem się, że mój język bywa czasami zbyt gładki, co utrudnia polemikę z moimi wypowiedziami. Postanowiłem wziąć sobie do serca tę słuszną uwagę i popracować nad sobą. Może efekty nie będą widoczne od razu, ale intencje mam szczere. Spróbuję odnieść się do atmosfery,  jaka ogarnęła naszym życiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po przeczytaniu jednego z ostatnich wpisów na blogu dowiedziałem się, że mój język bywa czasami zbyt gładki, co utrudnia polemikę z moimi wypowiedziami. Postanowiłem wziąć sobie do serca tę słuszną uwagę i popracować nad sobą. Może efekty nie będą widoczne od razu, ale intencje mam szczere. Spróbuję odnieść się do atmosfery,  jaka ogarnęła naszym życiem publicznym w ostatnich tygodniach, szczególnie po wyborach prezydenckich. Nie wiem, w jakim stopniu to wszystko jest powrotem &#8220;starego&#8221; stylu konfrontacji głównych sił politycznych, a w jakim wywoływaniem sztucznych konfliktów na bazie stosunku do krzyża ustawionego przed pałacem prezydenckim. A może po prostu w sezonie &#8220;ogórkowym&#8221; trzeba wrzucić temat, żeby było o czym pisać i dyskutować. To chyba znaczyłoby, że niektórym mocno zaszkodził upał i przydałoby się, żeby ostudzili głowy w morskiej kąpieli. Zacznę do krzyża, który dla chrześcijanina jest znakiem miłości i zbawienia, w tym również przebaczenia i pojednania. Używanie krzyża jako narzędzia walki z przeciwnikami politycznymi jest świadectwem instrumentalnego traktowania tego świętego znaku. Szacunek wobec niego okazujemy nie tylko dążąc do postawienia go fizycznie w symbolicznym miejscu, ale przede wszystkim poprzez szacunek dla wartości, które on w sobie zawiera m.in. wielkoduszność, służba i oddanie innym. Krzyż to nie tylko dwie skrzyżowane belki, to przede wszystkim uczucia i myśli z nich wypływające. Chciałbym jeszcze jedno słowo powiedzieć o czci dla zmarłych. Jest wiele sposobów na godne pożegnanie ofiar katastrof i wypadków oraz utrwalenie ich pamięci. Niektóre z nich wziązane są z bezpośrednim okresem żałoby. W tym zakresie polskie władze i społeczeństwo zachowały się po 10 kwietnia bardzo godnie. Nie można jednak po odpływie pierwotnego smutku i żalu odgrzewać pamięci o ofiarach, po to, aby rozgrywać swoje akcje przeciwko przeciwnikom politycznym. To jest prawdziwym brakiem szacunku dla zmarłych. Nie raz w historii okazywało się, żę bezwzględna walka o władzę i wpływy odwracała popracie polityczne wyborców i kierowała ich preferencje w inną stronę. Tak całkiem niedługo może się stać. I wtedy po raz kolejny ktoś komuś zaśpiewa: miałeś albo mogłeś mieć&#8230;. złoty róg i to nie jeden. Nie narzekajmy jednak ponad miarę. Cieszmy się  z rozsądnych decyzji. Dzięki nim krzyż tak naprawdę ocaleje.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/21/upaly-szkodza/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nieporozumienie</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Jul 2010 06:29:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Socjologia]]></category>
		<category><![CDATA[Spotkania]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1308</guid>
		<description><![CDATA[Siedzę sobie w Paryżu. Patrzę na Łuk Triumfalny, obserwuję kolorowy tłum i myślę o tym, jaki piękny jest świat, w którym kobiety ze wzajemnością kochają mężczyzn a mężczyżni ze wzajemnością kochają kobiety i cieszą się tym, że się pięknie różnią. To dzięki ich miłości rodzą się kochane przez nich dzieci. I to na paryskich ulicach przyciąga [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Siedzę sobie w Paryżu. Patrzę na Łuk Triumfalny, obserwuję kolorowy tłum i myślę o tym, jaki piękny jest świat, w którym kobiety ze wzajemnością kochają mężczyzn a mężczyżni ze wzajemnością kochają kobiety i cieszą się tym, że się pięknie różnią. To dzięki ich miłości rodzą się kochane przez nich dzieci. I to na paryskich ulicach przyciąga moją uwagę: dzieci otoczone opieką wpatrzonych w nie dorosłych.<br />
 I tak leniwie snując rozmyślania nad miłością, myślę jak zachwycająco różnorodne są jej postaci. Na przykład istnieje miłość do rodziców albo do przyjaciółki z młodości albo do jej córki. Te inne miłości są czasami nawet ważniesze niż miłość kobiety i meżczyzny, a często bardzo wzniosłe, ale tamta jest wyjatkowa, bo tylko w jej wyniku rodzą się dzieci.<br />
To tak na marginesie warszawskiej parady równości i imprez towarzyszących. Bo tak w ogóle, to przecież dobrze, że ludzie się kochają i nic mi do tego, kto kogo i za co. Natomiast robi mi się nieświeżo, jeśli wmawia mi się, że jestem homofobem, jeśli twierdzę to co napisałam powyżej. Przecież stwierdzam tylko oczywiste fakty, a muszę się z nich tlumaczyć jakby były moim złośliwym wymysłem.</p>
<p>Chodzi mi tylko o to, żeby jedno od drugiego odróżniać po prostu dlatego, że jest różne i że nie da się zaprzeczać Rzeczywistości bez popadania w absurd. Nie rozumiem, do czego i komu ten absurd jest potrzebny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/07/11/nieporozumienie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O co tu chodzi? Dzieje pewnego zdziwienia.</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/06/25/o-co-tu-chodzi-dzieje-pewnego-zdziwienia</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/06/25/o-co-tu-chodzi-dzieje-pewnego-zdziwienia#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jun 2010 06:24:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1302</guid>
		<description><![CDATA[Trafiłam do grona autorów tego bloga, ponieważ zwierzyłam się o. Tomaszowi Kotowi, ówczesnemu redaktorowi naczelnemu PP, a obecnie prowincjałowi Prowincji Północnej Zakonu Jezuitów w Polsce (pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że nie pokręciłam brzmienia tej funkcji), że lubię pisać krótkie formy i że nie muszę za to dostawać pieniędzy. Blog właśnie powstawał i ustaliliśmy, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trafiłam do grona autorów tego bloga, ponieważ zwierzyłam się o. Tomaszowi Kotowi, ówczesnemu redaktorowi naczelnemu PP, a obecnie prowincjałowi Prowincji Północnej Zakonu Jezuitów w Polsce (pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że nie pokręciłam brzmienia tej funkcji), że lubię pisać krótkie formy i że nie muszę za to dostawać pieniędzy. Blog właśnie powstawał i ustaliliśmy, że – jeśli  będzie mi pasował &#8211; mogę do niego pisać. W ciągu pierwszego miesiąca istnienia bloga zorientowałam się, że to może być miejsce na fantastyczną – bo merytoryczną a zarazem nieskrępowaną – dyskusję, w której można będzie konfrontować swoje przekonania, ale też wątpliwości i niepokoje, ze zdaniem innych myślących osób, w tym ze zdaniem inaczej myślących osób. Pomyślałam, że – być może – powstaje coś na kształt współczesnego Areopagu.  Wydało mi się to miejsce wyjątkowe również przez to, że stanowi swego rodzaju wykwit Przeglądu Powszechnego.</p>
<p>I właśnie dzisiaj rano postanowiłam dać wyraz rozczarowaniu. Cóż to za rozczarowanie? Przede wszystkim dotyczy ono Was, Ojcowie Jezuici. Nie ma Was tu. Gdzie jesteście? Do jakich mysich dziurek pochowaliście się? Co w nich robicie? Dlaczego nie rozmawiacie z Waszymi owieczkami? Po co uczycie się co najmniej trzynaście lat? Żeby dumnie nosić głowy czy żeby tymi głowami służyć? A może macie (wszyscy) jakieś szalenie ważne zadania, przy których roztrząsanie spraw dotyczących wiary, wspólnie z poszukującymi sensu świeckimi, blednie. Jeśli tak, to czy mogłabym dowiedzieć się, jakie są to zadania? Minął właśnie Rok Modlitwy za Kapłanów. Miliony wiernych przez cały rok modliło się o dobrych pasterzy. Ja również w tym miejscu o to proszę. Nie zostawiajcie nas samych, uwierzcie, że jesteście nam potrzebni. (Gdyby ktoś chciał mieć do mnie pretensję o użycie zaimka pierwszej osoby liczby mnogiej &#8211; że niby, kto mnie do tego upoważnił i kim są ci „my” – wyjaśniam: mówię w imieniu swoim i co najmniej czterech osób, z którymi na ten temat rozmawiałam. Liczę też, że takich osób jest więcej.)</p>
<p>Konkretnie chodzi mi o to, że nie wiadomo, o co w tym blogu chodzi.</p>
<p><span id="more-1302"></span></p>
<p>Spytałam o to o. Tomasza Kota i Kubę Pleskaczewskiego po mniej więcej roku od stworzenia bloga, na jedynym spotkaniu redakcyjnym, na jakim kiedykolwiek byłam. Zobaczyłam tam Kubę, Andrzeja i Rafała. Chwilę rozmawialiśmy. Spytałam, czy dobrze myślę, że twórcom bloga chodziło i chodzi o nową, nowoczesną, nienachlaną, światłą ewangelizację. O taką ewangelizację, która szanuje wolność inaczej myślących, szanuje ich rozum i uwzględnia trudności związane z warunkami, w których żyją. O taką ewangelizację, która ciesząc się z różnorodności kultur i tradycji nie wstydzi się mówić, że Jedyną Drogą jest Chrystus. O taką ewangelizację, która namyśla się, co odpowiedzieć nauce i filozofii współczesnej, gdy oświadczają, że Bóg jest niepotrzebną hipotezą. Hm…, pamiętam, że zdziwiłam się tym, co mi Twórcy Bloga odpowiedzieli. To zdziwienie w miarę upływu czasu pogłębia się.</p>
<p>Ojciec Dariusz (poza jednym wyjątkiem) pisał tylko o tym, że media są &#8220;be&#8221;. Ojciec Tomasz kilka razy świetnie zainterweniował, ale właściwie to umywał ręce. Ojciec Krzysztof przynajmniej coś do nas pisze. Pięknie pisze – okrągłymi zdaniami. Miło się je czyta, naprawdę. Ale z jakiejś przyczyny nie nawiązuje się dialog. Dlaczego? Może zdania są za gładkie? Może są tak gładkie, że nie można się do nich w ogóle odnieść? No bo jak tu dyskutować z monumentem? A może by tak Ojciec podzielił się z nami jakimiś swoimi trudnościami? Może byśmy sobie tak normalnie porozmawiali? Jak człowiek z człowiekiem? Może Ojciec ma inne, pochłaniające go sprawy? Właściwie od razu, nie czekając na odpowiedź, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że tak właśnie jest. Ale czy tam wśród Was, Ojców, nie ma nikogo, kto by się blogowiczami zainteresował?</p>
<p>Przepraszam, jeśli kogoś urażam. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że wiem, o co mi chodzi. Mianowicie o to, żeby nie zmarnować szansy, jaką jest to forum, tak unikalne ze względu na to, że jezuickie. O to, żebyśmy ze sobą rozmawiali. Wiem, że to niemodne, bo teraz nie rozmawia się, lecz mówi. A mówi się głównie po to, żeby wypromować siebie. Do tego rozmowa jest niepotrzebna, a nawet przeszkadza i jest stratą czasu &#8211; wystarczy bowiem bombardować swoimi racjami. A jednak, byłoby tak pięknie&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/06/25/o-co-tu-chodzi-dzieje-pewnego-zdziwienia/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki &#8211; myśli z drugiego planu</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/06/07/beatyfikacja-ks-jerzego-popieluszki-mysli-z-drugiego-planu</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/06/07/beatyfikacja-ks-jerzego-popieluszki-mysli-z-drugiego-planu#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 05:12:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Felicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1297</guid>
		<description><![CDATA[Ten dzień rozpoczął się w nocy. Wracaliśmy pośpiesznie z Wilna, żeby zdążyć na rozpoczynającą się rano uroczystość. Czekała na nas zalana piwnica i zalany ogród. Ale nic to. Kładę się spać późno, a o piątej budzi mnie śpiew ptaków. Długo namyślam się, jak mam się ubrać, żeby kochanego księdza Jerzego uhonorować, ale żeby było mi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ten dzień rozpoczął się w nocy. Wracaliśmy pośpiesznie z Wilna, żeby zdążyć na rozpoczynającą się rano uroczystość. Czekała na nas zalana piwnica i zalany ogród. Ale nic to. Kładę się spać późno, a o piątej budzi mnie śpiew ptaków. Długo namyślam się, jak mam się ubrać, żeby kochanego księdza Jerzego uhonorować, ale żeby było mi wygodnie. Wyruszam wcześnie, bo chcę spokojnie dojść  przez las do metra, być na Mszy u św. Andrzeja Boboli, a potem dojechać na plac Piłsudskiego. Po wyjściu z lasu waham się przez chwilę, którą ścieżką przemierzyć wertepy oddzielające mnie od Ursynowa. Wybieram tę biegnącą w prawo, chociaż niepokoi mnie figura faceta z psem, który stoi z boku ścieżki w zaroślach. Odmawiam różaniec, więc co mi tam. Po chwili pies, bezskutecznie powstrzymywany okrzykami swojego pana, gna w moim kierunku i skacze na mnie zabłoconymi łapami. Nie jest groźny, nie przestrasza mnie. No tak, ale na nic moje strojenie się. Oglądam spodnie: na jasnobłękitnym tle widnieją teraz brązowe plamy rozmazanego błota. Mówię właścicielowi:</p>
<p>-Proszę pana, jaka ja teraz jestem brudna!<span id="more-1297"></span></p>
<p>-A po co pani tu chodzi?”  opowiada nieprzyjaźnie. -Tam jest droga, nie mogła pani iść tamtędy?</p>
<p>- Aha- myślę. Zero empatii, nie ma sensu nic więcej mówić, bo to będzie jak kamień w wodę. Po chwili jednak nie wytrzymuję – To pan uważa, że to moja wina, że pies na mnie skoczył? – w odpowiedzi słyszę tylko jakieś nieartykułowane pomrukiwanie.</p>
<p>Poranek jest piękny. Kontrastuje z brzydotą tej sceny. Postanawiam nie dać się wybić z radosnego nastroju i tylko myślę sobie z pogodną rezygnacją, jaka przepaść dzieli tego pana od ks. Jerzego. Tak, już w zeszłym roku, kiedy jeździłam po Włoszech od świętego do świętego zsumowałam sobie ich życiorysy w poszukiwaniu części wspólnej zbioru (przepraszam za zboczenie zawodowe). Nie mogło być żadnej wątpliwości: to, co wszystkich ich łączyło, to niezwykłe wyczulenie na potrzeby innych ludzi i wielka determinacja, żeby &#8211; bez względu na koszt własny &#8211; te potrzeby zaspokajać.</p>
<p>Więc teraz tylko pomyślałam:  &#8220;Do kogo mi bliżej: do świętych czy do panów z psami?&#8221; Oj, nie najlepiej te rozmyślania wypadły. A w ogóle, to dlaczego ten pan od psa tak zareagował? Czy nie mógł po prostu przeprosić? Przecież musiał zdawać sobie sprawę, że ja tu nic nie zawiniłam. Aha, wiem. On pewnie spodziewał się mojego ataku i go po prostu uprzedzał. Błędne koło!</p>
<p>Później na placu Piłsudskiego jeszcze kilka scenek. Jedna pani prosi służby porządkowe, żeby poszły i powiedziały, żeby ludzie przed nią zwinęli transparent, bo zasłania jej obraz Popiełuszki. Ok, tylko, że ona sama ma rozpięty nad głową parasol chroniący ją od słońca. Nie przyjdzie jej do głowy, że ludzie za nią nie widzą ołtarza z jej powodu. Potem jeden starszy pan zasłania przed słońcem łysiejącą głowę swą dłonią. Nie ma czapki a słońce pali. Daję mu kartkę z wydrukowanym życiorysem Popiełuszki i pokazuję, jak ma się nią osłonić. Słabo mu to idzie; pewnie zwykle żona o niego dba, a teraz wybrał się do Warszawy sam. Obserwuję go z niepokojem, czy nie zemdleje od tego upału i dopiero po dłuższej chwili przypomina mi się, że ja mam czapkę i dużo gęstych włosów pod nią. Jakie to dziwne, że nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją dać. Jednak teraz też nie daję, bo boję się, że uzna mnie za natręta. Jednak już w mojej czapce przestało mi być wygodnie.</p>
<p>Podnoszę wzrok sprawdzając, czy nie będzie jakichś chmur. Niebo jest jednolicie błękitne, tylko dwa ślady po samolotach przecinają się nad głowami zgromadzonych pod kątem prostym, tworząc krzyż. Stukam mojego brata i pokazuję mu na niebo. Jestem zadowolona: szczęka mu opada.</p>
<p>Po tym, jak wymieniliśmy znak pokoju i spojrzałam w oczy tej pani, która trzyma parasolkę, ośmielam się i szepczę jej na ucho:</p>
<p>- Gdyby pani lekko podniosła parasolkę, cień padłby również na głowę tego starszego pana.- Jest trochę zawstydzona, ale robi tak jak jej podpowiedziałam. Starszy pan zauważa to i uśmiecha się do niej. Ona też jest bardzo zadowolona. A ja w mojej czapce na głowie jakoś tak niezręcznie się czuję, bo załatwiłam coś cudzym kosztem. Na pociechę myślę, że im się udało.</p>
<p>Przez cały czas podniosłej uroczystości przeżywam jako niezwykłe, to że żyje jeszcze Matka ks. Jerzego. Ma sto lat i jest tu z nami! Doczekała do dnia, w którym jej skatowany na  śmierć syn został ogłoszony błogosławionym. To jakby widzieć jego zmartwychwstanie. Po takim nieszczęściu przyszła chwila szczęścia. Na pewno wierzy, że już niedługo zobaczą się znowu. A czy ja w to wierzę?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/06/07/beatyfikacja-ks-jerzego-popieluszki-mysli-z-drugiego-planu/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto posiadł ducha Soboru?</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2010/05/30/kto-posiadl-ducha-soboru</link>
		<comments>http://www.blogpowszechny.pl/2010/05/30/kto-posiadl-ducha-soboru#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 May 2010 09:01:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Poznański SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Teologia]]></category>
		<category><![CDATA[Wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=1292</guid>
		<description><![CDATA[Teologia to tylko jeden z punktów odniesienia w chrześcijaństwie i aby dobrze spełniała swoją rolę musi być umieszczona w szerszym kontekście życia Kościoła i rzeczywistości wiary. 
Za pontyfikatu Benedykta XVI dużo się mówi o duchu Soboru Watykańskiego II. Padają pytania, kto go posiada? jaki ten duch Soboru jest? jak się ma przejawiać? Jednak we wszystkich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Teologia to tylko jeden z punktów odniesienia w chrześcijaństwie i aby dobrze spełniała swoją rolę musi być umieszczona w szerszym kontekście życia Kościoła i rzeczywistości wiary. </p>
<p>Za pontyfikatu Benedykta XVI dużo się mówi o duchu Soboru Watykańskiego II. Padają pytania, kto go posiada? jaki ten duch Soboru jest? jak się ma przejawiać? Jednak we wszystkich próbach odpowiedzi warto pamiętać, że nie ma innego ducha Soboru niż Duch Święty. Jeżeli jest jakiś duch Soboru, za którym należy pójść, i którym trzeba się inspirować, to jest to Duch Święty. Ducha Świętego jednak nie da się uchwycić. Żadna z grup, stronnictw polityczno-kościelnych, czy kierunków teologicznych nie może twierdzić: „to mamy Ducha Świętego w posiadaniu”. To raczej Duch Święty nas posiada.  </p>
<p><span id="more-1292"></span></p>
<p>Ten Duch jest przede wszystkim Duchem jedności. Ducha jedności dobrze widać w stylu postępowania Ojców Soborowych. Starano się bardzo, aby każda decyzja soborowa została przyjęta maksymalną ilością głosów, a najlepiej jednogłośnie. Tak próbowano sformułować teksty, by każdy uczestnik Soboru mógł siebie w nich odnaleźć (stąd ich niejednoznaczność &#8211; Sobór ma jednak wytyczać „gramatykę dyskursu”, a nie podawać sztywne, „ jedynie słuszne” rozwiązania). Był w tym szacunek dla Bożego Ducha w drugim człowieku, nawet gdy proporcje opcji teologicznych i kościelno-politycznych były bardzo nierówne. Wierzono, że także w tym, co mówi mała grupa Ojców jest cząstka prawdy i warto, by znalazła swój wydźwięk w oficjalnym tekście. </p>
<p>Z jednej strony, trudno odnaleźć soborowego Ducha jedności w słowach ostatniego listu ks. Künga do biskupów świata (sic!). Dziwi ten brak u kogoś, kto ciągle obnosi się ze swoim wkładem w opracowanie dokumentów Soboru (zresztą tylko jako ekspert jednego z biskupów, nie jako Ojciec Soborowy). Ostatni list ks. Künga jest otwartą zachętą do rozłamu w Kościele, stymulacją do podziałów, buntów i rozbicia jedności. Wyczucie wspólnoty nie jest jego mocną stroną. Z drugiej strony, także Kościół oficjalny, większościowy, winien zadbać o możliwie najszerszą jedność i wsłuchać się w słowa mniejszości. Duch Soboru zaprasza do tej praktyki także i w okresie posoborowym. Po części jest to widoczne w podejściu do tzw. tradycjonalistów, mało wyraźne natomiast w podejściu do progresistów pokroju „My jesteśmy Kościołem”. </p>
<p>Patrząc z innej strony, można odnieść wrażenie, że ks. Küng kompromituje swoje postulaty własną postawą i zachowaniem. Jego ciągłe pretensje, arogancja, niewybredne ataki sprawiają, że odpycha od siebie i zamyka ludziom drogę do dialogu, który, aby był autentyczny musi być prowadzony w atmosferze wzajemnego szacunku. Jego zachowanie prowadzi do wrażenia, że opierając się na jego wizji Kościoła, nie da się kształtować życia według uznanych chrześcijańskich cnót, które sprzyjają wzajemnemu zrozumieniu i chrześcijańskiej miłości. Czy w oparciu o teologiczną wizję Künga udałoby się żyć świętością, celem chrześcijańskiego życia? Küng rzeczywiście zapomina, że Kościół reformują przede wszystkim święci. Jego postulaty byłyby bardziej przekonujące gdyby sam stawał się człowiekiem świętym i postrzeganym jako taki.  Dlatego warto jeszcze raz podkreślić: prawdziwym, największym kryzysem Kościoła byłby brak świętych osób, nieumiejętność prowadzenia ludzi do świętości. </p>
<p>Wydaje się, że wielu ludzi w Kościele przejawia opór wobec idei promowanym przez Künga właśnie dlatego, że stoi za nimi Küng, że je po swojemu zinterpretował i zradykalizował. Być może kiedy go zabraknie Kościół zaangażuje się w pewne idee, które dziś są z nim kojarzone. Oczywiście, wtedy niektórzy dzisiejsi zwolennicy Künga będą zawłaszczać sobie zmiany w Kościele i mianować Künga prorokiem Kościoła przyszłości. Ale wszystkie głoszone przez niego idee są w gruncie rzeczy w Kościele obecne i żywe. Być może Küng właśnie przeszkodził im się rozwinąć poprzez swoją arbitralną i ekstremalnie kontrowersyjną interpretację a przede wszystkim poprzez własną arogancję, złośliwość i niecierpliwość. </p>
<p>Jest też jasne, że nie wolno &#8211; pod groźbą ideologizacji &#8211; zapełniać każdego problemu wyłącznie zachętą do pobożnych praktyk, zachętą czynioną w duchu ucieczki od problemu i szukania świętego spokoju. Byłoby to niedopuszczalne podejście. Należy modlić się, myśleć, działać, a także cierpieć. Warto myśli z tekstów Künga wprowadzić w ten obieg i uzupełnić o wymiary, których brakuje Küngowi, złagodzić przeakcentowania, które bardziej niż z racji merytorycznych wynikają z racji polemicznych. Wiele rzeczy pewnie trzeba przekształcić, skorygować, trochę inaczej ustawić. Nie można jednak wylewać dziecka wraz z kąpielą. Dzieło każdego człowieka wymaga bardzo zniuansowanego podejścia, które wychwytuje powiązania, konteksty, intencje. To zazwyczaj dokonuje się w dystansie czasowym. Faktem, jest, że takiej pogłębionej ocenie swojego dzieła zdecydowanie nie sprzyja sam Küng. Nie mniej Küng nie jest kimś, kto jest nieświadomy teologii i tradycji Kościoła. Jest to człowiek jak najbardziej kompetentny, jeśli chodzi o intelektualną stronę chrześcijaństwa. Kompetencja jednak nie wystarcza. Trzeba ją uzupełnić o wymiar świętości i życia w Duchu Świętym. </p>
<p>Uwagi te nie powinny zwalniać z teologicznej dyskusji z Küngiem, czyli z dyskusji na jego poziomie. Jednak trzeba też dodać, że te dyskusje są już od lat prowadzone na łamach czasopism teologicznych i w książkach naukowych (przede wszystkim w Niemczech i w USA). Tym zaś, którym wydaje się, że brakuje merytorycznej dyskusji z Küngiem warto przypomnieć, że prace Künga spotkały się z krytycznymi analizami czy próbami pewnej recepcji ze strony K. Rahnera, H. Ursa von Balthasara, H. Häringa i wielu innych teologów (żeby wymienić tylko te bardziej znane osoby). Warto też zapoznać się z fundamentalną krytyką poglądów Künga przedstawioną przez niemieckiego myśliciela Hansa Alberta. </p>
<p>Ks. Tischner napisał kiedyś o swoim stylu krytykowania Kościoła słowa, nad którymi warto by zastanowił się każdy poważnie traktujący siebie reformator: „staram się oceniać życie Kościoła nie tyle przez pryzmat takiego lub innego sukcesu albo takiej lub innej klęski, ale przez pryzmat Ewangelii. Ewangelia jest siłą Kościoła, odejście od Ewangelii jest jego słabością. Wiem, że taka ocena nie przychodzi łatwo. Stwarza wrażenie, jakbym dokładnie wiedział, czym jest Ewangelia i na czym polegają odstępstwa od niej. Tego także dokładnie i do końca nie wiem.” Poruszające słowa, które stawiają wszystko we właściwym świetle.</p>
<p>Ks. Tischner dodaje: „Każda epoka ma świadectwa, które mówią jej, czym jest Ewangelia.” Czy jednym z tych świadectw jest dzieło i życie Hansa Künga? Od czasu gdy teologia rozeszła się z duchowością i mistyką, teologów i ich „lekarstwa na wszystko” trzeba traktować z dystansem i krytycznie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blogpowszechny.pl/2010/05/30/kto-posiadl-ducha-soboru/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
