Tag oszajca

XXVI niedziela zwykła: Nie chcę 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Sep27

(Ez 18,25-28; Flp 2, 1-11; Mt 21,28-32)

Nie chcę – to krótkie zdanie warto zapamiętać, bo wcale nierzadko jest ono najprawdziwszą modlitwą. Co prawda, przybiera ono różne formy, ale treść pozostaje ta sama. Z jednej strony jest propozycja, z drugiej jej odrzucenie. Nie chcę, mówi człowiek, nie chcę, mówi też Bóg. Dla chrześcijanina „nie chcę” najdobitniej ujawnia się w zdaniach: Niech odejdzie ode mnie ten kielich i Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. Na końcu tego drugiego zdania nie wiemy, co postawić. Znak zapytania czy wykrzyknik, a może jeden i drugi?

Modlitwa chrześcijanina rozpięta jest między „chcę”, „nie chcę” i znowu „chcę”. Bywa, że na tym „nie chcę” człowiek się zatrzymuje i przez całe życie mówi Bogu „Nie”! Aż do odmówienia Bogu prawa do istnienia. Na nasze szczęście Bóg nie jest jak człowiek. Boże „nie chcę”, w przeciwieństwie do naszego, nigdy nie jest zagrożone błędem. Owszem, nam się może wydawać, że Bóg, mówiąc „nie” krzywdzi nas, ale jest to tylko złudzenie. Boże „nie” jest zawsze Bożym „tak”.

Nie od razu jednak i nie tak łatwo zorientować się, kiedy Bóg mówi „nie”, i kiedy jest to naprawdę „nie”, a kiedy „tak”. Bywa również odwrotnie. Wydaje nam się, że słyszymy „tak”, gdy tymczasem Bóg mówi „nie”. Dlatego trzeba uważnie słuchać również tego, co mówią tzw. wrogowie Kościoła. Ich krytyka Kościoła nie zawsze i wszędzie musi być wściekłym atakiem Szatana. Przeciwnie, może być również słowem Bożym. Zarówno Jan Chrzciciel, a tym bardziej Jezus Chrystus, w oczach wielu sobie współczesnych jawili się właśnie jako wrogowie. Nie bez powodu przecież zostali zabici.

* * *

Idzie jesień i długie wieczory, zamglone poranki i melancholia, czyli czas na książki. Wiosną otrzymaliśmy jedną, której tytuł w sam raz pasuje na jesień: „O ulotności życia”, autorstwa prof. Tadeusza Gadacza. W tej książce już tytuły rozdziałów mówią same za siebie. Logika szczęścia i sukcesu, przebaczenie, etyka powołania, cierpienie i miłosierdzie, czas, wieczność, sens dziejów – jest czego posłuchać.

Wacław Oszajca SJ: Aż siedemdziesiąt siedem razy 9 Autor: Wacław Oszajca SJ

Sep13

XXIV niedziela zwykła (Syr 2,30-28,7; Rz 14,7-9; Mt 18,21-35)

Przebaczać aż siedemdziesiąt siedem razy, czyli w nieskończoność, zawsze, a to dlatego, że tak właśnie postępuje Bóg zawsze przebaczający tym, którzy Go o to proszą. To oczywiste, ale niekoniecznie do końca prawdziwe. W dzisiejszej Ewangelii widzimy jeszcze inny obraz Boga. Jest On kimś, kto nie zważa na wyrządzoną Mu szkodę, ale wszelkimi sposobami stara się zabezpieczyć nas przed nami samymi. Okazuje się bowiem, że moim największym wrogiem jestem ja sam, a to dlatego, że skutki mojego złego działania spadną przede wszystkim na mnie. Owszem, swoim działaniem krzywdzimy innych, ale głównie siebie. Ekskomunikujemy siebie z ludzkich społeczności, a tym samym ze wspólnoty z Bogiem. Tracimy własne miejsce wśród ludzi, jednocześnie próbujemy oderwać się od Boga.

A ponieważ oderwać się od Boga niepodobna, dlatego miłość Boga do nas staje się dla nas udręką. Mówiąc wprost – piekłem. Rozpinamy siebie między Bogiem, który wyciąga do nas ręce na ratunek, i ułudą, jaką jest nasz wymarzony świat. Świat piękny, bo przykrojony do naszych możliwości, a nawet odrobinę poniżej. Mówiąc inaczej, odpychamy Boga, jako że jawi się On nam jako wróg naszego szczęścia.

Nie zawsze jednak to odpychanie Boga jest zajęciem bezbożnym. Może być ono wyrazem pobożności. Wciąż przecież istnieją cudzy bogowie, istnieją, a nawet się mnożą. Bogowie zmyśleni, choć noszący imię Boga Biblii. Czasami niełatwo odróżnić Boga od boga.

* * *

Najłatwiej jest mówić o przebaczeniu, gdy oczekuje się go od innych, a nie od siebie. W latach osiemdziesiątych poprzedniego wieku był taki rzecznik prasowy rządu, który napominał prześladowanych przez tenże rząd katolików, że nie nastawiają drugiego policzka, a przeciwnie, organizują opór. Łatwo też domagać się przebaczenia dla krzywdziciela, gdy samemu stoi się z boku. Natomiast, gdy jest się skrzywdzonym, przebaczać jest niezmiernie trudno. Przykład: zawiedziona miłość.

XXIII niedziela zwykła: Niech ci będzie jak poganin i celnik 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Sep7

(Ez 33,7-9; Rz 13,8-10; Mt 18,15-20)

A zatem istnieją granice również tolerancji, skoro drugiego człowieka, współwyznawcę – który być może chce nadal trwać w mojej wspólnocie, w naszej wspólnocie – można, a nawet trzeba, ekskomunikować, czyli wyłączyć, oddzielić, wystawić za drzwi. Odseparować na jakiś czas, a może na zawsze.

A co zrobić z człowiekiem, który przedsięweźmie podobne zamiary względem nas, to znaczy zapragnie nas nie tylko wyłączyć ze wspólnoty, ale rozstać się z nami raz na zawsze? Wszak całkiem często się tak zdarza. Począwszy od zwykłego napadu w celach rabunkowych, przez walki religijne, na wojnach skończywszy. Takie działania – w ostatecznym rozrachunku – uzasadnia się posiadaniem władzy opartej na przekonaniu, że wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Związywać i rozwiązywać znaczy tutaj określać, co wolno i czego nie wolno, co się powinno i czego się nie powinno. Taka władza, wszystko jedno, świecka czy religijna, która powyższe słowa Chrystusa oderwie od całości Jego nauczania, w krótkim czasie staje się jarzmem, by następnie przeobrazić się w krwiożerczego demona, żądającego dla siebie posłuszeństwa i czci właściwych jedynie Bogu.

Jak w takich okolicznościach ma postąpić chrześcijanin? Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii, że mamy obowiązek napominać, i że obowiązek ten spoczywa zarówno na poszczególnych osobach, jak też na całej społeczności. Jeśli tak, to znaczy, że sprzeciw też jest wyrazem pobożności.

* * *

Początek września związany jest z wybuchem II wojny światowej. Ogrom cierpień i zniszczeń każe postawić pytanie: Czy można było uniknąć tego potwornego nieszczęścia? Kto jest winien, na kogo spada odpowiedzialność za tę wojnę? Czy tylko na Hitlera i Stalina, no i może jeszcze Mussoliniego? Czy może też na innych, na tzw. szarych obywateli również? Przecież Hitler doszedł do władzy w wyniku demokratycznych wyborów.

XXII niedziela zwykła: Uwiodłeś mnie 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug30

(Jr 20,7-9; Rz 12,1-2; Mt 16,21-27)

Komentarze do Księgi Jeremiasza podają, że słowo „uwieść” ma podtekst natury seksualnej. Używano go w przypadku uwiedzenia dziewicy przez mężczyznę. Podobnie „ujarzmić” – też jest nacechowane seksualnie. Słowo „uwieść” oznaczało też „wprowadzić w błąd”, „okłamać”. Jednym słowem, prorok Jeremiasz odnosi się do Boga w sposób niesłychanie ostry, by nie powiedzieć brutalny. Czuje się bowiem oszukany. Bóg go okłamał! Prorok miał przecież obiecane, że nie tylko będzie napominał, nie tylko będzie burzył świat budowany na bezbożności, ale miał również budować. Tymczasem nic z tego, Bóg jak „żarłoczny ogień” wszystko pochłania, nic w zamian nie dając. Czyżby prorok stracił wiarę w Boga, przestał Mu ufać? Skoro tak, to jeśli jest uczciwym człowiekiem, powinien zerwać z Bogiem, zmienić religię, albo w ogóle dać sobie spokój, przyjmując za swój pogląd utrzymujący, że Bóg i wiara w Niego, a więc i religia, to jedno wielkie złudzenie.

Przypadek Jeremiasza nie jest wyjątkowy. Nam również blisko jest do takiego stanu ducha, tyle tylko, że najczęściej nawet przed sobą boimy się do tego przyznać. Ja mam wątpliwości? Jestem przecież głęboko wierzący i praktykujący, jak mogę grzeszyć taką małodusznością? Bóg jest miłością! Dobrze, ale co zrobić z cierpieniem, żeby daleko nie szukać, Birmańczyków i Chińczyków? Bóg nie zsyła zła, tylko je dopuszcza. Jeśli dopuszcza, to znaczy, że też odpowiada za zaistniałe zło. Mógł przecież zaradzić złu, a nie zrobił tego.

A jednak Jeremiasz wytrwał przy Bogu i zapłacił za tę wierność najwyższą cenę. Widocznie wolał trzymać się wątłego, słabego światła niż zaufać fajerwerkom, czyli łatwym odpowiedziom tzw. wiedzących więcej.

* * *

W mojej duszy tak wiele sprzeczności. – Tak dojmująca tęsknota za Bogiem – tak dojmująca, że bolesna – nieustanne cierpienie – a mimo to [jestem] przez Boga niechciana – odrzucona – pusta – bez wiary – bez miłości – bez zapału. – Dusze [mnie] nie pociągają. – Niebo nic nie znaczy – dla mnie wygląda jak puste miejsce – myśl o nim nic nie znaczy, a mimo to dręcząca tęsknota za Bogiem. – Bardzo proszę o modlitwę, żebym wciąż się [do] Niego uśmiechała mimo wszystko. Bo jestem tylko Jego – więc On ma wszelkie prawa do mnie. Jestem całkowicie szczęśliwa, że jestem nikim nawet dla Boga – mówi w jednym ze swoich listów matka Teresa z Kalkuty.

XIV niedziela zwykła: Ja was pokrzepię 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jul6

(Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30)

Modląc się do Boga o taką czy inną pomoc, wygląda, że czasami oczekujemy cudu. Wydaje nam się, że Bóg dysponuje jakąś magiczną, modną dzisiaj, energią. Pozytywną energią. Czasami tak właśnie pojmujemy łaskę, zwłaszcza że słyszymy, jak to Bóg wylewa ją na nas strumieniami, że jest ona niewidzialna, ale w działaniu bardzo skuteczna. Wydaje się wtedy człowiekowi, że wystarczy o taką łaskę-energię umiejętnie Boga poprosić i już dalej nie musimy nic robić. Dzięki tej łasce stanie się tak, jak chcemy, by się stało. Znajdzie się dobry kandydat na męża, uda się szczęśliwie dojechać do celu, zda się egzaminy nawet wtedy, gdy się nie przykładało do nauki i znajdzie się dobrze opłacaną pracę bez konieczności doszkolenia się w nowym zawodzie.

Z łaską jest jednak tak jak z wakacjami, które akurat się rozpoczynają. Chcąc mieć udane wakacje, trzeba o nie zadbać. Znaleźć na nie czas, poszukać odpowiedniego miejsca, w ciągu roku zaoszczędzić na nie pieniądze i nie uważać tego wydatku za smutną konieczność. A najważniejsze, trzeba wakacje polubić. Polubić je z wielu powodów, a z jednego – wakacje to wielkie święto, bo jest to czas na cieszenie się sobą wraz z innymi, których kochamy. Jest to również czas, w którym Bóg może wreszcie do nas szybciej i skutecznej dotrzeć. Nasi bliscy, nasza rodzina przede wszystkim, to przez nich, przez ich miłość do nas, Chrystus nas pokrzepia.

* * *

A co z tymi, którzy nie lubią wakacji? Poza bardzo, bardzo nielicznymi wyjątkami – czyli geniuszami – owo nielubienie jest ostrym sygnałem ostrzegawczym, tym ostrzejszym, gdy do nielubianych wakacji dochodzą nielubiane weekendy, niedziele i święta. To nielubienie może świadczyć, nie tyle o naszym poświęceniu się pracy, ciężkiej pracy i koniecznej do zapewnienia bytu rodzinie, ale o pracoholizmie, a to jest już chorobą. W takim przypadku wyjazd na wakacje może dać nam szansę na powrót do zdrowia.

Świętych Apostołów Piotra i Pawła: A wy, za kogo Mnie uważacie? 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jun29

(Dz 12,1-11; 2 Tm 4,6-9.17-1; Mt 16,13-19)

Apostołowie Piotr i Paweł to fundament chrześcijaństwa. To oni wprowadzili Chrystusa do Europy. Zanim to nastąpiło, sami musieli przejść daleką i trudną drogę. Szli w tym samym kierunku, tym samym szlakiem, po tych samych znakach, ale każdy z nich na swój sposób, jako że różnili się temperamentem, wykształceniem, pochodzeniem. Ale jedno obydwu przychodziło z wielkim trudem: zmiana przekonań, zmiana mentalności. Paweł najpierw do upadłego ściga, więzi, porywa chrześcijan, bo jest przekonany, że tego oczekuje od niego Bóg Izraela. Piotr, dopiero po trzykrotnym zaparciu się wszelkiej znajomości z Jezusem, odkryje, że bez Jezusa żyć nie potrafi.

Ci dwaj, jak też ich uczniowie i następcy, wbrew mitowi o nieomal sielankowym początku Kościoła pierwszych wieków, prowadzili ze sobą niekończące się spory, a nawet waśnie. Paweł apostoł skarżył się przecież, że podczas procesu w Rzymie nikt nie wystąpił w jego obronie, a w celu załagodzenia sporu między apostołami trzeba było zwołać do Jerozolimy sobór.

Jeśli więc w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Bazylice Watykańskiej mamy odpust, to warto nie tylko w tym dniu pamiętać, że rozszerzaniu się chrześcijaństwa dobrze służy pokój i zgoda, ale też spór, dyskusja, narada i nie ma w tym nic dziwnego. Tenże sam Jezus Chrystus, który dał początek Kościołowi, nadal żyje w Kościele nie po to, by Kościół konserwować, zachowywać w niezmienionej formie, ale przeciwnie, by go rozwijać. Kościół jest żywym ciałem Jezusa, jest Jego żywym słowem, żywą wypowiedzią. A zatem to nie dzień dzisiejszy i jutrzejszy stanowi największe zagrożenie, ale kurczowe trzymanie się przeszłości, tego, co, owszem, jeszcze wczoraj dobrze służyło Chrystusowi, ale dzisiaj już nie służy.

* * *

Kościoły pustoszeją, wyludniają się klasztory, nowicjaty i seminaria duchowne, ubożeją parafie, zwłaszcza wiejskie, pogłębia się przepaść między przykazaniami i wartościami a praktyką dnia codziennego itd. Jednym słowem – kryzys. Co robić? Gdzie szukać przyczyn? Co zostało zaniedbane? A może należałoby zapytać o to, czy przepadkiem nie powinniśmy pomóc temuż kryzysowi, przyśpieszyć jego przebieg, bo być może Chrystusowi jest już za ciasno w tym ubraniu, w jakim dotychczas chodził i czuł się dobrze.

XII niedziela zwykła: Uratował życie ubogiego 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jun22

(Jr 20,10-13; Rz 5, 12-15; Mt 10,26-33)

Doświadczenie życiowe, chciałoby się powiedzieć, mówi nam, że Bóg nic nie zrobił, by swojego Syna wyrwać z rąk złoczyńców. Przeciwnie, mówi się, że z satysfakcją przyjął tę śmierć jako zadośćuczynienie za wyrządzoną Bogu krzywdę. Trzeba dodać, krzywdę wyrządzoną przez nas, ludzi, bo przecież nie przez Jezusa, gdyż tylko On jest jedynym niewinnym. Cierpiąc i umierając, Jezus odpokutował za nas karę, która niechybnie powinna spaść na nas, jeśli sprawiedliwość nie ma być jedynie pustym słowem.

Historia Jezusowej udręki i śmierci nieustannie powtarza się w historii życia wszystkich ludzkich pokoleń. Nadal złoczyńcy na wszelkie możliwe sposoby dręczą i zabijają niewinnych. Niedorozwój gospodarczy, spowodowany przez złą politykę, hamuje rozwój całych narodów, nie dopuszcza do bogacenia się, do dobrobytu. Do gnębienia ludzi wciąga się też bogów i Boga. Przykładów jest aż nadto: fundamentalizm i terroryzm islamski, chrześcijański antysemityzm, międzywyznaniowy i bezwyznaniowy nacjonalizm i rasizm, hinduska kastowość, ateistyczna nietolerancja. Dla chrześcijanina wszystkie te zjawiska nie mają charakteru jedynie społeczno-politycznego, ale również, czy nawet przede wszystkim, religijny. Przecież ten sam Bóg, który cierpiał w Jezusie, cierpi wciąż w ludziach. Można wprost powiedzieć, że historia ludzkości jest życiorysem Boga, jako że Bóg chrześcijan nie stoi obok swoich cierpiących dzieci, nie obserwuje ich, ani tym bardziej nie przeprowadza na nas żadnych eksperymentów. Nasz Bóg cierpi w nas, gdyż my, ludzie, jesteśmy Jego ciałem. Ten ciemny obraz nie powinien jednak osłabiać naszej odwagi i radości życia. Przeciwnie, ten ogrom zła powinien wyzwalać w nas nowe siły, pobudzające nas do działania, do szukania skutecznych środków wyzwalania naszych bliźnich z ich niedoli.

* * *

24 czerwca przypada uroczystość Narodzin Jana Chrzciciela, czyli jego urodziny. Trudno o lepszego patrona dla tych, którzy troszczą się o poprawę losu innych. Za swoją działalność Jan zapłacił głową. Został zabity, a jednak żyje. W przedziwny sposób wciąż wraca do nas i to również w tzw. zlaicyzowanych społeczeństwach. Noc świętojańska w Paryżu to noc muzyki, śpiewu i tańca. Noc radości życia. W kościołach, na ulicach i placach, w remizach strażackich koncerty orkiestr i chórów. Czy trzeba jeszcze innych dowodów na to, że zło można przezwyciężyć tylko dobrem i pięknem.

XI niedziela zwykła: Proście więc Pana żniwa 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jun15

(Wj 19,1-6a; Rz 5,6-1; Mt 9,36-10,8)

Co do proszenia, to nie można narzekać, mamy wprawę. Chociaż czasami przemknie nam przez głowę myśl, czy przypadkiem tym nieustannym zwracaniem się do Boga nie nadwerężamy Jego cierpliwości? Czy przypadkiem nie jest już tak, że zamiast sami wziąć się do roboty, próbujemy wyręczać się Bogiem?

Tymczasem Jezus, po zachęceniu zebranych przy Nim do modlitwy, przywołuje do siebie uczniów i wysyła ich do roboty. Udziela im władzy, mówi Mateusz, by leczyli wszelkie słabości. Z czasem okaże się, że Jezus nie tylko będzie wspierał swoich uczniów i tych, których oni do Niego przyprowadzą, ale sam w nich zamieszka. Tym samym chrześcijanie, czyli Kościół, staną się ciałem Chrystusa i Jego słowem.

Jeśli więc ktoś zwraca się do Boga z prośbą o pomoc, Bóg ma prawo oczekiwać od tych, którzy mu zaufali i nazywają się Jego dziećmi, że będą Jego rękoma i Jego ustami. Że przez nich, przez Kościół, Bóg odpowie na modlitwy do Niego zanoszone. Dlatego podczas mszy Bóg pozwala nam słyszeć prośby do Niego skierowane, byśmy, a raczej by On sam przez nas, mógł na nie odpowiedzieć. Prośba skierowana do Boga, ale nie poparta gotowością zaradzenia tym i innym biedom dręczącym ludzi, z którymi mieszkamy pod jednym niebem i dachem, jest spychaniem naszych obowiązków na Boga. A przecież powinno być zupełnie inaczej.

* * *

Kiedy więc polecamy Bożej opiece cierpiących z powodu głodu, chorób, prześladowań czy wojny, powinniśmy w tym samym momencie zacząć się zastanawiać, jak my, tu i teraz, mimo odległości mierzonej tysiącami kilometrów, możemy tym nieszczęściom zaradzić. Dzięki tej, tak przez niektórych demonizowanej globalizacji, nasze możliwości niesienia pomocy w praktyce nie mają granic.

Ryszard Kapuściński: W labiryncie kultur 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec25

“Europa nie może funkcjonować na zasadzie organizmu czy cywilizacji, która będzie ustanawiać wzorce dla całego świata, bo cały świat ma już swoje własne wzorce”.

“Jesteśmy w trakcie ogromnego przewartościowania układu sił na świecie, układu kulturowego, cywilizacyjnego. To jest to, co nas czeka przez najbliższe dziesięciolecia”.

“Bardzo ważne dla świadomości współczesnego człowieka jest zrozumienie, że szukanie, wysiłek porozumienia jest fundamentalną koniecznością naszego dalszego istnienia”.

Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawiają Dominik Ciołek SJ i Wacław Oszajca SJ (“PP” 12/2004) czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com