Tag biblia ewangelia wiara oszajca

Niewykorzystana modlitwa wiernych 1 Autor: Jacek Poznański SJ

Apr4

Lutowo-marcowy numer miesięcznika „Więź” podejmuje temat języka wiary i niewiary. W specjalnej ankiecie pytano członków Zespołu Laboratorium Więzi o „o język Kościoła katolickiego jako wspólnoty i jako instytucji, ale też szerzej: o diagnozę stanu umiejętności komunikowania przez Polaków duchowego doświadczenia wiary w aktualnej sytuacji kulturowej”.

czytaj dalej »

VII niedziela zwykła (22 II): Syn Człowieczy ma władzę 6 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb21

(Iz 43,18-19.21-22.24b-25; 2 Kor 1,18-22; Mk 2,1-12)

Syn człowieczy to po naszemu człowiek, czyli ktoś rożny od Boga. W Starym Testamencie, w proroctwie Daniela, widzimy Syna Człowieczego przychodzącego na obłoku i obejmującego władzę nad wszystkimi ludźmi. Władzę, która będzie trwać wiecznie. Z jednej strony ten termin podkreśla nieskończoną różnicę, jaka zachodzi między Bogiem a człowiekiem, z drugiej zaś ukazuje człowieka, jako mającego cechy boskie. Właśnie tak pierwsi chrześcijanie zaczęli postrzegać Jezusa z Nazaretu, który w dzisiejszej Ewangelii mówi, że ma władzę odpuszczania grzechów, a więc władzę boską.

Ta wypowiedź oburzyła ówczesnych znawców Biblii i kapłanów, i trudno się dziwić. Człowiek ma władzę odpuszczania grzechów? Dla nas dzisiaj to nic nowego, znamy przecież drogę do konfesjonału. I w tym momencie, mówiąc o pokucie „nic nowego”, może się zdarzyć, że pobłądzimy. Odpuszczenie grzechów w konfesjonale, spowiedź bywa, że staje się czysto rytualnym, nieomal magicznym zabiegiem, który daje człowiekowi złudne poczucie czystości, niewinności, ale ani na jotę nie zmienia jego mentalności. Przeciwnie, to złudzenie utwierdza nas w pyszałkowatym przekonaniu, że skoro chodzimy do spowiedzi, to tym samym jesteśmy lepsi, bardziej pokorni od innych.

Być może przy takim podejściu do pokuty nie dostrzegamy w sobie, w naszej mentalności, poważnych skrzywień, natomiast zanudzamy Boga i spowiednika wydumanymi grzecho-problemami, które z jednej strony mają nas upokarzać, ale z drugiej świadczyć, o bogatym tzw. życiu wewnętrznym czy duchowym.

* * *

Skoro jesteśmy do Boga podobni, to znaczy, że patrząc na człowieka, zarówno na naszą cielesność jak i psychikę, duchowość, możemy wiele powiedzieć o Bogu. Być może jest to najlepszy sposób, by odnaleźć Boga. Oczywiście Boga Biblii, bo, jak wiadomo, wciąż istnieją inni, obcy, cudzy bogowie, którzy czasami potrafią podszywać się pod Boga Żydów i chrześcijan. Sprawa z Bogiem wygląda więc tak, że nie tylko przyroda, a może nawet nie przede wszystkim, najprawdziwiej o Bogu opowiada, ale kultura. Chcąc się o tym przekonać, wystarczy wybrać się do muzeum czy do teatru, by w pięknie dzieł sztuki, w pięknie baletu znaleźć tego potwierdzenie.

XXVIII niedziela zwykła: Wszystko jest gotowe 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Oct12

(Iz 25,6-10a; Flp 4,12-14.19-20; Mt 22,1-14)

Znowu wraca do nas prorok Izajasz. Tym razem ze słowem pocieszenia. Trudnego pocieszenia, bo mającego się spełnić dopiero w przyszłości i to bliżej nieokreślonej. Izrael odzyska wolność, to znaczy, chciałoby się powiedzieć, że Bóg znowu zacznie uprawiać swoją winnicę. Tyle tylko, że Izrael nie jest bezwolnym, bezmyślnym stworzeniem, martwym przedmiotem czy też rośliną albo zwierzęciem. Izraelici są przecież wolnymi dziećmi Boga, rozumnymi, decydującymi o sobie i o innych, a zatem odpowiedzialnymi za swój los. Jeśli tak, to trzeba powiedzieć, że to nie Bóg ich opuścił, ale oni opuścili Boga, a co za tym idzie, to nie Bóg ma się przepraszać z nimi, tylko oni z Bogiem. Nie Pan Bóg ma wracać do swojego ludu, ale tenże lud ma wrócić do swojego Boga.

Taka pokusa przerzucania na Pana Boga odpowiedzialności za naszą dolę i niedolę czyha na każdego religijnego człowieka, chrześcijan nie wyłączając. Łatwiej jest człowiekowi prosić Boga, by przestał się gniewać, niż samemu przestać gniewać się na Niego. Owszem, my ludzie, przeżywamy Boga po swojemu, po ludzku, ale to nie zwalnia nas od ciągłego przypominania sobie i innym, że może się zdarzyć i tak, iż stworzymy sobie Boga na nasz wzór i podobieństwo. Taki Bóg będzie nawet nosił imię Trójcy, Ojca, Syna i Ducha, ale będzie na naszą miarę. Tymczasem to my mamy być na Jego miarę.

Tą ucztą, którą Bóg dla nas nie tyle przygotował, ile wciąż przygotowuje wspólnie ze wszystkimi, którzy razem z Nim stwarzają i zbawiają, jest cały Wszechświat. Tutaj jest nasz dom, stąd pochodzimy i tu zostaniemy. Życie jest przecież ucztą.

* * *

O takim pierwszeństwie Boga przypomina każda msza. Przychodzimy przecież do kościoła na gotowe. Wszystko jest już przygotowane. To wszystko jest najlepszym dowodem na uprzedzającą nas zawsze i wszędzie dobroć Boga. Warto więc uważnie przyglądać się synodowi biskupów w Rzymie poświęconemu Biblii. Zwłaszcza krytycznym uwagom co do znajomości Biblii nie tylko przez świeckich ale i przez duchownych chrześcijan.

XXI niedziela zwykła: Kim Ty jesteś dzisiaj? 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug22

(Iz 22,19-23; Rz 11,33-36; Mt 16,13-20)

Jezus umarł, odszedł do Ojca, przyjdzie sądzić żywych i umarłych, ukrywa się w Najświętszym Sakramencie i przychodzi w Komunii pod postaciami chleba i wina. Nie chcąc żyć z Jezusem na odległość, trzymać Go w jakimś zaświatowym niebie, próbujemy Go sobie wyobrażać, jak chodzi po ziemi Izraela, wisi na krzyżu, albo jako małe dziecko kwili z zimna w szopce betlejemskiej. Jeśli nas stać, jedziemy do Izraela, a nawet Egiptu i Syrii, by tam, na miejscu, sprawdzić, czy nasze wyobrażenia pokrywają się z rzeczywistością. Bywa, że wracamy z tych pielgrzymek rozczarowani. Wyjeżdżając, spodziewaliśmy się, że z całą pewnością będziemy tam, gdzie bywał Chrystus, a tymczasem – z małymi wyjątkami – przewodnik mówi, że gdzieś tutaj, zapewne w tym miejscu, a może troszkę dalej, stał krzyż, a gdzieś tutaj grób był, a tzw. żłóbek, no, należy przyjąć, że może tutaj. Wracamy więc rozczarowani, bo nawet krajobraz Izraela choć jest tym samym, jak za czasów Jezusa, to jednak nie takim samym. Wygląd krajobrazu jest jednak najbliższy prawdy.

Wydawać by się mogło, że taka wyprawa, jak też wyobraźnia przyniosły jedno – rozczarowanie. Jeśli tak, to znaczy, że trud nie poszedł na marne. To rozczarowanie, w ostatecznym rozrachunku, miało przecież na celu dalsze utrzymywanie nas w złudzeniu, co do Jezusa. Miał On być takim, jak Go tworzy nasza wyobraźnia, potwierdzona przez wykopaliska, zabytki. Taki Chrystus jest przecież postacią z przeszłości albo postacią wymyśloną, a więc też mało realną, żywą, niezależną od naszej fantazji. Dlatego to Jezus wciąż na nowo pyta każdego dnia: A ty, za kogo mnie masz? Kim jestem, za kogo mnie uważasz?

Chodzi Mu o to, byśmy jako Kościół stawali się coraz bardziej czytelnym znakiem Jego nie tylko obecności, ale i działania. Byśmy byli zarówno Jego ciałem jak i słowem.

* * *

Z Jezusem dzieje się podobnie jak z Ziemią Świętą. Jest to ta sama ziemia, ale nie taka sama. Jezus jest również tym samym Jezusem z Nazaretu, ale nie takim samym. Przeżył przecież śmierć i zmartwychwstanie, a więc Jego materialność, cielesność, Jego człowieczeństwo osiągnęło szczyt swego rozwoju. Dzisiaj żyje również na nowy sposób i dlatego nie wystarczy znać Pismo Święte, teologię, archeologię, trzeba jeszcze umieć dostrzec Jezusa i zrozumieć to, co On mówi do nas dzisiaj, teraz i tutaj.

XX niedziela zwykła: Dom modlitwy dla wszystkich narodów 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug17

(Iz 56,1.6-7; Rz 11,13-15.29-32; Mt 15,21-28)

Nauczono nas dzielić rzeczywistość na dwie części, na sacrum i profanum. Sacrum to msza, sakramenty, w ogóle liturgia, modlitwa, następnie świątynia, ołtarz, a przede wszystkim tabernakulum, gdzie przechowywany jest Najświętszy Sakrament. Natomiast profanum to cała reszta, czyli prawie całość rzeczywistości. Co prawda można przez poświęcenie lub błogosławienie wyłączać poszczególne elementy i przenosić do tej ważniejszej sfery, do sacrum, ale efekt nadal będzie marny. Sacrum pozostaje małą wysepką na bezbrzeżnym oceanie materii, zmysłów, cielesności, pieniądza, a zwłaszcza seksu, w którym upatruje się największe zagrożenie dla świętości, mimo że małżeństwo jest sakramentem, a więc wydarzeniem upewniającym nas o realnej obecności Chrystusa.

Tymczasem Jezus jest najlepszym przykładem na to, że takie myślenie nie jest najszczęśliwszym sposobem wyobrażenia i mówienia o świecie i o Bogu. Jezus jest przecież Bogiem i człowiekiem, a więc jednocześnie sacrum i profanum, mówiąc inaczej, jest i niebem, i ziemią. Patrząc na człowieka-Jezusa, widzimy Boga. A zatem iść do nieba, wracać do domu Ojca, być wniebowziętym, wniebowstąpić, nie oznacza odejść, oddalić się, istnieć poza czasem. Nie oznacza stać się czystym duchem, by już nie mieć nic wspólnego z tą marnością nad marnościami, jaką jest materia, ciało. A przecież wierzymy w Chrystusowe zmartwychwstanie i wniebowzięcie Maryi. Tych dwoje ludzi żyje ciałem i duszą w wieczności.

Podział świata na dwie części, nawet nie połowy, na tę, należącą do Boga, i tę do Niego nienależącą, Chrystus zasypywał przez jednakowe traktowanie Żydów i pogan, i za naruszenie tego dogmatu zapłacił życiem.

* * *

Papież Pius XII ogłosił dogmat o wniebowzięciu Maryi 1 listopada 1950 r., a więc w pięć lat po zakończeniu II wojny światowej, podczas której na różne sposoby profanowano ludzkie ciała i dusze. Ciało miało stać się surowcem do produkcji przedmiotów bardziej użytecznych niż żywy człowiek. Czyżby ogłoszenie dogmatu o wniebowzięciu należało odczytać jako napomnienie skierowane do tych, którzy zapominają, że cały świat jest święty? Jednocześnie dogmat ten dodaje odwagi tym, którzy trudzą się dla świata. Jest to ich trud dla nowej ziemi, a więc ziemi stającej się niebem.

XIX niedziela zwykła: W sercu moim wielki żal 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug11

(Krl 19,9a.11-13; Rz 9,1-5; Mt 14,22-33)

Marzy nam się, a zwłaszcza tym, którzy chcieliby raz na zawsze udowodnić wszystkim wyższość religii chrześcijańskiej nad innymi religiami, by wreszcie Pan Bóg zaczął lepiej dbać o własne przecież interesy i stosował jakieś nadzwyczajne środki. Jak długo można cierpliwie znosić te wszystkie burze, cyklony, nawałnice wszelkiego zła, to rujnowanie porządku społecznego, politycznego, religijnego. Marzy nam się Kościół, w którym znaleźlibyśmy schronienie, błogi spokój i nieustanne zadowolenie z przemiłego towarzystwa. Ludzi, jak my pobożnych, bezkonfliktowych, spełnionych, jednym słowem szczęśliwych ponad wszelka miarę. Wokół, w tzw. świecie, szaleją burze, walą pioruny, a my sobie spokojnie płyniemy nie zważając na nic i na nikogo. Cóż nas może obchodzić los ginących za naszą burtą? Sami sobie są winni, przecież nie przyjęli Chrystusa, odrzucili prawdziwego Boga! Przecież to ich własny grzech doprowadził ich do takiego nędznego stanu.

Nie tak reaguje chrześcijanin. Widząc nieszczęście, w jakim znaleźli się inni, nieważne, ze swojej czy nie ze swojej winy, pragnie być razem z nimi, zająć ich miejsce. Opuścić bezpieczną łódź i ratować, a nawet zginąć, byleby ocalić tych, których inni postrzegają tylko jako będących za burtą. Kościół nie jest dla niego twierdzą, wojennym okrętem ani nawet łodzią, jest jak drożdże, jak woda czy też światło. Nie unosi się ponad ludźmi, ale na rożne sposoby ich ogarnia. Będąc ciałem Chrystusa, jest również Jego słowem. Żyje pośród ludzi rożnych religii i kultur nie po to, by je unicestwiać, zatapiać, a przeciwnie, razem z nimi pragnie wzrastać, wierząc, że nowa ziemia będzie dziełem wszystkich, którzy mają odwagę wysiąść ze swoich łodzi i próbują chodzić po wodzie, czyli sięgać po niemożliwe.

* * *

Papież Jan Paweł II pocałował Koran, Żydów nazwał starszymi braćmi w wierze, ks. Marcina Lutra świadkiem wiary, no i w Asyżu modlił się z kapłanami pierwotnych religii. Niektórzy uważają, że nie tędy droga. Trudno komentować taką postawę, ale warto przypomnieć św. Pawła apostoła, który myśląc o swoich pobratymcach, Żydach, mówi: W sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami.

XVIII niedziela zwykła: Kupujcie bez pieniędzy 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug3

(Iz 55,1-3a; Rz 8,35.37-39, Mt 14,13-21)

Kupować, uprawiać handel i nie używać do tego pieniędzy, to upatrzony towar dostawać za darmo. Natomiast wydawać pieniądze na to, co nie jest chlebem, a więc nie nasyci, to marnotrawstwo, mówiąc wprost – głupota. Jeśli więc nasze powiązania z innymi ludźmi i z Bogiem opierają się na zasadzie „coś za coś”, to przynajmniej starajmy się, by to nasze handlowe podejście do życia było uczciwe. Nie zmuszajmy jednak, przede wszystkim Chrystusa, by też przyjął podobny sposób myślenia i postępowania. Dam, jeśli mi dacie, wysłucham, jeśli poprosicie, przebaczę, jeśli padniecie na kolana. Przed takim traktowaniem nas, ludzi, jak to wynika z dzisiejszych czytań mszalnych, Bóg, i to zarówno Nowego jak i Starego Testamentu, się wzdryga. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza gdy znowu odżywają stare herezje, gdzie Jahwe jest krwiożerczym bóstwem, z zapałem tępiącym każdego, kto Mu się w taki czy inny sposób narazi.

Tymczasem Ewangelia tylko wtedy spełniała swoje zadania, gdy była rzeczywiście Dobrą Nowiną. To znaczy ukazywała Boga, który w relacjach z ludźmi nie uprawia handlu, nie czeka na prezenty i hołdy, a nawet na nasze błagania o litość, bo jest Niezmienny. Nie może przestać być Tym, ktory daje za darmo, bo jest Miłością. Jest bezinteresowny, aż w nieskończoność, aż do zatracenia samego siebie, byleby tylko pozostać wiernym tym, którym dał życie.

Bóg nie jest katem wymierzającym karę, gdyż jest ona wpisana w zło. Po prostu kara jest owocem grzechu. Dlatego Bóg odpuszcza grzechy, to znaczy stara się przekonać człowieka, by nie pokładał nadziei w złudzeniach.

* * *

Moda na satanizm, egzorcyzmy, demonologię jest tak wielka, że czasami odnosi się wrażenie, iż Szatan jest lustrzanym odbiciem Boga, Jego alter ego. Jeśli Boga oznaczymy znakiem plus, to Szatan byłby naznaczony minusem. Niebezpieczna to moda. Zmusza przecież człowieka do wydatkowania czasu i zdrowia na walkę z kimś, komu właśnie zależy, by z nim walczyć. A więc tracić czas na zło, zamiast na dobro.

XVII niedziela zwykła: Sprzedał wszystko, co miał 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jul27

(1 Krl 3,5.7-12; Rz 8,28-30; Mt 13,44-52)

Z przypowieścią o człowieku, ktory znalazł skarb ukryty na cudzym polu, mamy wcale niemały kłopot, ktory można by sformułować w pytanie – czy ten człowiek postąpił sprawiedliwie, moralnie poprawnie? Odkupując pole, wiedział przecież, że jest ono warte o wiele więcej. Czy nie powinien był powiadomić właściciela pola o odkryciu skarbu i liczyć na to, że sprzedający doceni jego uczciwość i spuści z ceny? A może jednak postąpił słusznie, zgodnie z wymogami rynku? Kupujący stara się przecież cenę zbić, obniżyć, a nie podwyższyć, a sprzedający, skoro nie zna prawdziwej ceny swego towaru, który wystawił na sprzedaż, jest sam sobie winien, niech nie narzeka i dalej się nie kompromituje. Jego strata, moj zysk i o to w handlu chodzi.

Rzecz jednak w tym, że nie o handel tu chodzi, ale o coś nieskończenie ważniejszego, bo o życie, ktore przecież nie ma ceny, bo nie mieści się na żadnej skali ocen. Jest bezcenne. I nie chodzi tutaj tylko o samo istnienie, trwanie w czasie, ale o to, że daje nam ono możliwość pomnażania skarbow, z ktorych Chrystus buduje nową ziemię i, o dziwo, rownież nowe niebo. Znalazca skarbu w roli czy kupiec poszukujący pereł sprzedają przecież wszystko i za cenę wszystkiego, co mają, nabywają nowy skarb, nowa perłę, a więc coś, co już nie da się zamienić na coś wartościowszego, co nie ma ceny, co jest na zawsze.

W przypowieści o rybakach sortujących ryby i o ojcu rodziny, ktory umiejętnie łączy stare z nowym, zawarta jest przestroga przed możliwością popełnienia błędu. Wysilając się, trudząc dla dobra, kierując się dobrymi intencjami, chcąc służyć Bogu i ludziom, można bardzo łatwo zatoczyć krąg i tak naprawdę wysilać się, trudzić jedynie dla siebie, dla swojego dobra.

* * *

A zatem miłość zna tylko jedno rownanie: wszystko za wszystko, jak w małżeństwie i jak w celibacie. Nie chodzi o handel, ale o to, by sobą karmić innych i samemu posilać się innymi – jak we mszy.

W zeszłym tygodniu nie pojawił się na BP artykuł w cyklu, przepraszamy i publikujemy go poniżej.

czytaj dalej »

XV niedziela zwykła: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jul13

(Iz 55,10-11; Rz 8,18-23; Mt 13,1-23)

Dopuszczono nas do tajemnicy, czyli do czego? Wszystko, co wiemy o Bogu, dla nikogo nie jest żadną tajemnicą. Biblia, katechizmy, dokumenty soborowe i papieskie, Kodeks prawa kanonicznego, a nawet księgę egzorcyzmów można nabyć w każdej księgarni. Ten, kto chce poznać tajemnicę chrześcijan, nie tylko może, ale musi te książki kupić, a także przeczytać, przemyśleć i przemedytować, żyli przemodlić. Dopiero wtedy, gdy nasze pomysły na życie będziemy przymierzać, konfrontować z treścią tych dzieł, zaczniemy powoli, a czasami nagle, jakby w olśnieniu, docierać do tego, co rzeczywiście Bóg mówi o sobie i jednocześnie, krok po kroku, nie bez bólu, rezygnować z własnych wyobrażeń o Bogu. Jednym słowem, zaczniemy bardziej wierzyć Bogu niźli naszym o Nim wyobrażeniom.

W tym trudzie wsłuchiwania się w mowę Boga, docierającą do nas zarówno przez Biblię i Tradycję Kościoła, jak też przez wszystkie złe i dobre wydarzenia, w których uczestniczymy i które tworzymy, jak też przez wiadomości podawane przez media, jesteśmy narażeni na błąd. Nie znając Biblii, lub znając ją tylko powierzchownie, grzesząc ignorancją w sprawach dotyczących teraźniejszości, narażamy siebie na błędne odczytanie, niezrozumienie, mowy Boga. Słowem Bożym jest przecież nie tylko Kościół, ale i rzeczywistość, w której on żyje. A zatem, dla chrześcijanina ważna jest nie tylko Biblia, ale również media, bo i one są dla nas słowem Bożym. One przecież są głosem Chrystusa wołającego w imieniu tych, którzy z rożnych powodów cierpią w dzisiejszym świecie.

Tajemnica nie jest więc zagadką, łamigłówką czy też krzyżówką. Nie bierze się z tego, że Bóg coś tam przed nami ukrywa, czy też że sam celowo nam się nie objawia, nie daje się zobaczyć, dotknąć. Tajemnica rodzi się z wiedzy. Im wiedza obszerniejsza i głębsza, tym większa jest tajemnica. Im więcej wiedzy, tym więcej pytań, a każda odpowiedź to początek następnego pytania. Tak się dzieje przy poznawaniu świata i tak samo, a właściwie tym bardziej, przy zapoznawaniu się z Bogiem.

* * *

Jezusa ukrytego mam w Sakramencie czcić, mówi jedna z pieśni eucharystycznych. Czy rzeczywiście ukrytego? Czy rzeczywiście sakramenty, zwłaszcza Eucharystia, zasłaniają Chrystusa przed naszym wzrokiem i innymi zmysłami, a tym samym i przed naszym umysłem? Przecież ich zadaniem jest upewnienie nas o tym, że Jezus jest teraz, tutaj w sposób jak najbardziej prawdziwy, realny.

XIV niedziela zwykła: Ja was pokrzepię 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jul6

(Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30)

Modląc się do Boga o taką czy inną pomoc, wygląda, że czasami oczekujemy cudu. Wydaje nam się, że Bóg dysponuje jakąś magiczną, modną dzisiaj, energią. Pozytywną energią. Czasami tak właśnie pojmujemy łaskę, zwłaszcza że słyszymy, jak to Bóg wylewa ją na nas strumieniami, że jest ona niewidzialna, ale w działaniu bardzo skuteczna. Wydaje się wtedy człowiekowi, że wystarczy o taką łaskę-energię umiejętnie Boga poprosić i już dalej nie musimy nic robić. Dzięki tej łasce stanie się tak, jak chcemy, by się stało. Znajdzie się dobry kandydat na męża, uda się szczęśliwie dojechać do celu, zda się egzaminy nawet wtedy, gdy się nie przykładało do nauki i znajdzie się dobrze opłacaną pracę bez konieczności doszkolenia się w nowym zawodzie.

Z łaską jest jednak tak jak z wakacjami, które akurat się rozpoczynają. Chcąc mieć udane wakacje, trzeba o nie zadbać. Znaleźć na nie czas, poszukać odpowiedniego miejsca, w ciągu roku zaoszczędzić na nie pieniądze i nie uważać tego wydatku za smutną konieczność. A najważniejsze, trzeba wakacje polubić. Polubić je z wielu powodów, a z jednego – wakacje to wielkie święto, bo jest to czas na cieszenie się sobą wraz z innymi, których kochamy. Jest to również czas, w którym Bóg może wreszcie do nas szybciej i skutecznej dotrzeć. Nasi bliscy, nasza rodzina przede wszystkim, to przez nich, przez ich miłość do nas, Chrystus nas pokrzepia.

* * *

A co z tymi, którzy nie lubią wakacji? Poza bardzo, bardzo nielicznymi wyjątkami – czyli geniuszami – owo nielubienie jest ostrym sygnałem ostrzegawczym, tym ostrzejszym, gdy do nielubianych wakacji dochodzą nielubiane weekendy, niedziele i święta. To nielubienie może świadczyć, nie tyle o naszym poświęceniu się pracy, ciężkiej pracy i koniecznej do zapewnienia bytu rodzinie, ale o pracoholizmie, a to jest już chorobą. W takim przypadku wyjazd na wakacje może dać nam szansę na powrót do zdrowia.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com