Tag SB

Zrozumieć Wildsteina 20 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun25

Czekałem na film ”Trzech kumpli’’. Mimo, że nie jestem zwolennikiem lustracji. Liczyłem, że dokument ten pozwoli lepiej poznać trzy osoby dramatu sprzed trzydziestu lat i późniejsze losy dwójki, już bez zamordowanego Stanisława Pyjasa.

Pytania, które przychodziły mi do głowy: Skąd u Bronisława Wildsteina ten ogromny zapał lustracyjny? Skąd przekonanie, że Okrągły Stół był ‘’grzechem pierworodnym Trzeciej Rzeczpospolitej’’? Skąd zupełny brak porozumienia między lustratorami a ich adwersarzami? ‘’Trzech kumpli’’ Ewy Stankiewicz i Anny Ferens częściowo na te pytania odpowiada.

Nie sposób po jego obejrzeniu spojrzeć bez empatii na Wildsteina, redaktora ‘’Rzeczpospolitej’’; historia jego przyjaźni ze Stanisławem Pyjasem i Lesławem Maleszką jest poruszająca, tragiczna i niebywale smutna: z trójki zaprzyjaźnionych studentów jeden zostaje zamordowany przez SB, drugi donosi na całe środowisko, a trzeci stara się pokazać opinii publicznej prawdę zarówno o zabójstwie, donosicielu, jak i innych tajnych współpracownikach SB.

Gdy chodzi o ukazanie historii z jej zawiłościami, opisanie mechanizmów pozyskiwania tajnych współpracowników przez SB, stylu pracy funkcjonariuszy, klimat w środowisku akademickim i opozycyjnym, autorki filmu robią świetną robotę. W doskonały sposób pokazują też coś, o czym w zasadzie się nie mówi, czyli stopień zaangażowania społeczeństwa w opozycję. Mity, jakoby naród stawił czoła komunizmowi, rozbija w tym filmie krótka scena, w której przeplatają się ujęcia z pochodu studentów po zabójstwie Pyjasa, z wielką uroczystością na Uniwersytecie Jagiellońskim – wyborami najpiękniejszej studentki. Tu grupa z czarnymi sztandarami, tam wiwatujące, rozradowane tłumy. Poczucie niezależności w PRL było udziałem bardzo niewielkiej grupy osób; gdy dziś słyszę, że Polacy, naród polski czy społeczeństwo stawiło czoła socjalizmowi, to mam wrażenie, że zakłamując historię, umniejszamy rolę prawdziwych bohaterów, których była garstka. Zwłaszcza wtedy, gdy toczy się akcja filmu – w latach 70., gdy Edward Gierek otworzył się na inwestycje i wystrzegał przed używaniem przemocy jak w Grudniu ’70.

Wracając do Wildsteina, trudno dziś nie rozumieć motywów jego postępowania – zaangażowania publicystycznego i politycznego, np. rozpowszechnienia katalogu danych IPN. Ale rozumienie nie oznacza akceptacji. Biografia nie wzmacnia argumentów. Nadal nie rozumiem, dlaczego wielkie osiągnięcie, Okrągły Stół, miałby być nazywany zdradą, dlaczego autorki dokumentu obrazy esbeków przeplatają z hymnem Unii Europejskiej? Dlatego, że Maleszka pracował w Gazecie Wyborczej, która opowiada się za europejską integracją?

O ile pierwsza część ‘’Trzech kumpli’’ to przejmujący obraz historii, zawiłych losów trójki przyjaciół, druga kończy się politycznym manifestem. Nie ma sporu o ocenę Maleszki, o stosunek do niego Wildsteina i innych dawnych przyjaciół. Dlaczego jednak autorki starają się wmówić mi, że żyję w gorszym kraju niż widzę przez okno? Dlaczego tacy ludzie jak związany z PiS historyk Ryszard Terlecki ukazani są w lepszym świetle, a Krzysztof Kozłowski, pierwszy niekomunistyczny szef MSW, wówczas redaktor Tygodnika Powszechnego, łapany jest na wyrywkowych opiniach, które rzeczywiście działają na niekorzyść jego argumentacji? Dlaczego w filmie nie pojawiają się osoby, które mogłyby mieć odmienne spojrzenie na sprawę – choćby Adam Szostkiewicz z Polityki, który również studiował na polonistyce z ‘’Trzema kumplami’’. To może nie tyle zarzut w stosunku do autorek – one mogą robić film, jak chcą. Ale widz dostaje obraz niepełny.

W ‘’Trzech kumplach’’ obrywa Wyborcza i osobiście Adam Michnik za to, że trzymał w pracy Maleszkę. Autorki dokumentu pokazują, jak Maleszka telefonicznie ustala szczegóły jakiegoś artykułu, który ma być publikowany w Gazecie. Demonstruje tak swoją rolę jako redaktora. Prawo autorek – pokazywać bezkrytycznie takie sceny. Ale na zdrowy rozum: czy największy dziennik w kraju może być redagowany przez telefon? Ustalanie tytułów, lidów, treści wymaga szybkich decyzji, które są często zmieniane, a nie telefonicznych rozmów.

Jest jeszcze jedna nieścisłość. Bronisław Wildstein pokazywany jest jako ofiara w walce o słuszną sprawę. Częściowo można go rozumieć, częściowo się z nim nawet zgadzać. Jednak nie jest on bohaterem zupełnie przegranym. Z filmu dowiadujemy się, że po ujawnieniu tzw. listy Wildsteina został zwolniony z pracy w ‘’Rzeczpospolitej’’. Ale przecież później do niej wrócił. I dziś jest jednym z najaktywniejszych i najbardziej znaczących publicystów tego dziennika. I poczytnym pisarzem. Wildstein stał się także pierwszym piórem tzw. IV RP, projektu Polski opartego na rozliczaniu i wychowywaniu społeczeństwa. Projektu na szczęście skompromitowanego rządami braci Kaczyńskich.

Dla tych, którzy mają dość “Bolka” i bolców 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun13

Lech Wałęsa - Człowiek Roku TIME

Na stronie TIME’a można taką okładkę zamówić. Na znak solidarności.

Znalazłem jeszcze jedną ciekawą…

czytaj dalej »

Rok od rezygnacji abp. Wielgusa. Odłożone rozmowy 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan7

W uroczystość Objawinia Pańskiego, czyli Trzech Kóli, kardynał Józef Glemp, który jako arcybiskup senior warszawski przeniósł się do Wilanowa, odprawił poranną mszę, mówił o Mędrcach ze Wschodu, spotkaniu chrześcijaństwa ze światem pogan, uniwersalizmie wiary dotąd łączącej się z narodem wybranym.

Minął rok od wstrząsu związanego z rezygnacją abp. Stanisława Wielgusa z funkcji metropolity warszawskiego. Niedoszły ingres 7 stycznia 2007 r. zmienił się w mszę dziękczynną za 25-letnią posługę kard. Glempa w stolicy. Powiedział on wówczas:

Cóż to za sąd na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych? Jeżeli przeciw osobie ma się konkretne zarzuty, to trzeba je sformułować i ona musi się do nich ustosunkować. Nadto muszą wystąpić obrońcy, muszą być świadkowie, dokumenty muszą przejść ocenę prawidłowości, zgodności. Wszystkiego tego w osądzie Biskupa Wielgusa zabrakło. To nie był sąd!

Z notki w Wikipedii:

Uroczysty ingres do archikatedry św. Jana, zaplanowany na dzień 7 stycznia 2007, nie odbył się z powodu rezygnacji z funkcji metropolity warszawskiego zgodnie z przepisami kan. 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, po oskarżeniach o jego uwikłanie w kontakty z SB w latach 1973-1978.

Czy tylko tyle zostanie zapamiętane z burzy, która rozpętała się rok temu? Czy można ją podsumować prostym „Abp. Wielgus nie został metropolitą, bo był agentem SB?” To za mało. Właściwie, nie odbyła się rozmowa o tym, czy uwikłanie we współpracę z SB, trudne do oceny z perspektywy lat, dyskwalifikuje – w jakim stopniu? – księdza (polecam np. lekturę przedmowy do książki Stanisława Krajewskiego „Tajemnica Izraela a tajemnica Kościoła”, Warszawa 2007, poświęconą osobie ks. Michała Czajkowskiego). Dyskwalifikuje go powtarzane publicznie kłamstwo, a tego dopuścił się abp. Wielgus, zaprzeczając współpracy i nadwerężając zaufanie wiernych.

Dlaczego to zrobił? Czy podobna sytuacja powtórzyłaby się i dziś? A może wypłynęła jakaś nauka z wydarzeń minionego roku? Nie jestem optymistą. Uwidocznił się bowiem problem komunikacji duchownych (którzy należą do hierarchicznego porządku instytucji Kościoła) z wiernymi (tworzącymi więzi oparte na demokratyzujących się relacjach). Ksiądz powie coś ex cathedra, ale słuchacz niekoniecznie to przyjmuje. I na razie nic z tego nie wynika – mimo, że taki stan rzeczy nie sprzyja dialogowi. Dlatego zamiast rozmowy, w pierwszych dniach stycznia ub. r., innemu duchownemu wystarczyło, gdy powiedział z ambony: „Abp Wielgus będzie metropolitą warszawskim, Bóg wie, kogo wybierać”, chociaż następnego dnia odwołano ingres. To Bóg źle wybiera? Czy Kościół źle rozmawia?

„Na zaufanie trzeba zapracować” – podsumował swoją ponadroczną przygodę z prowadzeniem katechezy mój przyjaciel. Ale to był świecki.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com