Sep20
Ludzie mówią różne rzeczy. Czasem powiedzą coś mądrze, a niekiedy całkiem głupio. Bywa też tak, że ta sama wypowiedź dla jednych jest celna i „odważna”, a dla innych to zupełny bełkot albo chamstwo. Dlatego też w pluralistycznych demokracjach powinny istnieć zróżnicowane media, aby każda opcja mogła dotrzeć ze swoim przekazem do społeczeństwa. W Polsce nie jest pod tym względem najlepiej. Symptomatyczne jest to, że coraz więcej niezależnych twórców prezentuje swe dzieła i spotyka się z odbiorcami w salkach parafialnych albo w internecie, gdyż na wejście do TVP, o dwóch wielkich telewizjach prywatnych nie wspominając, nie mają szans. Taki los spotkał na przykład kilka dobrych filmów o katastrofie smoleńskiej. Okazuje się nawet, że nasze zideologizowane telewizje nie chcą za pieniądze reklamować nowego dziennika, który im nie odpowiada.
Jak w tej sytuacji powinien zachować się Kościół? Zawsze uważałem, że powinien tworzyć własne media, ale jednocześnie starać się być obecnym w innych mediach publicznych i prywatnych, nawet jeśli niektóre z nich prezentują nurt raczej daleki od katolickiego nauczania. Oczywiście, są pewne granice i szanujący się katolik nie powinien wypowiadać się dla takich mediów jak np. „Nie” lub „Fakty i mity”, które są znane ze swej wściekłej chrystofobii. Rozwój sytuacji na rynku medialnym pokazuje, że opcja tworzenia i umacniania kościelnych mediów jest coraz ważniejsza. Tylko w ten bowiem sposób można ocalić autentyczną niezależność nie tylko w wypowiadaniu się, ale także – co czasem jest ważniejsze – w doborze tematów dyskusji.
czytaj dalej »
Sep15
Do takiego Micińskiego Nergalowi bardzo daleko. Nie to pokolenie, nie ta formacja umysłowa, umiejętności także nie te. To zupełnie inna liga, trzeba to powiedzieć uczciwie. Nergal nie jest intelektualistą, o żaden mu nie chodzi dyskurs, o żadne tradycje filozoficzne, rzecz wyłącznie w pewnej koniunkturze, w zagospodarowaniu określonej niszy i czerpaniu z niej zysków. Nergal zauważył po prostu zapotrzebowanie na daną estetykę, zajął obszar wcześniej niemal dziewiczy, zręcznie znalazł target, użył odpowiednich narzędzi marketingowych. Wykreował swój wizerunek przemyślanie i teraz odcina kupony. Oto cała tajemnica jego satanizmu: to niezła taktyka finansowa, bardzo lukratywna, prostą drogą prowadząca Nergala od jego dokonań muzycznych na salony naszej przaśnej popkultury.
Pan Darski jest niewątpliwie bardzo sprawnym biznesmenem, potrafi robić duże interesy, w kaszę sobie nie da dmuchać. Ma strategię i się jej trzyma. Jakby śpiewanie Barki było bardziej dochodowe, to śpiewałby Barkę. Zresztą, nigdy nie można wykluczać spektakularnego, przed kamerami, nawrócenia Nergala. Historia zna takich przypadków bez liku. W polskim show-biznesie ikonami chrześcijańskiego stylu są mdła Eleni wybaczająca mordercy swojej córki, twierdząca przy tym, że do jednego stołu i tak by z nim nie usiadła, i uduchowiony po wypadku samochodowym Krzysztof Krawczyk, traktujący różaniec jak bransoletkę, ale to ikony nieco już zmurszałe, przydałyby się świeższe. Przemieniony Nergal byłby jak znalazł. Styl Nergala-satanisty kiedyś się na pewno wyeksploatuje i nie będzie już tak nośny, być może właśnie wtedy muzyk gruntownie przekształci swój wizerunek. Będzie pozował w koszulce z napisem JPII i wszem wobec mówił o tym, jak bardzo kiedyś był ślepy. Wszystko przed nim. Może i jestem ironiczny, ale trudno odmówić mi nosa, dobrą mam intuicję. Od nonszalanckiego, agresywnego odcinania się od religii do ostentacyjnej, niedojrzałej religijności jest rzut beretem.
czytaj dalej »
Sep14
Od pewnego czasu czytelnicy Bloga Powszechnego mogą zauważyć w prawej kolumnie naszej strony odnośnik do magazynu katolickiego “List”. To czasopismo wydawane w Krakowie, bardzo prężne, dbające o solidną formację swoich odbiorców. Pismo prezentuje styl edukacyjny i popularyzatorski, każdy jego numer ma charakter tematyczny, stanowi kompendium o wybranym zagadnieniu wiary albo szeroko pojętej kultury. W pracach nad numerem biorą udział duszpasterze, naukowcy, publicyści, ludzie zaangażowani społecznie. Gwarantuje to zróżnicowanie perspektyw w ujmowaniu danego problemu, począwszy od spojrzeń poważnych, systemowych, “oficjalnych”, po spojrzenia “od kuchni”. Pismo posługuje się szeregiem kryteriów, bywa bardzo kościelne, bywa psychologiczne, bywa poradnikowe. Na pewno jest otwarte i pomysłowe.
My szczerze polecamy lekturę “Listu”, a “List” poleca Blog Powszechny. Na stronie http://www.list.media.pl/ umieszczono piękne logo naszego Bloga. Mamy nadzieję, że Listowa rekomendacja przyczyni się do rozwoju Bloga Powszechnego i pomoże mu znaleźć nowych czytelników.
Na koniec informujemy, że chętnie nawiążemy kontakt z innymi katolickimi platformami opiniotwórczymi. Będzie nam miło wymienić się odnośnikami, a może i tekstami. Zapraszamy do współpracy.
Sep11
Tekst pierwotnie ukazał się w portalu “Studio Opinii”; w niezależnym czasopiśmie internetowym, którego redaktorem naczelnym jest Stefan Bratkowski.
W dyskusji na temat rozdziału Kościoła od państwa obydwie strony sporu – Kościół i demokracja – popełniają jeden bardzo poważny błąd, spychający całą debatą na wyboiste bezdroża. Mniemają mianowicie, że osłabianie ingerencji Kościoła w przestrzeń legislacyjną to proces istotny i korzystny dla państwa, że to ze względu na rozwój państwa należy się podjąć takiego rozbratu. Oczywiście każda z zainteresowanych stron przejawia inne ukierunkowanie emocjonalne: państwo jest zadowolone, że tak się sprawy toczą, Kościół, widząc, że się go wypycha z parlamentu i z zakulisowych pogaduszek, podnosi larum, zaczyna mówić o prześladowaniach i zamachu na wolność wiary, ustami biskupów próbuje, często w niewybredny sposób, przywoływać krnąbrnych polityków do porządku.
Wszystko toczy się, jak widać, wokół państwa, akcent jest na państwo i jego struktury, na racje demokracji, tymczasem właściwsza byłaby inna perspektywa: rozdział Kościoła od państwa powinien być postulowany przez sam Kościół. W dodatku powinien być przez Kościół upragniony i postrzegany jako ogromne dobro. Kościół musi uświadomić sobie, że jest suwerennym, swoistym podmiotem, ma własną drogę, własną wrażliwość, do niczego mu państwo nie jest potrzebne, wręcz przeciwnie: może wiele popsuć.
czytaj dalej »
Sep10
Tak jak zaznaczyłem w poprzednim wpisie, którym reaktywowałem Blog Powszechny po jego dwutygodniowym milczeniu, uruchamiamy swój profil na stronie: http://blogi.newsweek.pl/, tym samym zaczynamy naszą współpracę z platformą blogerską “Newsweeka”, której cechą charakterystyczną jest ogromne zróżnicowanie występujących tam treści, przez co natknąć się tam można na najlepszy smak i wysokie standardy intelektualne, ale i na rwetes i dziwaczne ideologie.
czytaj dalej »
Sep5
Tytuł tego wpisu zaczerpnąłem z oryginalnej, niezwykle barwnej j i pulsującej szczegółem poezji Mariusza Grzebalskiego. Konkretnie – z tomiku Negatyw, z wiersza Pytanie retoryczne. Przypadła mi ta fraza do gustu i uznałem ją za wartą skopiowania, bo choć podmiot liryczny ma na myśli nieco inne sprawy niż ja tutaj, w Blogu Powszechnym, to jednak dynamizm tych słów, ich cierpkość i przewrotność, a zarazem kołacząca gdzieś głęboko w nich nadzieja, są głęboko uniwersalne, godne zapamiętania i powtarzania przy różnych okazjach.
czytaj dalej »
Sep3
Zapraszamy w poniedziałek, w samo południe.
Dziękujemy 0
Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
Aug19
Blog Powszechny istnieje od czterech lat, jednak po okresie licznych publikacji i żywych dyskusji nastąpił długi już czas zastoju. Internetowe projekty z bezruchu umierają. Przyszła więc pora powiedzenia sobie, że czas Blog Powszechny zamknąć.
Dziękujemy naszym czytelnikom za czytanie i zabieranie głosu. Dziękujemy autorom za pisanie i prowokowanie do ciekawych rozmów. Innym blogerom dziękujemy za linki do BP.
W dobrym okresie, przez pierwsze dwa lata, odwiedzaliście nas często, BP stał się rozpoznawalny, nawet obecny w prasie, radiu i telewizji. Wszystkim osobom, które dawały swoje pomysły i poświęcały na BP wolny czas – dziękujemy. Dla mnie pozostanie to miłym wspomnieniem.
Jun6
Miesiąc maj inspiruje do refleksji o młodzieży i jej relacji do religii i Kościoła. Jest to przecież czas pierwszych komunii dzieci, a więc doświadczenia inicjacji chrześcijańskiej. Jest to też miesiąc matur, czyli, m.in. punkt, kiedy młodzi ludzie, po latach katechizacji, wymykają się na zawsze bezpośredniemu wpływowi Kościołowi. Czy jeszcze kiedyś powrócą, tym razem dobrowolnie? Czy te lata nauczania religii przyniosą jakieś owoce?
czytaj dalej »
May18
Jarosław Dudycz
Powiem szczerze, że naprawdę nie spodziewałem się tak eksponowanego miejsca dla mojego tekstu „Destrukcja liturgii”, który został w lutym wydrukowany przez „Przegląd Powszechny” i potem spopularyzowany przez portal Deon.pl.
Nie sądziłem, że czytelników trzeba będzie liczyć w tysiącach, otrzymane maile w dziesiątkach, że kroku w debacie będzie chciał mi dotrzymać tak znakomity i aktywny polemista jak ojciec Wojciechowski. Podejrzewałem, że publikacja może wywołać emocje i różnie być kojarzona, różne otrzymać etykiety, wszak traktowała o magnetycznym styku Kościół-naród, nie myślałem jednak, że to wszystko będzie aż na taką skalę. Do dzisiaj jeszcze odbieram maile od czytelników, mimo że od druku minęło już sporo czasu. Co ciekawe, ani „Przegląd Powszechny”, ani Deon.pl nie podały do publicznej wiadomości mojego adresu mailowego. Czytelnicy sami go sobie znaleźli pod innymi moimi tekstami czy w moim blogu. Byłem tym, bez egzaltacji mówiąc, mocno ucieszony, czytelnikom tekst rzeczywiście zagrał w głowach, faktycznie się nim przejęli. Mieli autentyczną potrzebę kontaktu z autorem, pisali bardzo długie listy, poświęcali sprawie czas. Nie zlekceważyli jej, docenili jej wagę, mieli poczucie, że liturgia ma wysoki priorytet. Nie brakowało aroganckich i wulgarnych anonimów, nigdy ich nie brakuje, ale, na szczęście, stanowiły mniejszość w całym zestawie korespondencji. Z poziomem merytorycznym i solidnością argumentów tegoż zestawu różnie bywało, sporo osób pisało głównie o emocjach, o tym, co czują, ale na pewno cieszy właśnie to pragnienie kontaktu, życzliwość piszących, ich chęć rozmowy. Chęć zbliżenia. Z takich czytelników należy się bardzo cieszyć i życzyć ich każdemu publicyście czy dziennikarzowi.
O ile świeccy dopisali i bardzo żywo reagowali na mój tekst, to duchowni, prócz wyróżniającej się postawy księdza Wojciechowskiego, mocno zawiedli.
czytaj dalej »