VI niedziela wielkanocna (17 V): Tak jak Ja was umiłowałem 3
(Dz 10,25-26.34-35.44-48; 1 J 4,7-10; J 15,9-17)
Miłość – słowo bez którego trudno się obejść – to z jednej strony, a z drugiej, jest ono słowem najbardziej podejrzanym z podejrzanych. W imię miłości człowiek daje życie jednym, ale też w jej imię posyła na śmierć drugich, a bywa, że i samego siebie. W imię miłości do swego narodu Hitler wszczął wojnę i wymordował miliony ludzi rękoma tych, którzy mu zawierzyli lub dali się w inny sposób uwieść czy zniewolić. Natomiast Maksymilian Kolbe i Janusz Korczak w imię miłości siebie wystawili na śmierć, by ratować drugich. Wygląda na to, że człowiek, chcąc mordować, najpierw musi morderstwo odczarować ze zła i nazwać dobrem, odczarować też nienawiść i nazwać miłością.
Ta niejednoznaczność słowa „miłość” nieobca jest chrześcijanom, a podejrzliwość wobec niego zaszła tak daleko, że zaczęliśmy miłość odzierać z ciała i krwi, i spychać ją w sferę czysto duchową, ponadmaterialną. Chcieliśmy miłość zamknąć w klatce z etykietką agape. A drugi jej przejaw, ten związany z ciałem, a zwłaszcza seksem, opatrywaliśmy przezwiskiem eros, w najlepszym przypadku philia. Przy takim podejściu do miłości wcale nie przeszkadzało nam wyznawać w każdą niedzielę, że nasz Bóg przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Nie widzieliśmy też niczego niestosownego w słowach bierzcie i jedzcie – ciało moje, bierzcie i pijcie – moja krew.
Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii, że chciałby, by Jego radość była w nas i by była pełną i trwałą radością, a więc ogarniającą całego człowieka. Jeśli tak, to nie wystarczy zbawiać duszę swoją, trzeba też zbawiać ciało, jeśli takie dzielenie ludzkiej osoby ma jeszcze sens.
* * *
Według Friedricha Nietzsche, chrześcijaństwo jakoby dało erosowi do picia truciznę, a chociaż z jej powodu nie umarł, przerodził się w wadę. W ten sposób filozof niemiecki wyrażał bardzo rozpowszechnione spostrzeżenie: czy Kościół swymi przykazaniami i zakazami nie czyni gorzkim tego, co w życiu jest najpiękniejsze? Czy nie stawia znaków zakazu właśnie tam, gdzie radość zamierzona dla nas przez Stwórcę ofiarowuje nam szczęście, które pozwala nam zasmakować coś z Boskości? – Benedykt XVI, encyklika „Bóg jest miłością”.



