Tag duchowość

Czy dorastający chłopak musi odejść z Kościoła? 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb10

Alergicznie reaguję na aktywność Kościoła pod hasłem „duchowość mężczyzny”. Ale jeżeli książkę z takim tytułem przynosi mi przyjaciel i nauczyciel, w końcu zaglądam; zwłaszcza że jest on autorem dwóch rozdziałów.

Czytam Cezarego Gawrysia („Więź”), bo o nim mowa, i czuję, jakby to były moje własne myśli.

„Naprzód przebojem, młodzi rycerze, / do walki z grzechem swej duszy, / wodzem nam Jezus w hostii ukryty, / z Nim w bój nasz zastęp wyruszy!” – tę pieśń śpiewałem jako dorastający chłopiec na niedzielnych Mszach dla młodzieży. Przestałem ją śpiewać w wieku lat czternastu, kiedy też przestałem chodzić do kościoła.

Ja także jako czternastolatek zrywałem się z kościoła, który wydawał mi się nudny, daleki od mojego życia i moich spraw. Później do niego wróciłem. Zawsze jednak uważałem, że przywołane słowa pieśni robią chłopakom wielką krzywdę. Jest to w zasadzie pieśń taliba. Młodego rycerza, który walczy z grzechem duszy. Nie mam zamiaru iść na świętą wojnę.

Po latach wydaje mi się błędem ewangelizacji, że podobne teksty służą do formacji wiernych. Jaka z tego może powstać duchowość? Nie będzie to przykład męski, ale taki, który nasuwa mi się pierwszy (pochodzi z wywiadu z Tadeuszem Batrosiem, wówczas dominikaninem):

Porażające są historie, gdy lekarz przytulił czterdziestoletnią zakonnicę i było to dla niej tak szokujące przeżycie, że zanim trafiła na terapię do psychoterapeuty, nie mogła się uwolnić od obsesyjnych snów i myśli.

Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice „Deus caritas est” pisze, że wiara nie tworzy świata równoległego, ale bezpośrednio wiąże się z naszym życiem. Tymczasem kwestie duchowości mężczyzny czy kobiety, seksu, zawsze poprzedza wielkie „ale”, niezależnie od tego, ile przyniesie ono pożytku, a ile szkody. A światy równoległymi pozostają. Z jednej strony jest czysto i “duchowo”, z drugiej – nierząd. Mało pociągająca alternatywa, przed którą staje dorastający chłopak. Czy zawsze będzie on musiał odejść z Kościoła, by później do niego wrócić?

„Duchowość mężczyzny” (J. Augustyn, red., WAM, Kraków 2008).

Skromnego gościa mieliśmy 2 Autor: Małgorzata Felicka

Dec14

Podobno po owocach mamy poznawać wartość tego czy owego. Skoro tak, to jeśli potraktuję postać Dalajlamy jako owoc duchowości buddyjskiej, muszę przyznać, ze owa duchowość jest dobra. Podoba mi się i przemawia do mnie przede wszystkim dlatego, że nie pozbawiła swego przywódcy poczucia, że jest zwykłym człowiekiem. Ostatnia wizyta Dalajlamy w Polsce stanowiła dla mnie okazję do dokonania raczej smutnych porównań jego zachowania z zachowaniem rodzimych „wielkich” (z pewnymi chwalebnymi wyjątkami, inaczej byłoby to zbyt smutne).

Zachodzę w głowę, jak to się dzieje, że Dalajlama – choć ważny, przyjmowany przez największych tego świata, otaczany podziwem i szacunkiem – nic sobie nie robi ze swojej ważności i zachowuje się tak, jakby go ona nie dotyczyła? Jak to się dzieje, że nigdy nie identyfikuje się z tytułami, które mu się nadaje, że pozostaje prosty i bezpośredni, a zaszczyty spływają po nim jak woda po gęsich piórach – wydaje się impregnowany na zarozumiałość? Nie kreuje się ani na króla ani na męczennika, mówi o sobie, że jest człowiekiem, który przypadkowo urodził się w Tybecie i postanowił zostać buddyjskim mnichem. Jego mowa i życie świadczące o tym, że chce służyć innym całym sobą, są pozbawione nadętego patosu, są tak naturalne jak oddychanie i nie mają w sobie nic ani z celebry ani z tragizmu. Analogiczna sytuacja na zachodzie wydaje się prawie nieosiągalna. Oczywiście spotyka się pięknych ludzi i w naszym kręgu kulturowym; takich, którzy świecą jak prawdziwe brylanty, ponieważ czuje się, że są zarazem mądrzy, dobrzy i skromni. Słyszałam od nich równie mądre i proste słowa jak te, które wypowiada Dalajlama, ale u nas cechą wspólną dla tych osób jest ich anonimowość i niepozorność. Spotyka się ich  skrytych gdzieś w tylnym rzędzie pośród wielu innych. Tylko uśmiech i ciepło, które z nich promieniuje pozwala ich rozpoznać. Natomiast dzieje się natychmiast coś zatrważającego z tymi, których wyciągnięto z anonimowości. Nagły przypływ władzy i sławy uderza im do głowy, ich ego rozdyma się, więc nie minie chwila a każą się podziwiać. Zaczynają wierzyć w swoją wyjątkowość, w swoją „lepszość”, w czym wspomaga ich świta pochlebców i adoratorów, która prędzej czy później robi z nich nieznośnych pyszałków, a z reszty – ogłupiałych gapiów. Jak się przed tym uchronił Dalajlama? czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com