ostatnie artykuły mamy 476 artykułów

Czyściec – krzepiąca prawda wiary 0 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Oct30

W Biblii nie znajdujemy słowa „czyściec”. Ale znajdziemy fragmenty, które wskazują na rzeczywistość określaną dziś tym słowem. W Drugiej Księdze Machabejskiej, napisanej w II w. przed Chrystusem, Juda każe modlić się za poległych żołnierzy, którzy dopuścili się grzechu. Natchniony autor Księgi daje taki komentarz do postawy Judy: „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym”. Logiczną konsekwencją tej biblijnej myśli jest, że owi żołnierzy nie znaleźli się po śmierci ani w wiecznym piekle, ani w wiecznym niebie. Musieli być w stanie przejściowym, w którym modlitwa za nich miała sens. Taki właśnie stan nazywamy czyśćcem. A zatem można powiedzieć, że już w Starym Testamencie znajdujemy przeczucie czyśćca.
W Nowym Testamencie natomiast, w Pierwszym Liście do Koryntian Paweł Apostoł stwierdza: „Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień”. Ogień, o którym mowa, jest – jak to Kościół interpretuje – metaforą czyśćca. Nie jest to ogień wieczny, ale ogień oczyszczający, prowadzący do życia.

czytaj dalej »

Czy Asyż musi być tylko w Asyżu? 0 Autor: Jacek Poznański SJ

Oct26

Niekiedy podkreśla się niejednoznaczność inicjatywy, jaką 25 lat temu wysunął i zrealizował w Asyżu Jan Paweł II. Nieraz mocno wytykano mu to, że spotkał się z wyznawcami wielkich religii i zanosił razem z nimi modlitwę do Boga o pokój. Tymi głosami miała się wyrażać troska o czystość wiary i chęć ochrony „maluczkich” w wierze.

Wraz z upływem czasu Asyż stał się symbolem ważnego doświadczenia duchowego. Było ono i ciągle jest próbą dania adekwatnej odpowiedzi na wzrastającą różnorodność kulturową i religijną każdego zakątka świata, co nie raz prowadziło i prowadzi do napięć i konfliktów. Doświadczenie, które rodzi się ze wspólnej modlitwy ma przeciwstawić się doświadczeniu, które powstaje ze wzajemnej walki. Ma stać się kamieniem węgielnym kultury pokoju.

czytaj dalej »

Światłość świata BXVI, refleksja II (lefebryści, pedofilia) 2 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Oct25

W II rozdziale swej książki rozmowy z Benedyktem XVI, redaktor Seewald zauważa, że pontyfikat obecnego papieża „rozpoczął się falą zachwytów” i sukcesów. „Nie ustaje przychylność dla papieża” – pisał „Der Spiegel”. Odnotowywano m.in., że w pierwszym roku urzędowania Benedykt XVI zgromadził na Placu św. Piotra blisko 4 miliony ludzi, czyli dwa razy tyle, co Jan Paweł II w analogicznym okresie. Zmiana pontyfikatu odbyła się w sposób płynny, co przecież wcale nie było oczywiste po takim „charyzmatycznym olbrzymie” jak Karol Wojtyła.

Benedykt XVI przyznaje, że tak było i wyjaśnia: „Pomógł powszechnie znany fakt, że Jan Paweł II darzył mnie sympatią, że istniało pomiędzy nami głębokie porozumienie. A także to, że ja traktuję siebie jako jego dłużnika, który próbuje swoją skromną postawą kontynuować to, co czynił wielki Jan Paweł II”. Warto tę więź obecnego papieża z błogosławionym Janem Pawłem sobie uświadomić, aby nie czynić niemądrych porównań między nimi, które by ich w jakiś sposób przeciwstawiały. Jest oczywiste, że mieli inne charaktery, historie życiowe, doświadczenia, ale ci dwaj mężowie Boży tworzyli zgrany tandem, bardzo podobnie rozumieli Kościół, w tym Sobór Watykański II. Tylko ten, kto nie zna dokumentów Soboru, a w głowie ma jedynie tyleż mglistą, co fałszywą ideę mitycznego ducha Soboru, może twierdzić, że Benedykt XVI jest mniej soborowy niż Jan Paweł II.

czytaj dalej »

Ksiądz Skarga jako odtrutka? 1 Autor: Jarosław Dudycz

Oct24

Polacy mają ogromne inklinacje do myślenia mitologicznego i hagiograficznego, które charakteryzuje się naiwnością wyjętą żywcem z przedszkolnej katechezy. Zaznacza się ta naiwność chociażby w kanonach ikonograficznych sztuki sakralnej, w tych wszystkich niebieskich oczętach zwróconych ku niebu, licznych liliach, mdłym wyrazie twarzy, ustach wąskich i zaciśniętych, żeby przypadkiem żadne niepotrzebne słowo się z nich nie wydostało. A poza malarstwem czy rzeźbą widać tandetę i miałkość naszego rozumienia świętości w różnych narracjach o świętych, w legendach, podaniach, modlitewnikach, różnej pobożnej literaturze, w której ulubionymi zajęciami Bożych ludzi są: mdleć na widok nagości, biczować się i ciągle być w gotowości do największych rzeczy, które świętym przytrafiają się na każdym kroku. Przekaz jest prosty: święty mało je, mało śpi, mało mówi, nie chodzi do toalety, nigdy się nie brudzi, zawsze ładnie pachnie, mężnie znosi wszystkie bóle, prędzej umrze niż zgrzeszy, pracuje za dziesięciu, modli się za cały Kościół.

Bohaterów mamy zatem w naszym panteonie, przynajmniej pozornie, wyjątkowo szablonowych i mało pociągających, którzy nikogo nigdy nie zapalą do chrześcijańskiego życia, za to utrwalą mnóstwo stereotypowych wyobrażeń na temat Kościoła i wiary, sprowadzając sprawy Boże do jakichś rytuałów i dewocyjnych praktyk. Chciałoby się powiedzieć: pokaż mi swojego świętego, a powiem ci, kim jesteś. Jak rozumiesz dzieło Jezusa Chrystusa. Spora liczba naszych rodaków na tę prośbę wskazałaby tak spreparowane, urobione, lukrowane życiorysy świętych, że od razu byłoby znać, iż wiara to tylko dodatek do ich życia, odpustowy pistolet na kapiszony, obrazeczek kupiony na jarmarku, tradycja odziedziczona po babci, która ma postać wykrochmalonej białej bluzki ubieranej na niedzielną mszę, ale nie niesie ducha zmian.

czytaj dalej »

Światłość świata Benedykta XVI – refleksja I 6 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Oct20

Wywiad-ksiażka Petera Seewalda z Benedyktem XVI „Światłość świata” nie jest owocem, jak to bywa przy papieskich tekstach, pracy wielu ludzi, którzy pomagają papieżowi w sprawowaniu jego urzędu, w tym misji nauczania. Ta książka to owoc bezpośredniej rozmowy dziennikarza z Ojcem świętym. Benedykt XVI poświęcał Peterowi Seewaldowi codziennie jedną godzinę, od poniedziałku do piątku, podczas swoich wakacji w ostatnim tygodniu lipca 2010 roku w rezydencji w Castel Gandolfo. A zatem książka, która w polskim wydaniu liczy sobie 200 stron, powstała podczas 6 godzin rozmowy. Potem dziennikarz tę bezpośrednią rozmowę opracował, a Benedykt XVI ją autoryzował, wprowadzając jedynie drobne korekty. Seewald pytany o wrażenia z czasu swych rozmów z Papieżem stwierdził: „gdy się go tak słucha i siedzi obok niego, czuje się nie tylko precyzję jego myślenia i nadzieję, która pochodzi z wiary, ale też w specyficzny sposób dostrzega się widzialny blask światłości świata, oblicza Jezusa Chrystusa, który chce spotkać każdego człowieka i nie wyklucza nikogo”.

Wywiad z Benedyktem XVI „Światłość świata”, to analiza sytuacji Kościoła we współczesnym świecie, ale także apel do Kościoła i świata, do każdego z osobna, by podjąć namysł, nawrócenie, by przywrócić Bogu centralne miejsce w naszym życiu. Sądzę, że każdy, kto dziś chce rozmawiać o Kościele i świecie, powinien te książkę przeczytać. A potem do niej wracać. Nie jest ona oczywiście oficjalnym głosem Biskupa Rzymu. Ale jest głosem człowieka, który jest Papieżem, wybitnym teologiem, wieloletnim, najbliższym współpracownikiem Jana Pawła II jako prefekt Kongregacji Wiary. Jest głosem, w który warto się wsłuchać.

czytaj dalej »

Straszenie widmem Palikota 4 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Oct17

Ludzie lubią personalizować zło. Nergal po swojej wpadce z “uzdrawianiem niepełnosprawnych” stracił płaszcz ochronny nawet ze strony tych, którzy do tej pory byli pobłażliwi dla jego artystycznych ekspresji. Ośmieszanie ludzi nie przejdzie, zwłaszcza tych, którzy są poszkodowani przez życie i zmagają się z przeciwnościami. Chociaż myślę, że nie to było  intencją Darskiego. W centrum spektaklu znalazł się znowu temat religijny, tym razem modlitwa o uzdrowienie. Nergal niedługo zakończy występy w Telewizji Polskiej, ale zapewne nadal pozostanie celebrytą utożsamianym z demonicznym światem. Oczywiście wierzę głęboko, że może z niego wyjść. Chciałoby się jednak powiedzieć, że nadciąga nowe widmo z krainy ciemności. To Janusz Palikot i jego drużyna. Strach obleciał wielu ludzi. Nie wiadomo czego można oczekiwać po jego mocnym wejściu na scenę polityczną. Czy znikną krzyże ze ścian? Może religia zostanie wyprowadzona ze szkoły? Czy dotychczasowe standardy obyczajowe nie zostaną wywrócone? Palikot i spółka są wytworem mediów i specjalistów od public relations dla których liczy się przyciąganie uwagi oraz szokowanie osobliwościami. To, czego jeszcze nie było staje się najważniejsze. Względny sukces wyborczy jest także odreagowaniem na dotychczasowe rządy, których celem w odbiorze społecznym było trwanie przy władzy. Spróbujmy postawić na kogoś innego w proteście przeciwko tym wszystkim, którzy już byli. Zanim zostaniemy zaczadzeni “palikotyzmem” może warto na serio potraktować wyborców nie tylko w dniu głosowania. Może trzeba być bardziej oszczędnym w składaniu obietnic i zapewnianiu, że będzie lepiej.  Może politycy kończący swoje ślubowania wymownym zdaniem: tak mi dopomóż Bóg, będą mieli teraz okazję bardziej zaświadczyć o swojej wierze niż poprzez przesiadywanie na dożynkach i odpustach. Straszenie Palikotem wywołuje nerwowe reakcje w Kościele. Zupełnie niepotrzebnie. Palikot jest przede wszystkim wyzwaniem do wyjścia z marazmu, odrętwienia i stagnacji. Potrzeba nowego przebudzenia, szukania nowych dróg spotkania z niewierzącymi, a nawet z obyczajową awangardą. Nie można obrażać się na rzeczywistość, tym bardziej na wyborców. Nie straszmy Palikotem. Róbmy swoje. Nie bądźmy prorokami nieszczęścia. Bądźmy zdecydowanie prorokami nadziei.

Odzieram rzeczy z kory i rozcinam słoje. Gdzie się podziewa Adam Ważyk? 0 Autor: Jarosław Dudycz

Oct4

Tekst poniższy został już raz opublikowany, miał swój czas, tu i ówdzie był dyskutowany. Ukazał się w kwietniu 2009 roku w czasopiśmie “Cyc Gada”, które dziś – a było to ciekawe miejsce, więc wielka szkoda – nie działa. Od tamtej pory ten szkic się nieco zdezaktualizował. Na pytanie postawione w tytule, a potem rozwijane w trakcie tekstu:”gdzie się podziewa Adam Ważyk?”, czy jest dziś w polskim myśleniu o poezji, więcej: w polskiej kulturze, miejsce na recepcję jego stylów, odpowiedział w tym roku Andrzej Sosnowski, przygotowując bardzo celny wybór wierszy Ważyka. Tym samym troska o świadomość dykcji autora “Semaforów” nie jest już potrzebna, Ważyk został przypomniany, coraz szerzej się go kojarzy, zaczyna się pielęgnować jego literackie wizje i czucia.

Mimo tego jednak, że nas spotkała taka nowa jakość, chciałbym tekst raz jeszcze przywołać, bo prócz – dziś już faktycznie nieważnej – prośby o nowe spojrzenie na poetę, zawiera próbę opisu, czym Ważykowa poezja jest, co ją stanowi i wyróżnia. I to akurat może być dla czytelników przydatne.

 

Można by wymienić wiele — w zasadzie każdy pilny czytelnik mógłby — takich nazwisk twórców literatury, których działalność charakteryzowała się pewną innowacyjnością, świeżością, niemałą oryginalnością, która była swoistym gestem wobec przemian i nowych osiągnięć ważkich momentów historii świata, która pilnie rejestrowała rozmaite wstrząsy niespokojnych epok, ich burze, napory, ale także rozluźnienia kulturowo-społeczne, a która nagle przestała być zauważana i czytana, a została odłożona do lamusa. Albo wręcz zupełnie została pominięta przez następne pokolenia czy nawet wypaczona. Brak pamięci o dobrym twórcy może przyjąć także inną postać, postać przekłamania, niekompletnego spojrzenia, zogniskowania uwagi czytelniczej na najmniej istotnych i najmniej reprezentatywnych elementach danego dorobku literackiego. Przykładem powyższych procesów wydaje mi się być Adam Ważyk, który nie tyle trafił na literacki śmietnik, w przestrzeń totalnego wykluczenia ze współczesnej świadomości krytycznoliterackiej, nie tyle został zanegowany, co dotknięty kompletnym przeformułowaniem podejścia do jego życia i twórczej aktywności, skażony zbyt wąskimi interpretacjami, niepełną, wybrakowaną recepcją, uwagą nie wychodzącą dalej niż poza wąskie momenty działalności.

czytaj dalej »

Ja jestem Prawdą… 0 Autor: Jarosław Dudycz

Sep28

Eleganckiej, starszej pani, która mi w ostatnią niedzielę próbowała przed kościołem wcisnąć do ręki ulotkę Prawa i Sprawiedliwości, powiedziałem chyba nie najgłupiej: “Czy się pani nie wstydzi urządzać konkurencję Jezusowi Chrystusowi, który ma zdecydowanie lepszą propozycję?”.

Agitatorka jedynej słusznej prawdy, kolportująca ulotki z mantrą na ustach: “prawdziwy katolik głosuje na prawdziwego katolika”, spojrzała na mnie bez wyrazu, oniemiała na chwilę, nie doczekałem się żadnej riposty. Wszystko to odbyło się w przeciągu chwili, ja odszedłem,  a kobieta wróciła do swojej specyficznej pracy. Jak tak patrzyłem po ludziach, opuszczając z nimi teren kościoła, to większość trzymała w garści rzeczone wydawnictwa partyjne, niektórzy się nimi wachlowali, bo dzień, chociaż wrześniowy, był dość ciepły, inni zaczęli od razu uskuteczniać, nie chcąc marnować czasu, gorące polityczne dyskusje.

Widok był naprawdę groteskowy: niby byliśmy po mszy, a aura wokoło była taka, jakbyśmy mieli za sobą jakiś partyjny wiec, miting wyborczy. Zaręczam, że to nie imię Jezusa gościło ludziom na ustach i nie Ewangelia była dyskutowana jako program rozwoju człowieka.

czytaj dalej »

Jak reagować na nergalizację mediów? 15 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Sep20

Ludzie mówią różne rzeczy. Czasem powiedzą coś mądrze, a niekiedy całkiem głupio. Bywa też tak, że ta sama wypowiedź dla jednych jest celna i „odważna”, a dla innych to zupełny bełkot albo chamstwo. Dlatego też w pluralistycznych demokracjach powinny istnieć zróżnicowane media, aby każda opcja mogła dotrzeć ze swoim przekazem do społeczeństwa. W Polsce nie jest pod tym względem najlepiej. Symptomatyczne jest to, że coraz więcej niezależnych twórców prezentuje swe dzieła i spotyka się z odbiorcami w salkach parafialnych albo w internecie, gdyż na wejście do TVP, o dwóch wielkich telewizjach prywatnych nie wspominając, nie mają szans. Taki los spotkał na przykład kilka dobrych filmów o katastrofie smoleńskiej. Okazuje się nawet, że nasze zideologizowane telewizje nie chcą za pieniądze reklamować nowego dziennika, który im nie odpowiada.

Jak w tej sytuacji powinien zachować się Kościół? Zawsze uważałem, że powinien tworzyć własne media, ale jednocześnie starać się być obecnym w innych mediach publicznych i prywatnych, nawet jeśli niektóre z nich prezentują nurt raczej daleki od katolickiego nauczania. Oczywiście, są pewne granice i szanujący się katolik nie powinien wypowiadać się dla takich mediów jak np. „Nie” lub „Fakty i mity”, które są znane ze swej wściekłej chrystofobii. Rozwój sytuacji na rynku medialnym pokazuje, że opcja tworzenia i umacniania kościelnych mediów jest coraz ważniejsza. Tylko w ten bowiem sposób można ocalić autentyczną niezależność nie tylko w wypowiadaniu się, ale także – co czasem jest ważniejsze – w doborze tematów dyskusji.

czytaj dalej »

Czas barbarzyńców 3 Autor: Jarosław Dudycz

Sep15

Do takiego Micińskiego Nergalowi bardzo daleko. Nie to pokolenie, nie ta formacja umysłowa, umiejętności także nie te. To zupełnie inna liga, trzeba to powiedzieć uczciwie. Nergal nie jest intelektualistą, o żaden mu nie chodzi dyskurs, o żadne tradycje filozoficzne, rzecz wyłącznie w pewnej koniunkturze, w zagospodarowaniu określonej niszy i czerpaniu z niej zysków. Nergal zauważył po prostu zapotrzebowanie na daną estetykę, zajął obszar wcześniej niemal dziewiczy, zręcznie znalazł target, użył odpowiednich narzędzi marketingowych. Wykreował swój wizerunek przemyślanie i teraz odcina kupony. Oto cała tajemnica jego satanizmu: to niezła taktyka finansowa, bardzo lukratywna, prostą drogą prowadząca Nergala od jego dokonań muzycznych na salony naszej przaśnej popkultury.

Pan Darski jest niewątpliwie bardzo sprawnym biznesmenem, potrafi robić duże interesy, w kaszę sobie nie da dmuchać. Ma strategię i się jej trzyma. Jakby śpiewanie Barki było bardziej dochodowe, to śpiewałby Barkę. Zresztą, nigdy nie można wykluczać spektakularnego, przed kamerami, nawrócenia Nergala. Historia zna takich przypadków bez liku. W polskim show-biznesie ikonami chrześcijańskiego stylu są mdła Eleni wybaczająca mordercy swojej córki, twierdząca przy tym, że do jednego stołu i tak by z nim nie usiadła, i uduchowiony po wypadku samochodowym Krzysztof Krawczyk, traktujący różaniec jak bransoletkę, ale to ikony nieco już zmurszałe, przydałyby się świeższe. Przemieniony Nergal byłby jak znalazł. Styl Nergala-satanisty kiedyś się na pewno wyeksploatuje i nie będzie już tak nośny, być może właśnie wtedy muzyk gruntownie przekształci swój wizerunek. Będzie pozował w koszulce z napisem JPII i wszem wobec mówił o tym, jak bardzo kiedyś był ślepy. Wszystko przed nim. Może i jestem ironiczny, ale trudno odmówić mi nosa,  dobrą mam intuicję. Od nonszalanckiego, agresywnego odcinania się od religii do ostentacyjnej, niedojrzałej religijności jest rzut beretem.

czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com