(Dz 2,1–11; 1 Kor 12,3b–7.12–13; J 20,19–23)
Kiedy został zesłany Duch Święty? Pytanie niepozbawione podstaw. Zwykło się mówić, że zesłanie Ducha Świętego miało miejsce w Pięćdziesiątnicę, gdy Żydzi przynosili do Świątyni Jerozolimskiej pierwsze pszeniczne chleby wypieczone z nowo zebranego ziarna. Wspominano też przekazanie Mojżeszowi Tory, a więc Prawa, które było przez wieki – i dzisiaj jest dla Żydów, a więc i dla chrześcijan – słowem Boga, Jego samoobjawieniem, ujawnieniem Bożej miłości do ludzi, konstytucją Izraela i Kościoła. Nadanie Tory, według biblijnego opisu, odbywało się w niecodziennej scenerii. Błyskawice i grzmoty, trzęsienie ziemi, szczyt góry w ogniu i dymie, w obłoku, a ogłuszający dźwięk potężnej trąby wprawiły Izraelitów zabranych u stóp Synaju w przerażenie.
Podobna sceneria towarzyszy zesłaniu Ducha Świętego. Porywy gwałtownego wiatru, płomyki ognia. A gdy to wszystko działo się tam, gdzie znajdowali się wszyscy razem, w Świątyni Jerozolimskiej składano zapewne pierwociny z najnowszych zbiorów. Te dwa wątki zbiegają się w Wieczerniku. Oto Jezus, nowy Mojżesz i ktoś nieskończenie więcej niż Mojżesz, bo Syn Boży, pierworodny spośród umarłych, a więc Ten, który przemienił śmierć w życie, bo jako pierwszy z umarłych powstał do życia, nadaje Ludowi Bożemu nową Torę, nowe Prawo. Nie przekreśla On Prawa przekazanego przez Mojżesza, ale ukazuje jego najgłębszą głębię. W Dziejach Apostolskich mamy jeszcze inny opis zesłania Ducha Świętego. Już wieczorem, w dniu swego powstania z martwych, Jezus spotyka się z apostołami. Jan ewangelista mówi, że Jezus tchnął na nich, a to znaczy, że zachował się tak jak Jego Ojciec, gdy stwarzał człowieka. Tchnienie ust Bożych ożywiło martwą bryłę gliny. Jezus, naśladując Ojca, czyni to samo, co On, ożywia tych, których pragnie wysłać do innych ludzi z radosną nowiną, że Bóg w swoim nastawieniu do ludzi jest niezmienny. Dzięki temu możliwe jest odpuszczenie grzechów, to znaczy możliwy jest powrót człowieka do Boga.
* * *
Skoro Duch Boży sprawił, że ludzie, mówiący obcymi językami, mogli się zrozumieć, warto zastanowić się choćby nad taką sprawą. Tekst łaciński mszalnego wezwania do aktu pokuty wygląda tak: Fratres, agnoscamus peccata nostra. Tymczasem najczęściej to zdanie tłumaczy się: Przeprośmy Boga za nasze grzechy. Jakim cudem słówko „agnoscamus”, które znaczy: „przyjąć do wiadomości”, „spostrzec”, „rozpoznać”, „przyznać”, „uznać”, „zgodzić się na…”, naraz zaczęło znaczyć „przeprośmy”, trudno dociec. A przecież to nie Bóg się na nas pogniewał, tylko my na Niego, bo na tym polega grzech.