Tag biblia

Czas barbarzyńców 3 Autor: Jarosław Dudycz

Sep15

Do takiego Micińskiego Nergalowi bardzo daleko. Nie to pokolenie, nie ta formacja umysłowa, umiejętności także nie te. To zupełnie inna liga, trzeba to powiedzieć uczciwie. Nergal nie jest intelektualistą, o żaden mu nie chodzi dyskurs, o żadne tradycje filozoficzne, rzecz wyłącznie w pewnej koniunkturze, w zagospodarowaniu określonej niszy i czerpaniu z niej zysków. Nergal zauważył po prostu zapotrzebowanie na daną estetykę, zajął obszar wcześniej niemal dziewiczy, zręcznie znalazł target, użył odpowiednich narzędzi marketingowych. Wykreował swój wizerunek przemyślanie i teraz odcina kupony. Oto cała tajemnica jego satanizmu: to niezła taktyka finansowa, bardzo lukratywna, prostą drogą prowadząca Nergala od jego dokonań muzycznych na salony naszej przaśnej popkultury.

Pan Darski jest niewątpliwie bardzo sprawnym biznesmenem, potrafi robić duże interesy, w kaszę sobie nie da dmuchać. Ma strategię i się jej trzyma. Jakby śpiewanie Barki było bardziej dochodowe, to śpiewałby Barkę. Zresztą, nigdy nie można wykluczać spektakularnego, przed kamerami, nawrócenia Nergala. Historia zna takich przypadków bez liku. W polskim show-biznesie ikonami chrześcijańskiego stylu są mdła Eleni wybaczająca mordercy swojej córki, twierdząca przy tym, że do jednego stołu i tak by z nim nie usiadła, i uduchowiony po wypadku samochodowym Krzysztof Krawczyk, traktujący różaniec jak bransoletkę, ale to ikony nieco już zmurszałe, przydałyby się świeższe. Przemieniony Nergal byłby jak znalazł. Styl Nergala-satanisty kiedyś się na pewno wyeksploatuje i nie będzie już tak nośny, być może właśnie wtedy muzyk gruntownie przekształci swój wizerunek. Będzie pozował w koszulce z napisem JPII i wszem wobec mówił o tym, jak bardzo kiedyś był ślepy. Wszystko przed nim. Może i jestem ironiczny, ale trudno odmówić mi nosa,  dobrą mam intuicję. Od nonszalanckiego, agresywnego odcinania się od religii do ostentacyjnej, niedojrzałej religijności jest rzut beretem.

czytaj dalej »

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego (31 V): Drzwi były zamknięte 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

May31

(Dz 2,1-11; 1 Kor 12,3b-7.12-13; J 20,19-23)

Z dzisiejszych czytań mszalnych wynika, że były co najmniej dwa zesłania Ducha Świętego. Jedno w dniu zmartwychwstania a drugie w dniu Pięćdziesiątnicy. To pierwsze zesłanie sprawiło, że apostołowie zaczynają zmieniać swój sąd o Jezusie. Jeszcze przestraszeni, przytłoczeni tragicznymi wydarzeniami, już przekonują Tomasza Bliźniaka, że Jezus jednak żyje. Wciąż jednak trzymają się razem i ukrywają się, chronią za zamkniętymi drzwiami. Dopiero drugie zesłanie ośmieli ich na tyle, że otworzą drzwi i wyjdą do ludzi. A zatem i Duch, podobnie jak Jezus, potrzebuje czasu. Jego zaprzyjaźnianie się z ludźmi nie jest jakimś cudownym momentem, mającym w sobie coś z bajek, coś z hokus-pokus-marokus i mamy królika, ale przekonywaniem człowieka do zawierzenia Bogu, co zazwyczaj nie następuje natychmiast. Duch Święty nie jest przecież jakąś magiczną siłą, nad którą na dodatek można zapanować, czy się nią posługiwać, wystarczy tylko poznać odpowiednie formułki-zaklęcia. Duch Boży jest osobą i kontaktuje się z nami jak osoba z osobą.

Przede wszystkim mówi On do nas wszystkimi językami świata. Można to zrozumieć w ten sposób, że dociera do nas na wszelkie możliwe sposoby. Nie tylko przez słowa, mowę, nie tylko przez Biblię i Tradycję, ale i przez naturę i kulturę, przez całą rzeczywistość, w której żyjemy. Gdziekolwiek jest jakiekolwiek dobro, tam jest Duch. Zapewnia o tym sekwencja Bez Twojego tchnienia, cóż jest wśród stworzenia? Jeno cierń i nędze.

Dzięki temu, że Duch Święty jest Bogiem, to i owe ciernie, i nędze też nie istnieją poza obrębem Bożego oddziaływania. Zło, piekło i szatan nie wymknęli się z rąk Boga. Przeciwnie, Bóg jest również w piekle, skoro Jego Duch jest wszędzie. Gdyby tak nie było, już od dawna wiedzielibyśmy, skąd bierze się zło. Nie byłoby ono żadną tajemnicą, żadnym misterium, a na pewno nie moglibyśmy śpiewać o grzechu, że jest szczęśliwą winą.

* * *

Myśląc o Duchu Świętym, biorąc udział w nabożeństwach z Nim związanych, warto pamiętać, że jest On sprawą dnia codziennego, powszedniego. Dlatego jest (…) rzeczą konieczną, aby w (…) realizacji [nabożeństw] nie dochodziło, przede wszystkim ze strony tych, którzy je prowadzą, do form podobnych do histerii, sztuczności, teatralności lub sensacji – „Instrukcja na temat modlitwy w celu osiągnięcia uzdrowienia od Boga”, Kongregacji Nauki Wiary.

Wniebowstąpienie Pańskie (24 V): Został wzięty do nieba 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

May24

(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mk 16,15-20)

Do nieba? Czyli gdzie? Gdzie jest niebo? Do nie tak znowu dawna było niedaleko, ponad chmurami, za słońcem, księżycem i gwiazdami, za błękitnym sklepieniem. A może jeszcze dalej, poza wszelką czasoprzestrzenią? Dzisiaj jednak wiemy, że nie wiemy, czy ten nasz świat gdziekolwiek się kończy. Wychodzi więc na to, że dla nieba nie ma miejsca, bo wszędzie jest świat. Wszędzie materia i antymateria, i nie wiadomo, co jeszcze.

Skoro tak, skoro nie można nieba umiejscowić ani tu, ani tam, ani gdzie indziej, to bardzo dobrze, bo to znaczy, że niebo, jeśli jest, to jest wszędzie. Jeśli jest? Musi być! Musi być, gdyż jego istnienia domaga się zarówno rozum jak i serce. W imię czego temu pragnieniu mamy się sprzeciwiać? W imię czego możemy odmówić człowiekowi prawa do szukania odpowiedzi na pytania, które nieodparcie do nas, ludzi, wracają w każdym czasie i w każdym miejscu, gdzie żyje człowiek? Dlaczego pytanie o ciąg dalszy historii świata i człowieka ma być pytaniem źle postawionym, skoro dzięki niemu, dzięki poszukiwaniu odpowiedzi na nie, dorobiliśmy się całkiem sensownej kultury, która jawi się zarówno jako dorobek ludzkości i dorobek Boga.

Mówi przecież Paweł apostoł w Liście do Efezjan, że Bóg Ojciec ustanowił Jezusa Chrystusa Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem. A zatem, jeśli szukamy nieba, co w ostatecznym rozrachunku oznacza szukanie Boga, powinniśmy pójść za radą Ewangelii i nie stać w miejscu, nie zadzierać głowy do góry, ale porozglądać się wokół siebie. Najpierw po Kościele i kościele, a następnie wokół i wtedy okaże się, że Jezus nie jest żadnym więźniem miłości zamkniętym w tabernakulum, a chleb i wino nie zasłaniają Go, ale odsłaniają. Przekonamy się też, że Jezus ze świątyni, z kościoła, jest tym samym Jezusem, który dociera do nas przez ludzi i wydarzenia, gdyż jest Pełnią Tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób.

* * *

Kościół, z kim (czym) kojarzymy to słowo? Z ludźmi Kościoła, czyli papieżem, biskupami i prezbiterami, czasem jeszcze diakonami. Ludzie Kościoła? A czyimi ludźmi są pozostali ochrzczeni, skoro Kościół można całkiem odpowiedzialnie nazwać ciałem Boga, czyli nieba?

Kto wymyślił duszę 11 Autor: Małgorzata Felicka

May7

Gdyby urządzono konkurs na to, który opis rzeczywistości najdłużej pobudzał wyobraźnię i najsilniej oddziałał na przekonania, pierwsze miejsce trzeba by chyba przyznać platońskiemu podziałowi na świat idei i świat materii, i wynikającemu stąd dualizmowi ducha i ciała.

Od dwóch tysięcy lat judeochrześcijańska koncepcja człowieka jako duchowo-cielesnej całości przegrywa z tym utrwalonym przez Platona podziałem. Według Platona dusza jest tym,  co w człowieku boskie, wieczne i piękne. Tę duszę spotyka przykrość: upada i ląduje w ciele na naszym niedoskonałym, bo materialnym, a więc poddanym zmianom, świecie. Po śmierci ciało ulega rozpadowi, a dusza porzuca je i rozpoczyna swą pozaziemską wędrówkę, żeby w zależności od tego, jak sprawowała się na ziemi, doznać wyzwolenia i zasłużyć na przebywanie w niezmiennym świecie idei, lub ponownie stoczyć się na ziemię i zamieszkać w kolejnym ciele. Tymczasem, jak pisał teolog angielski N. Lash, „rozróżnienie biblijne nie opisuje różnicy między żywymi systemami i ich zdolnościami (jak w przypadku umysłu i materii czy duszy i ciała), ale między tym, co rodzi się do życia, i tym, co rozpada w proch, między nie-życiem lub złym życiem a życiem: życiem rzeczywistym, życiem prawdziwym, życiem Bożym i życiem całego stworzenia w Bogu”. czytaj dalej »

IV niedziela Wielkiego Postu (22 III): Jest to dar Boga 13 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar22

(2 Krn 36,14-16.19-23; Ef 2,4-10; J 3,14-21)

Gorzkie Żale, Droga Krzyżowa, te nabożeństwa mimo całego piękna, niosą ze sobą wielkie zagrożenie. Zwłaszcza Gorzkie Żale i to nawet w wersji uwspółcześnionej. To nabożeństwo jest w swej istocie z jednej strony opisem męki i śmierci Jezusa, a z drugiej wyrazem naszego współczucia Jezusowi. Kłopot w tym, że za tę mękę i śmierć w zasadzie obwinia się jedynie Żydów. To Żydzi, według pierwotnego tekstu, winni są wszystkiemu, to oni, a nie legioniści rzymscy, ubierają Jezusa w purpurę i wyszydzają, nazywając Go królem żydowskim. My, chrześcijanie, stoimy z boku, bezradnie przypatrujemy się tragicznym wydarzeniom i śpiewamy:

Bądź pozdrowiony! bądź pochwalony,
Dla nas zelżony, i pohańbiony,
Bądź uwielbiony! bądź wysławiony!
Boże nieskończony.

Owszem, tu i ówdzie dochodzi do głosu chrześcijańskie sumienie i przyznajemy się do naszych grzechów, ale teraz popełnionych. Tak czy inaczej, winę za śmierć Jezusa ponoszą inni, nie my.

W tym przyznaniu się do odpowiedzialności za śmierć Jezusa nie chodzi o wtrącanie nas w bezowocny żal, w jałowe ubolewanie nad tym, co się stało, czy też w fałszywą pokorę, polegającą na wylewaniu krokodylich łez nad Tym, którego zabiliśmy. Chodzi o uwierzenie Bogu, o to, by nigdy nie zapominać o tym, że jest On Miłością i tylko Miłością. Miłością miłosierną, to znaczy taką, która nie jest niczym uwarunkowana, jest po prostu bezwarunkowa. Tę prawdę o Bogu ukazuje nam Jezus. Zabijany przez nas wtedy, gdy nasi ojcowie przybijali Go do krzyża, i zabijany przez nas dzisiaj, gdy krzywdzimy Go, krzywdząc Jego siostry i braci, nie odepchnął i nie odpycha nas od siebie, nie porzuca, ale pozostaje z nami, czyli nieustannie dla nas zmartwychwstaje.

A więc nie przez ogrom męki Jezus wybawia nas ode złego, ale przez miłość, bo to ona, czyli Jego Duch, trzyma Go przy nas często wbrew nam.

* * *

Raduj się (…) Cieszcie się (…) weselcie się i nasyćcie u źródła waszej pociechy. Takim wezwaniem rozpoczyna się liturgia czwartej niedzieli Wielkiego Postu. Post i radość? Właśnie tak spełnia się nasza mszalna modlitwa o pokój, którego nikt, poza Bogiem, nie jest w stanie nam udzielić. Bóg daje bowiem za darmo.

III niedziela Wielkiego Postu (15 III): My głosimy Chrystusa 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar15

(Wj 20,1-17; 1 Kor 1,22-25; J 2,13-25)

Jedni żądają znaków, czyli cudów, drudzy zaś porządnego, naukowego dowodu, mówi Paweł apostoł. My tymczasem mamy do podarowania jedno, możemy mówić z jednymi i drugimi o faktach, o tym, co rzeczywiście się wydarzyło i co z tych wydarzeń dla naszego rozumienia rzeczywistości wynika. Mówiąc za Pawłem, chcąc opowiadać o Bogu, opowiadamy o konkretnym człowieku z krwi i kości. Opowiadamy o Jego nauczaniu, ale jeszcze głośniej o Jego czynach, bo jest On jedynym człowiekiem, który nieskończenie więcej zrobił niż powiedział. Opowiadamy o człowieku, pod którego dotknięciem wszystko nabierało nowego znaczenia. Łącznie ze śmiercią, która w kontakcie z Nim utraciła niszczycielską moc, przestała być zatrutym źródłem rozpaczy, a stała się wyznaniem miłości.

Jeśli więc w Wielkim Poście robimy rachunek sumienia i przypominamy sobie nasze winy wobec Boga, to po to, by jeszcze jaśniej zobaczyć, że nie tak daleko odbiegliśmy od tych, których dzisiaj przywołuje Jan ewangelista. Przecież nasze potknięcia, upadki, winy względem Boga biorą się z braku zaufania do Jezusa, z braku zaufania do Jego pomysłu na ludzkie życie. Taki stan rzeczy bierze się z tego, że Jezus, podobnie jak Mojżesz, mówi co innego, my zaś słyszymy co innego.

Gdzie więc szukać ratunku, zwłaszcza przed taką pobożnością, która, jak tego przykład mamy w dzisiejszej Ewangelii, zamiast ocalić i chronić życie, zabija je? Pytanie wcale nie takie proste, a odpowiedź wcale nie taka znów łatwa. Cała historia chrześcijaństwa jest przecież zapisem poszukiwania odpowiedzi na pytanie: Jak odczytywać dzisiejszą rzeczywistość, by stała się ona wypowiedzią Boga, słowem Bożym?

* * *

Jak łatwo podczas tych poszukiwań pobłądzić, świadczy np. los abp. Marcela Lefebvre’a, który, jako uczestnik II Soboru Watykańskiego, podpisał jego dokumenty, a następnie zanegował zarówno je same jak i cały sobór, twierdząc, że jest on więcej niż skażony herezją. Znamienna zmiana poglądów, warta przemyślenia.

II niedziela Wielkiego Postu (8 III): Jeżeli Bóg z nami… 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar7

(Rdz 22,1-2.9-13.15-18; Rz 8,31b-34; Mk 9,2-10)

Zmartwychwstać, powstać z martwych, te określenia najczęściej odnosimy do Jezusa Chrystusa. Trzeciego dnia zmartwychwstał, Bóg wskrzesił Go z martwych. Apostołowie zastanawiają się, co to znaczy powstać z martwych. Skoro tak, to nie od rzeczy będzie, jeśli i my w okresie Wielkiego Postu pomedytujemy nad tym zagadnieniem.

Po pierwsze, z Pisma Świętego i liturgii wynika, że zmartwychwstawanie jest procesem, a nie wydarzeniem jednorazowym, nagłym, dziejącym się już poza czasem i przestrzenią. Jeszcze zanim do apostołów dotrze wiadomość, że Jezus przeżył śmierć, On zstępuje do piekieł, skąd wyprowadza zmarłych. Na takie rozumienie śmierci, która przestaje być kresem życia, a staje się jego fragmentem, Jezus przygotowywał swoich uczniów przez cały czas pobytu z nimi. Również opowiadanie o przemienieniu Jezusa jest jedną z takich lekcji. Oto apostołowie zaczynają postrzegać Go jako tego, którego życie jest spełnianiem obietnic danych ich ojcom i praojcom reprezentowanym tutaj przez Mojżesza i Eliasza. Ta prawda o Jezusie z jednej strony zachwyciła apostołów, a z drugiej wprawiła w wielkie zakłopotanie. Powód – oto otrzymali od Niego więcej, niż się spodziewali, niż mogli oczekiwać – Jezus jest kimś więcej niż prorokiem, niż Mesjaszem.

Po latach, w liście do chrześcijan mieszkających w Rzymie, Paweł apostoł to opowiadanie o Jezusowym przemienieniu dopowie do końca. Jezusowe życie i śmierć jest scenariuszem, opisem życia i śmierci każdego chrześcijanina. W tym scenariuszu jedno jest pewne – Bóg zawsze stoi po stronie człowieka, nigdy, przenigdy przeciw niemu. Dlatego śmierć, największy wróg ludzkości i narzędzie w ręku zła, przez to, że zetknęła się z Jezusem, też została zbawiona ode złego, stając się tym samym jeszcze jednym sposobem istnienia, życia.

* * *

Liturgia Wielkiego Postu sprawowana jest w fioletach, bez kwiatów, przy wyciszonej muzyce. Wszystko jest stonowane, łagodniejsze, z czego nie wynika, że smutne czy wprost ponure. Przeciwnie. Wielki Post jest pełen radości, bo jest czasem objawiania się miłości Boga. Jednocześnie jest to czas na wstyd, żal, nawet ból z powodu tego, co my z tą miłością robimy. Żeby jednak ta druga strona Wielkiego Postu nie wzięła góry nad pierwszą, musimy pamiętać o Abrahamie, czyli o tym, że Bóg oczekuje od nas nie ofiar, ale czegoś znacznie ważniejszego, co i ofiarom nadaje sens. Czego?

I niedziela Wielkiego Postu (1 III): Żył tam wśród zwierząt 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar1

(Rdz 9,8-15; 1 P 3,18-22; Mk 1,12-15)

Pustynne zwierzęta to lwy, hieny, skorpiony i pewnie jakieś jadowite węże. W takim towarzystwie Jezus przebywał przez czterdzieści dni. Do tego trzeba dodać szatańskie pokusy, czyli mówiąc po naszemu, potworne rozterki duchowe, na które nie ma lekarstwa. Jakby tego było mało, przeciwko Jezusowi zaczynają sprzysięgać się ludzie. Osadzono w więzieniu Jana, osobę bardzo bliską Jezusowi. A przecież Jezus jest owym łukiem, czyli tęczą, którą Bóg za czasów Noego położył na obłokach jako znak przymierza z Izraelem, a teraz znowu kładzie, już nie na niebieskich przestworzach, ale na ziemi, pośród ludzi.

Pod koniec Wielkiego Postu zobaczymy, że owe lwy i skorpiony, szatan i ludzie dopną swego i zgaszą tę tęczę. To znaczy zechcą zgasić. Zabijemy Jezusa, mniemając, że wyświadczamy przysługę sobie, naszym dzieciom, jak też naszej religii, ojczyźnie i Bogu. Byśmy więc nie ulegali tego typu pobożnym złudzeniom, na początku Wielkiego Postu posypujemy głowy popiołem, ale nie po to, by z rezygnacją stwierdzić, że wszystko, ten cały widzialny świat, to nic innego, jak tylko marność nad marnościami. Wprost przeciwnie. Popiół, w naszym chrześcijańskim rozumieniu, nie jest symbolem przemijania, nie oznacza, że przeznaczeniem wszelkiego stworzenia jest śmierć, czyli nicość. Owszem, wszystko, co jest, przejdzie przez śmierć, ale to nie znaczy, że przestanie istnieć. Popiół oznacza to, co jest w nas wieczne, czego nie zniszczy ani ogień, ani woda, ani żadna inna siła. Że tak jest, przekonamy się w Wielki Piątek.

* * *

Post, czyli rybka, śledzik, żadnych tam czekoladek, ciasteczek. Szerokim łukiem należy też obchodzić dyskoteki. Dobre i to, gorzej, jeśli tylko to, jeśli tylko tyle. Lepiej, jeśli post oznacza np. próbę zapanowania nad nałogiem tytoniowo-alkoholowym, bo od czegoś trzeba zacząć, w którymś momencie zawrócić z drogi, na której nie dość, że nie znaleźliśmy szczęścia, to jeszcze napytaliśmy sobie i innym biedy.

Jeśli więc narzekamy na brak przyjaciół, na niezrozumienie i odepchnięcie, na podły dzisiejszy świat, sięgnijmy po lustro.

VI niedziela zwykła (15 II): Nieczysty, nieczysty! 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb13

(Kpł 13, 1-2. 45-46; 1 Kor 10,31 – 11,1; Mk 1,40-45)

Mojżesz i Aaron zakazują obcowania, a nawet dotykania, chorych na trąd. Dzisiaj wiemy, dzięki biologom, że ten zakaz nie jest pozbawiony racji. W biblijnym opowiadaniu przede wszystkim nie o profilaktykę chodzi. Wśród Izraelitów pojawia się oto ktoś, kto, wydawać by się mogło, łamie prawo nadane przez Mojżesza. Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął trędowatego, mówi Marek ewangelista. Następnie nakazał oczyszczonemu, by nie rozpowiadał o tym wydarzeniu, ale udał się do kapłanów i złożył należną ofiarę. Jezus dał trędowatemu tyle, ile mógł. Znowu więc nie chodzi o to, by uzdrowiony zachował prawo, ale zaniósł kapłanom dobrą nowinę. Oto spełniły się oczekiwania, Bóg wysłuchał ich modlitw i wypełnia dane Izraelowi obietnice. W Izraelu żyje ktoś, kto zachowuje się jak Bóg, jako że tylko Bóg dokonuje rzeczy dla człowieka niemożliwych.

Niestety, oczyszczony na ciele okazał się człowiekiem nieoczyszczonym na rozumie i sercu. A dobra nowina, którą zaniósł kapłanom, została przez nich odebrana jako zła nowina i Jezus został zmuszony do ukrywania się, konspirowania. Obdarowany oddaje więc wilczą przysługę swojemu dobroczyńcy.

Dotykając chorego na trąd, Jezus, w mniemaniu kapłanów, stał się również rytualnie nieczysty. Przez to dotknięcie Jezus stał się jednym z trędowatych, a więc sam siebie wykluczył ze społeczeństwa. Ta droga, takie podejście do innych ludzi, zaprowadzi Go na krzyż. Zostanie przecież zabity dla dobra narodu i religii.

* * *

Współcześni trędowaci, czyli wyklęci, wyrzuceni na margines, zepchnięci na obrzeża miast, zamknięci w gettach, kim są? Gdzie się gnieżdżą, bo przecież nie mieszkają? Co my, chrześcijanie, mamy im do zaoferowania? A może te pytania trzeba odwrócić i skierować do siebie, bo być może to ja jestem trędowaty i nawet o tym nie wiem.

V niedziela zwykła (8 II): Pójdźmy gdzie indziej 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb8

(Hi 7,1-4.6-7; 1 Kor 9,16-19.22-23; Mk 1,29-39)

Jezus, nie licząc establishmentu religijno-politycznego, cieszy się ogromnym wzięciem. Cudotwórca, uzdrowiciel, egzorcysta, mowca, wspaniały człowiek. Jego sława wciąż rośnie, wciąż też przybywa Jego zwolenników. Tymczasem Jezus, zamiast się cieszyć z tej sławy, zakazuje uczniom, a nawet złym duchom, mówienia o sobie. Mało tego, zamiast korzystać z możliwości, jakie daje sława, Jezus każe uczniom zbierać się i przenieść na inne miejsce, do innych miejscowości.

Dzisiaj, patrząc z perspektywy dalszego losu Jezusa i z perspektywy dwu tysięcy lat istnienia chrześcijaństwa, wiemy, dlaczego postępował On w ten sposób. Jezus wiedział, że przychodzącym do Niego, uwielbiającym Go chodzi o pomoc w wychodzeniu z takiej czy innej, ale zawsze mniej lub bardziej trudnej, bolesnej, wprost beznadziejnej sytuacji – śmierć, choroba, konflikt w rodzinie, zniewolenie polityczne i ekonomiczne. Mesjasz Jezus miał za zadanie zabezpieczać swoich zwolenników przed wszelkimi nieszczęściami i jednocześnie zapewniać im życie długie i dostatnie, w czerstwym zdrowiu. Tymczasem Jezusowi chodziło o coś całkiem przeciwnego. Tych, którzy Mu zaufają, z apostołami na czele, Jezus pośle tam, gdzie stracą nie tylko pieniądze i zdrowie, ale również i życie.

Z podobną sprawą Jezus boryka się również dzisiaj. Wiele naszych modlitw, mszy, dobrych uczynków robimy dlatego, by w zamian otrzymać od Boga stokroć więcej. Przy czym zapominamy, że to stokroć więcej związane jest z prześladowaniami. Prawdziwymi, w których traci się życie, a nie zmyślonymi, istniejącymi tylko w naszej głowie i w głowach innych cierpiętników.

* * *

Dzisiejsi cudotwórcy, uzdrowiciele chrześcijańscy, zarówno katoliccy, ewangeliccy jak i prawosławni, cieszący się nieraz ogromnym wzięciem i występujący w kościołach wszelkiego rodzaju energoterapeuci, specjaliści od medycyny niekonwencjonalnej, różdżkarze, „wahadełkowcy”, wszyscy oferujący swoje nadprzyrodzone usługi czy nie powinni zadać sobie pytania o odpowiedzialność za tych, którzy im zaufali. Zwodząc np. chorych, zaciągamy przecież winę nie tylko względem nich, ale i względem Boga.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com