Tag Kościół

Straszenie widmem Palikota 4 Autor: Krzysztof Ołdakowski SJ

Oct17

Ludzie lubią personalizować zło. Nergal po swojej wpadce z “uzdrawianiem niepełnosprawnych” stracił płaszcz ochronny nawet ze strony tych, którzy do tej pory byli pobłażliwi dla jego artystycznych ekspresji. Ośmieszanie ludzi nie przejdzie, zwłaszcza tych, którzy są poszkodowani przez życie i zmagają się z przeciwnościami. Chociaż myślę, że nie to było  intencją Darskiego. W centrum spektaklu znalazł się znowu temat religijny, tym razem modlitwa o uzdrowienie. Nergal niedługo zakończy występy w Telewizji Polskiej, ale zapewne nadal pozostanie celebrytą utożsamianym z demonicznym światem. Oczywiście wierzę głęboko, że może z niego wyjść. Chciałoby się jednak powiedzieć, że nadciąga nowe widmo z krainy ciemności. To Janusz Palikot i jego drużyna. Strach obleciał wielu ludzi. Nie wiadomo czego można oczekiwać po jego mocnym wejściu na scenę polityczną. Czy znikną krzyże ze ścian? Może religia zostanie wyprowadzona ze szkoły? Czy dotychczasowe standardy obyczajowe nie zostaną wywrócone? Palikot i spółka są wytworem mediów i specjalistów od public relations dla których liczy się przyciąganie uwagi oraz szokowanie osobliwościami. To, czego jeszcze nie było staje się najważniejsze. Względny sukces wyborczy jest także odreagowaniem na dotychczasowe rządy, których celem w odbiorze społecznym było trwanie przy władzy. Spróbujmy postawić na kogoś innego w proteście przeciwko tym wszystkim, którzy już byli. Zanim zostaniemy zaczadzeni “palikotyzmem” może warto na serio potraktować wyborców nie tylko w dniu głosowania. Może trzeba być bardziej oszczędnym w składaniu obietnic i zapewnianiu, że będzie lepiej.  Może politycy kończący swoje ślubowania wymownym zdaniem: tak mi dopomóż Bóg, będą mieli teraz okazję bardziej zaświadczyć o swojej wierze niż poprzez przesiadywanie na dożynkach i odpustach. Straszenie Palikotem wywołuje nerwowe reakcje w Kościele. Zupełnie niepotrzebnie. Palikot jest przede wszystkim wyzwaniem do wyjścia z marazmu, odrętwienia i stagnacji. Potrzeba nowego przebudzenia, szukania nowych dróg spotkania z niewierzącymi, a nawet z obyczajową awangardą. Nie można obrażać się na rzeczywistość, tym bardziej na wyborców. Nie straszmy Palikotem. Róbmy swoje. Nie bądźmy prorokami nieszczęścia. Bądźmy zdecydowanie prorokami nadziei.

Jak reagować na nergalizację mediów? 15 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Sep20

Ludzie mówią różne rzeczy. Czasem powiedzą coś mądrze, a niekiedy całkiem głupio. Bywa też tak, że ta sama wypowiedź dla jednych jest celna i „odważna”, a dla innych to zupełny bełkot albo chamstwo. Dlatego też w pluralistycznych demokracjach powinny istnieć zróżnicowane media, aby każda opcja mogła dotrzeć ze swoim przekazem do społeczeństwa. W Polsce nie jest pod tym względem najlepiej. Symptomatyczne jest to, że coraz więcej niezależnych twórców prezentuje swe dzieła i spotyka się z odbiorcami w salkach parafialnych albo w internecie, gdyż na wejście do TVP, o dwóch wielkich telewizjach prywatnych nie wspominając, nie mają szans. Taki los spotkał na przykład kilka dobrych filmów o katastrofie smoleńskiej. Okazuje się nawet, że nasze zideologizowane telewizje nie chcą za pieniądze reklamować nowego dziennika, który im nie odpowiada.

Jak w tej sytuacji powinien zachować się Kościół? Zawsze uważałem, że powinien tworzyć własne media, ale jednocześnie starać się być obecnym w innych mediach publicznych i prywatnych, nawet jeśli niektóre z nich prezentują nurt raczej daleki od katolickiego nauczania. Oczywiście, są pewne granice i szanujący się katolik nie powinien wypowiadać się dla takich mediów jak np. „Nie” lub „Fakty i mity”, które są znane ze swej wściekłej chrystofobii. Rozwój sytuacji na rynku medialnym pokazuje, że opcja tworzenia i umacniania kościelnych mediów jest coraz ważniejsza. Tylko w ten bowiem sposób można ocalić autentyczną niezależność nie tylko w wypowiadaniu się, ale także – co czasem jest ważniejsze – w doborze tematów dyskusji.

czytaj dalej »

Polska młodzież – nadzieją Kościoła? 0 Autor: Jacek Poznański SJ

Jun6

Miesiąc maj inspiruje do refleksji o młodzieży i jej relacji do religii i Kościoła. Jest to przecież czas pierwszych komunii dzieci, a więc doświadczenia inicjacji chrześcijańskiej. Jest to też miesiąc matur, czyli, m.in. punkt, kiedy młodzi ludzie, po latach katechizacji, wymykają się na zawsze bezpośredniemu wpływowi Kościołowi. Czy jeszcze kiedyś powrócą, tym razem dobrowolnie? Czy te lata nauczania religii przyniosą jakieś owoce?

czytaj dalej »

Niewykorzystana modlitwa wiernych 1 Autor: Jacek Poznański SJ

Apr4

Lutowo-marcowy numer miesięcznika „Więź” podejmuje temat języka wiary i niewiary. W specjalnej ankiecie pytano członków Zespołu Laboratorium Więzi o „o język Kościoła katolickiego jako wspólnoty i jako instytucji, ale też szerzej: o diagnozę stanu umiejętności komunikowania przez Polaków duchowego doświadczenia wiary w aktualnej sytuacji kulturowej”.

czytaj dalej »

Dialog z niewierzącymi? 5 Autor: Jacek Poznański SJ

Mar27

Papieska Rada do spraw Kultury zainaugurowała w tych dniach nową inicjatywę, inspirowaną przez Benedykta XVI: dialog z ateistami, agnostykami i obojętnymi religijnie (a raczej jest to powrót do idei Sekretariatu ds. Niewierzących). Przedsięwzięcie to, nazwane „Dziedziniec pogan”, z paru względów jest szczególnie godne uwagi.

czytaj dalej »

Katecheza w szkole – czy to już wszystko? 24 Autor: Jacek Poznański SJ

Sep9

Wprowadzenie i utrzymanie lekcji religii w szkole, i to w wymiarze dwóch godzin jest znacznym sukcesem polskiego Kościoła. Według mnie, do dobrych stron tej sytuacji można zaliczyć fakt, że, z jednej strony, pozwala ona na obecność w procesie wychowawczym osoby otwarcie i z urzędu (autoryzowanej przez biskupa) reprezentującej jakąś duchową tradycję religijną (w Polsce najczęściej katolicką); z drugiej, księża i zakonnicy muszą wychodzić ze swoich klasztorów i kościołów na zewnątrz i głosić Chrystusa nie czekając aż ludzie (nie tylko uczniowie ale także nauczyciele i inni pracownicy szkoły) do nich przyjdą.

czytaj dalej »

Celibat w kontekstach 19 Autor: Jacek Poznański SJ

Aug19

Przebywając w Niemczech nie sposób nie dostrzec toczącej się debaty nad obowiązkowym celibatem księży diecezjalnych. Impuls do jej ponownego ożywienia dało ujawnienie nadużyć seksualnych duchownych wobec nieletnich. I choć wszyscy doszli już do porozumienia, że celibat nie jest przyczyną tych przestępstw (argument z nadużyć prawie nie pojawia się w dyskusjach), to debata trwa dalej.

czytaj dalej »

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego (31 V): Drzwi były zamknięte 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

May31

(Dz 2,1-11; 1 Kor 12,3b-7.12-13; J 20,19-23)

Z dzisiejszych czytań mszalnych wynika, że były co najmniej dwa zesłania Ducha Świętego. Jedno w dniu zmartwychwstania a drugie w dniu Pięćdziesiątnicy. To pierwsze zesłanie sprawiło, że apostołowie zaczynają zmieniać swój sąd o Jezusie. Jeszcze przestraszeni, przytłoczeni tragicznymi wydarzeniami, już przekonują Tomasza Bliźniaka, że Jezus jednak żyje. Wciąż jednak trzymają się razem i ukrywają się, chronią za zamkniętymi drzwiami. Dopiero drugie zesłanie ośmieli ich na tyle, że otworzą drzwi i wyjdą do ludzi. A zatem i Duch, podobnie jak Jezus, potrzebuje czasu. Jego zaprzyjaźnianie się z ludźmi nie jest jakimś cudownym momentem, mającym w sobie coś z bajek, coś z hokus-pokus-marokus i mamy królika, ale przekonywaniem człowieka do zawierzenia Bogu, co zazwyczaj nie następuje natychmiast. Duch Święty nie jest przecież jakąś magiczną siłą, nad którą na dodatek można zapanować, czy się nią posługiwać, wystarczy tylko poznać odpowiednie formułki-zaklęcia. Duch Boży jest osobą i kontaktuje się z nami jak osoba z osobą.

Przede wszystkim mówi On do nas wszystkimi językami świata. Można to zrozumieć w ten sposób, że dociera do nas na wszelkie możliwe sposoby. Nie tylko przez słowa, mowę, nie tylko przez Biblię i Tradycję, ale i przez naturę i kulturę, przez całą rzeczywistość, w której żyjemy. Gdziekolwiek jest jakiekolwiek dobro, tam jest Duch. Zapewnia o tym sekwencja Bez Twojego tchnienia, cóż jest wśród stworzenia? Jeno cierń i nędze.

Dzięki temu, że Duch Święty jest Bogiem, to i owe ciernie, i nędze też nie istnieją poza obrębem Bożego oddziaływania. Zło, piekło i szatan nie wymknęli się z rąk Boga. Przeciwnie, Bóg jest również w piekle, skoro Jego Duch jest wszędzie. Gdyby tak nie było, już od dawna wiedzielibyśmy, skąd bierze się zło. Nie byłoby ono żadną tajemnicą, żadnym misterium, a na pewno nie moglibyśmy śpiewać o grzechu, że jest szczęśliwą winą.

* * *

Myśląc o Duchu Świętym, biorąc udział w nabożeństwach z Nim związanych, warto pamiętać, że jest On sprawą dnia codziennego, powszedniego. Dlatego jest (…) rzeczą konieczną, aby w (…) realizacji [nabożeństw] nie dochodziło, przede wszystkim ze strony tych, którzy je prowadzą, do form podobnych do histerii, sztuczności, teatralności lub sensacji – „Instrukcja na temat modlitwy w celu osiągnięcia uzdrowienia od Boga”, Kongregacji Nauki Wiary.

Wniebowstąpienie Pańskie (24 V): Został wzięty do nieba 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

May24

(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mk 16,15-20)

Do nieba? Czyli gdzie? Gdzie jest niebo? Do nie tak znowu dawna było niedaleko, ponad chmurami, za słońcem, księżycem i gwiazdami, za błękitnym sklepieniem. A może jeszcze dalej, poza wszelką czasoprzestrzenią? Dzisiaj jednak wiemy, że nie wiemy, czy ten nasz świat gdziekolwiek się kończy. Wychodzi więc na to, że dla nieba nie ma miejsca, bo wszędzie jest świat. Wszędzie materia i antymateria, i nie wiadomo, co jeszcze.

Skoro tak, skoro nie można nieba umiejscowić ani tu, ani tam, ani gdzie indziej, to bardzo dobrze, bo to znaczy, że niebo, jeśli jest, to jest wszędzie. Jeśli jest? Musi być! Musi być, gdyż jego istnienia domaga się zarówno rozum jak i serce. W imię czego temu pragnieniu mamy się sprzeciwiać? W imię czego możemy odmówić człowiekowi prawa do szukania odpowiedzi na pytania, które nieodparcie do nas, ludzi, wracają w każdym czasie i w każdym miejscu, gdzie żyje człowiek? Dlaczego pytanie o ciąg dalszy historii świata i człowieka ma być pytaniem źle postawionym, skoro dzięki niemu, dzięki poszukiwaniu odpowiedzi na nie, dorobiliśmy się całkiem sensownej kultury, która jawi się zarówno jako dorobek ludzkości i dorobek Boga.

Mówi przecież Paweł apostoł w Liście do Efezjan, że Bóg Ojciec ustanowił Jezusa Chrystusa Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem. A zatem, jeśli szukamy nieba, co w ostatecznym rozrachunku oznacza szukanie Boga, powinniśmy pójść za radą Ewangelii i nie stać w miejscu, nie zadzierać głowy do góry, ale porozglądać się wokół siebie. Najpierw po Kościele i kościele, a następnie wokół i wtedy okaże się, że Jezus nie jest żadnym więźniem miłości zamkniętym w tabernakulum, a chleb i wino nie zasłaniają Go, ale odsłaniają. Przekonamy się też, że Jezus ze świątyni, z kościoła, jest tym samym Jezusem, który dociera do nas przez ludzi i wydarzenia, gdyż jest Pełnią Tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób.

* * *

Kościół, z kim (czym) kojarzymy to słowo? Z ludźmi Kościoła, czyli papieżem, biskupami i prezbiterami, czasem jeszcze diakonami. Ludzie Kościoła? A czyimi ludźmi są pozostali ochrzczeni, skoro Kościół można całkiem odpowiedzialnie nazwać ciałem Boga, czyli nieba?

III niedziela wielkanocna (26 IV): On sam stanął pośród nich 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Apr25

(Dz 3,13-15.17-19; 1 J 2,1-5a; Łk 24,35-48)

Dzisiaj widzimy to jasno, że w Jerozolimie, tak jak w Betlejem, Syn Boży, Bóg zjawia się jak najzwyczajniej. Po prostu, powoli lub nagle ten i ów odkrywa, że jest świadkiem, uczestniczy w tym, co najważniejsze dla niego, ale też dla innych, a w rezultacie dla całego Świata. To najważniejsze nie dzieje się jednak w nadzwyczajny sposób. W Betlejem nie ma przecież niczego nadzwyczajnego. Dwoje małżonków, dwoje rodziców i dziecko. Potem, gdy to dziecko dorośnie i stanie się wędrownym nauczycielem, przy całej swojej wielkości i sławie, przy pierwszym spotkaniu będzie odbierany jako jeden z pośród wielu.

Opis podobnego spotkania mamy w dzisiejszej Ewangelii. Drzwi zamknięte, zaryglowane, apostołowie przestraszeni i obolali, i nagle, podobnie jak parę godzin wcześniej w Emaus, teraz w Jerozolimie, okazuje się, że pośród nich jest Ten, którego być nie powinno. Przecież na własne oczy, przynajmniej niektórzy, widzieli Jego śmierć i grób. Ta Jego obecność zmusiła apostołów do głębszej rewizji własnego światopoglądu. Stanęli wobec następnego etapu odsłaniania się prawdy nie tyle o nich samych, ile o Bogu, o samoudzielaniu się Boga człowiekowi.

To wyłanianie się Jezusa z wnętrza, ze środka tej przestrzeni, w której się akurat jest, pokazuje nam kierunek, w jakim trzeba podążać, by spotkać Boga chrześcijan. A właściwie uczy nas chrześcijańskiego patrzenia na otaczający nas świat. Chcąc skontaktować się z Bogiem, wcale nie trzeba ruszać się z miejsca. Wystarczy temu miejscu uważnie się przyjrzeć, a okaże się, że Bóg jest znacznie bliżej, niż myślimy.

* * *

Na wschodnich terenach Polski, tam gdzie całkowicie nie zanikły wpływy Kościołów wschodnich, w drugi dzień Wielkanocy chodziliśmy na cmentarz, pomodlić się za zmarłych z naszych rodzin. Niektórzy zanosili palmy i resztki z wielkanocnego stołu, a czasami pisanki. Mądry to był zwyczaj łączenia śmierci ze zmartwychwstaniem. Mądry, gdyż najstraszniejsza w śmierci nie jest ona sama, ale nasza bezradność wobec jej skutków. Jak kochać nadal kogoś, kogo się nie widzi, nie słyszy, kogo nie można dotknąć, uściskać, ucałować, nie mówiąc o jeszcze mocniejszych, najbardziej intymnych więziach?

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com