Tag Społeczeństwo

Zachęta do zabijania w PP? 39 Autor: Adam Juchnowicz SJ

Mar2

Podobno dobra publicystyka powinna: podejmować niebanalne tematy, prowokować do myślenia, przełamywać utarte schematy, oraz mobilizować do odnajdywania prawdy i podejmowania działania. Jeśli tak, to wiele z tych zalet gatunku prezentuje wywiad Pawła Smoleńskiego z o. Stanisławem Opielą w styczniowym numerze PP.

Szereg ważnych kwestii z życia Kościoła w ostatnich dziesięcioleciach przedstawionych z wnikliwością i troską o autentyczność ewangelicznego przesłania. Orzeźwiający powiew świeżości. Wartka opowieść o katolickim (szczególnie w wydaniu Towarzystwa Jezusowego) zaangażowaniu na Wschodzie, stanięcie w prawdzie gdy chodzi o niektóre przyczyny niechęci do Kościoła, strzał w dziesiątkę co do skandalicznej tendencji do pobłażliwości wobec nadużyć seksualnych osób duchownych…

Jeden z wątków wzbudził jednak moje zdumienie. Otóż w paru pytaniach przeprowadzający wywiad zdaje się sugerować, że Kościół nie ma moralnego ani nawet religijnego mandatu by aktywnie przeciwdziałać zabijaniu dzieci nienarodzonych. A już na pewno nie powinien wpływać na prawo państwowe by chroniło życie ludzkie od poczęcia. Hierarchia, jak i katolicy świeccy, mogą co najwyżej delikatnie „tłumaczyć” (z naciskiem na delikatnie) oraz… „wychowywać aby aborcja nie była potrzebna”.

Ciekawy jest moment, w którym o. Opiela zwraca uwagę, że człowiek rozpoczyna swoje życie w momencie poczęcia i że nie sposób podać żadnej innej racjonalnej cezury. Dodajmy na marginesie, że jest to fakt wskazywany przez nauki przyrodnicze – biologię i genetykę a nie jakiś specyficznie katolicki artykuł wiary.

Co na to redaktor Smoleński? – Niestety nie podejmuje merytorycznej dyskusji a jedynie wypowiada ogólnikowe argumenty emocjonalne w rodzaju, że zwolennicy poglądu przeciwnego bywają całkiem sympatyczni a nawet są… „często (…) lepsi niż wielu katolików”. Przy okazji, Kościół w Polsce, jako wzór do naśladowania dostaje… Giscarda d’Estainga, bo – mimo, że uważał się za katolika, jako prezydent Francji bez zająknięcia podpisał wyjątkowo liberalną ustawę otwierającą szeroko drzwi dla zabijania dzieci nienarodzonych!

W wywiadzie wypływa również głośny w połowie ubiegłego roku przypadek czternastolatki, która zaszła w ciążę ze swoim o rok starszym kolegą. Tym razem, Paweł Smoleński potępia Kościół i przedstawicielki organizacji pro-life za próby (ostatecznie bezskuteczne zresztą) przekonania dziewczynki i jej rodziców by nie pozbawiać życia oczekującego na urodzenie dziecka. Próby te, zdaje się sugerować redaktor Przeglądu, zaprzeczają autentyczności… chrześcijańskiej wiary i katolickiego miłosierdzia tych, którzy je podejmowali!

Będę szczery. Trudno mi zrozumieć logikę tego typu rozumowań. Może jakieś „koło ratunkowe od przyjaciół” na BP? :-)

Jaką przyszłość ma chrześcijaństwo? 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Oct9

Radio Maryja w Tygodniku Powszechnym… 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Sep10

…czyli niby przewrotnie, trochę pusto

Tygodnik Powszechny wziął w ubiegłym tygodniu Radio Maryja na temat numeru. Ks. Boniecki zaczął od przyznania, że o tym „niechętnie piszemy”. Ale w zasadzie dlaczego? Dlatego, że wszystko zostało już powiedziane? Dlatego, że czegokolwiek by się nie powiedziało, to spływa po o. Rydzyku jak woda po gęsi. Dlatego, że – trzymając się wody – wszelkie krytyczne głosy będą i tak wodą na młyn propagandy Radia Maryja? Dlatego, by nie narazić się kościelnym konserwatystom i rzeszom słuchaczy, którzy Tygodnika i tak do ręki nie wezmą? Te pytania pozostają bez odpowiedzi, choć moim zdaniem pismo naraża się raczej tym, którzy czytali je do tej pory.

Przygnębiające są wypowiedzi prowincjała redemptorystów o. Ryszarda Bożyka. Mając w pamięci oczekiwania formułowane wobec niego, gdy niedawno obejmował funkcję, że przyjrzy się radiu i jego dyrektorowi, dziś można doznać rozczarowania. O. Bożyk nie widzi żadnego problemu: „Nie widzę powodów, by podejmować dziś jakąkolwiek decyzję odnośnie o. Tadeusza Rydzyka. Jestem w tej decyzji suwerenny, nikt mnie nie naciska, nikogo się nie obawiam, nie mam nic do ukrycia. Powiem więcej: życzyłbym wszystkim kapłanom, biskupom, ba, sobie samemu takiej wierności, gorliwości kapłańskiej, jaką ma ojciec Tadeusz i osoby zaangażowane w Radio Maryja”. Albo, zapytany o kwestie własnościowe i finansowe Radia Maryja, odwraca kota ogonem: „Jest to skomplikowane, ale pragnę zwrócić uwagę, że w Polsce w ogóle wiele rzeczy jest bardzo skomplikowanych. Długo mieszkałem we Włoszech. Potoczna opinia o tym kraju jest taka, że panuje tam bałagan, ale w porównaniu z Polską wszystko jest proste. […]Nie zajmuję się sprawami finansowymi. Od tego mam ekonoma [uśmiech], on się na tym zna najlepiej”.

Przeprowadzający wywiad okazał o. Bożykowi wielkoduszność. Wystarczyło odwołać się do konkretnych słów, które padają na antenie Radia Maryja, telewizji TRWAM czy na wykładach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, być może wydobyłby z siebie i pokazał czytelnikom jasno swój stosunek do treści promowanych przez o. Rydzyka. Choć nie robiąc tego, także pokazał nam, co myśli.

Tomasz Potkaj, który przeprowadzał wywiad, napisał też artykuł, którego tytuł pyta „Czy ojciec dyrektor jest celebrytą?”. Tekst niezrozumiały, zwieńczony pointą: „na ludziach, którzy naprawdę zetknęli się z Tadeuszem Rydzykiem podczas różnych etapów jego życia, osoba zakonnika pozostawiła niezatarte piętno. Ich opowieści bywają barwne, czasem dziwaczne, przeważnie – fascynujące. Bo taki właśnie jest ojciec Tadeusz. Choć z drugiej strony jest też celebrytem. Nawet, jeśli o tym sam nie wie”. Potkaj tłumaczy, kim jest tzw. celebryta i jak w tym kontekście wygląda o. Rydzyk. Wydaje się jednak, że nie w tym tkwi problem „ojca dyrektora”.

Opisowy artykuł „Wieża z kości” napisali Maciej Müller i Tomasz Ponikło. Przedstawia on fakty podawane już przez prasę. Na początku odwołuje się do nowych tekstów z wrześniowego Znaku: „Niektóre wnioski są zaskakujące. Bo kto się spodziewał, że ludzie skupieni wokół rozgłośni zdołali zbudować tak pożądane w Polsce społeczeństwo obywatelskie?”. Teza rzeczywiście zaskakuje. Zwłaszcza, że u podstaw społeczeństwa obywatelskiego leży autonomiczna, samodzielna i samorealizująca się jednostka zainteresowana sprawami publicznymi, kulturalnymi i innymi, a nie „ludzie starsi, samotni, którzy tylko w nim [Radiu Maryja] potrafią odnaleźć więź społeczną, niezaangażowani w żadne inne struktury” (tak słuchaczy opisuje w TP prof. Mirosława Grabowska, dyrektorka CBOS i socjolog z Instytutu Socjologii UW).

Jest więc temat potraktowany niby przewrotnie, trochę pusty. A „Ojciec dyrektor – jak pisze w swoim felietonie Wojciech Bonowicz – przetrwa wszystkie burze”. Na forum tygodnikowym Goldenline czytelnik pyta: „A kogóż ma zachęcić/zniechęcić do czytania TP bycie w.w. celebrytą czy też nie?”.

Więcej w BP:

Portret zbiorowy słuchaczy Radia Maryja

Palikot i Rydzyk, czyli jak nie ocalać Kościoła

ŚP “TYGODNIK POWSZECHNY”?

Wygodny czy powszechny

Czyta się 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul12

Wydawało mi się, że teza mówiąca, że nie ma w naszej polityce alternatywy dotyczyła relacji PO i PiS. Tymczasem Marek Beylin w dzisiejszej Świątecznej pyta, “czy jest jakieś podobieństwo między Jarosławem Kaczyńskim a Grzegorzem Napieralskim” i odpowiada, iż tylko “pozornie nie”. Jednak są oni do siebie, zdaniem redaktora Gazety, podobni. “Przede wszystkim – mówią tak, jakby wielka wyprawa cywilizacyjna Polaków w przyszłość już się skończyła.
Według Kaczyńskiego Polska stanie się lepsza, gdy wykluczeni zamienią się miejscami z beneficjentami systemu, a o tej zmianie będzie się opowiadać językiem dumy narodowej. Według Napieralskiego będzie dobrze, gdy portfele biedniejszych nieco pogrubieją, bogatszych trochę schudną, a ludzie pomyślą, że dokonał się skok do królestwa sprawiedliwości”.
Czyli alternatywy jak nie było, tak nie ma – a problem ma, jak się okazuje, zasięg szerszy niż środowisko dwóch partii prawicy.

W Polityce ciekawy reportaż Edyty Gietki “Na oczy czarne” o rumuńskich żebrakach z ulic Warszawy. “Dwa tygodnie temu bossowie podjechali autem na skrzyżowanie Nowoursynowskiej z Doliną Służewiecką i skatowali kijami od bejsbola dwóch Rumunów, bo weszli na rejon ich kobiet z dzieciątkami. Akcja trwała półtorej minuty, a na kilka dni żebractwo w rejonie zapadło się pod ziemię”.
Pisze Gietka: “Gdy rumuńskie dzieci robią się starsze, matowieją im te duże oczy, rośnie zarost i śmierdzą papierosami jak dorośli, przestają być dochodowe”. Jak zaradzić problemowi żebractwa? Mówi się o odstawianiu do granicy, o polityce imigracyjnej, o podpatrywaniu Włochów, którzy mają z tym największy problem, ale nic o zwalczaniu handlu żywym towarem. Gietka pisze wprawdzie, że mały Rumun kosztuje 25 tys. euro, dziewczynka 20 proc. taniej, opisuje, jak wygląda podkupywanie dzieci, ale co z tego wynika? Tego nie wiemy.

Wracając do polityki. W komentarzu Dziennika “Regulaminowa gilotyna” Piotr Zaremba puentuje, że “w ciągu prawie 20 lat polskiej demokracji wiele standardów dotyczących relacji władza – obywatel czy rząd – opozycja wcale się nie poprawiło, a czasem wręcz uległo wtórnemu pogorszeniu”, a “każdy następny parlament jest bardziej restrykcyjny wobec opozycji niż poprzedni”. Opinia ta wpisuje się w analizy aktualnych wydarzeń w Sejmie, ale można ją zobaczyć w szerszym ujęciu. Nie po raz pierwszy słychać podobne głosy. Albo taki: że Sejm kontraktowy był w istocie najsprawniejszy w naszym dwudziestoleciu. Może więc go zrehabilitujemy w naszej narodowej pamięci? Rok 2009 na karku – dobra okazja.

Zrozumieć Wildsteina 20 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun25

Czekałem na film ”Trzech kumpli’’. Mimo, że nie jestem zwolennikiem lustracji. Liczyłem, że dokument ten pozwoli lepiej poznać trzy osoby dramatu sprzed trzydziestu lat i późniejsze losy dwójki, już bez zamordowanego Stanisława Pyjasa.

Pytania, które przychodziły mi do głowy: Skąd u Bronisława Wildsteina ten ogromny zapał lustracyjny? Skąd przekonanie, że Okrągły Stół był ‘’grzechem pierworodnym Trzeciej Rzeczpospolitej’’? Skąd zupełny brak porozumienia między lustratorami a ich adwersarzami? ‘’Trzech kumpli’’ Ewy Stankiewicz i Anny Ferens częściowo na te pytania odpowiada.

Nie sposób po jego obejrzeniu spojrzeć bez empatii na Wildsteina, redaktora ‘’Rzeczpospolitej’’; historia jego przyjaźni ze Stanisławem Pyjasem i Lesławem Maleszką jest poruszająca, tragiczna i niebywale smutna: z trójki zaprzyjaźnionych studentów jeden zostaje zamordowany przez SB, drugi donosi na całe środowisko, a trzeci stara się pokazać opinii publicznej prawdę zarówno o zabójstwie, donosicielu, jak i innych tajnych współpracownikach SB.

Gdy chodzi o ukazanie historii z jej zawiłościami, opisanie mechanizmów pozyskiwania tajnych współpracowników przez SB, stylu pracy funkcjonariuszy, klimat w środowisku akademickim i opozycyjnym, autorki filmu robią świetną robotę. W doskonały sposób pokazują też coś, o czym w zasadzie się nie mówi, czyli stopień zaangażowania społeczeństwa w opozycję. Mity, jakoby naród stawił czoła komunizmowi, rozbija w tym filmie krótka scena, w której przeplatają się ujęcia z pochodu studentów po zabójstwie Pyjasa, z wielką uroczystością na Uniwersytecie Jagiellońskim – wyborami najpiękniejszej studentki. Tu grupa z czarnymi sztandarami, tam wiwatujące, rozradowane tłumy. Poczucie niezależności w PRL było udziałem bardzo niewielkiej grupy osób; gdy dziś słyszę, że Polacy, naród polski czy społeczeństwo stawiło czoła socjalizmowi, to mam wrażenie, że zakłamując historię, umniejszamy rolę prawdziwych bohaterów, których była garstka. Zwłaszcza wtedy, gdy toczy się akcja filmu – w latach 70., gdy Edward Gierek otworzył się na inwestycje i wystrzegał przed używaniem przemocy jak w Grudniu ’70.

Wracając do Wildsteina, trudno dziś nie rozumieć motywów jego postępowania – zaangażowania publicystycznego i politycznego, np. rozpowszechnienia katalogu danych IPN. Ale rozumienie nie oznacza akceptacji. Biografia nie wzmacnia argumentów. Nadal nie rozumiem, dlaczego wielkie osiągnięcie, Okrągły Stół, miałby być nazywany zdradą, dlaczego autorki dokumentu obrazy esbeków przeplatają z hymnem Unii Europejskiej? Dlatego, że Maleszka pracował w Gazecie Wyborczej, która opowiada się za europejską integracją?

O ile pierwsza część ‘’Trzech kumpli’’ to przejmujący obraz historii, zawiłych losów trójki przyjaciół, druga kończy się politycznym manifestem. Nie ma sporu o ocenę Maleszki, o stosunek do niego Wildsteina i innych dawnych przyjaciół. Dlaczego jednak autorki starają się wmówić mi, że żyję w gorszym kraju niż widzę przez okno? Dlaczego tacy ludzie jak związany z PiS historyk Ryszard Terlecki ukazani są w lepszym świetle, a Krzysztof Kozłowski, pierwszy niekomunistyczny szef MSW, wówczas redaktor Tygodnika Powszechnego, łapany jest na wyrywkowych opiniach, które rzeczywiście działają na niekorzyść jego argumentacji? Dlaczego w filmie nie pojawiają się osoby, które mogłyby mieć odmienne spojrzenie na sprawę – choćby Adam Szostkiewicz z Polityki, który również studiował na polonistyce z ‘’Trzema kumplami’’. To może nie tyle zarzut w stosunku do autorek – one mogą robić film, jak chcą. Ale widz dostaje obraz niepełny.

W ‘’Trzech kumplach’’ obrywa Wyborcza i osobiście Adam Michnik za to, że trzymał w pracy Maleszkę. Autorki dokumentu pokazują, jak Maleszka telefonicznie ustala szczegóły jakiegoś artykułu, który ma być publikowany w Gazecie. Demonstruje tak swoją rolę jako redaktora. Prawo autorek – pokazywać bezkrytycznie takie sceny. Ale na zdrowy rozum: czy największy dziennik w kraju może być redagowany przez telefon? Ustalanie tytułów, lidów, treści wymaga szybkich decyzji, które są często zmieniane, a nie telefonicznych rozmów.

Jest jeszcze jedna nieścisłość. Bronisław Wildstein pokazywany jest jako ofiara w walce o słuszną sprawę. Częściowo można go rozumieć, częściowo się z nim nawet zgadzać. Jednak nie jest on bohaterem zupełnie przegranym. Z filmu dowiadujemy się, że po ujawnieniu tzw. listy Wildsteina został zwolniony z pracy w ‘’Rzeczpospolitej’’. Ale przecież później do niej wrócił. I dziś jest jednym z najaktywniejszych i najbardziej znaczących publicystów tego dziennika. I poczytnym pisarzem. Wildstein stał się także pierwszym piórem tzw. IV RP, projektu Polski opartego na rozliczaniu i wychowywaniu społeczeństwa. Projektu na szczęście skompromitowanego rządami braci Kaczyńskich.

Strach 12 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan12

Książka Jana Tomasza Grossa „Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści” pojawiła się wczoraj w naszych księgarniach. Akurat byłem w Empiku, stoję w kolejce do kasy, słyszę, jak klientka pyta sprzedawcę: Jest książka przeciwko Grossowi? I pomyślałem o tytule, o „Strachu”: może mówi on o lęku ofiar, mordowanych Żydów, a może, po części o polskim społeczeństwie – czy nie boimy się zanadto przyznać, że i my potrafimy upaść moralnie? Ile osób, podobnie jak owa klientka, wolałoby zaprzeczyć faktom, by tylko nie rozliczać się z własną historią, składając przy tym ofiarę z historycznej prawdy?

O książce szerzej napiszemy w PP. Warto wspomnieć o spotkaniach z autorem organizowanych przez wydawcę (Znak):
Kielce, 21 stycznia, g. 18, Dom Środowisk Twórczych, Pałac Tomasza Zielińskiego, ul. Zamkowa 5, w dyskusji udział wezmą też: prof. Stanisław Meducki, dr Bożena Szaynok, dr Michał Bilewicz, prowadzenie – Bogdan Białek
Warszawa, 22 stycznia, g. 19, aula Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego, ul. Jagiellońska 59, oprócz autora: prof. Barbara Skarga, dr Bożena Szaynok, Zbigniew Nosowski, prowadzenie – prof. Feliks Tych
Kraków, 24 stycznia, g. 18, Auditorium Maximum UJ, ul. Krupnicza 35; prof. Joanna Tokarska – Bakir, prof. Andrzej Chwalba, Marek Edelman, Adam Michnik, Jakub Petelewicz, prowadzenie Henryk Woźniakowski.

Rok od rezygnacji abp. Wielgusa. Odłożone rozmowy 4 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan7

W uroczystość Objawinia Pańskiego, czyli Trzech Kóli, kardynał Józef Glemp, który jako arcybiskup senior warszawski przeniósł się do Wilanowa, odprawił poranną mszę, mówił o Mędrcach ze Wschodu, spotkaniu chrześcijaństwa ze światem pogan, uniwersalizmie wiary dotąd łączącej się z narodem wybranym.

Minął rok od wstrząsu związanego z rezygnacją abp. Stanisława Wielgusa z funkcji metropolity warszawskiego. Niedoszły ingres 7 stycznia 2007 r. zmienił się w mszę dziękczynną za 25-letnią posługę kard. Glempa w stolicy. Powiedział on wówczas:

Cóż to za sąd na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych? Jeżeli przeciw osobie ma się konkretne zarzuty, to trzeba je sformułować i ona musi się do nich ustosunkować. Nadto muszą wystąpić obrońcy, muszą być świadkowie, dokumenty muszą przejść ocenę prawidłowości, zgodności. Wszystkiego tego w osądzie Biskupa Wielgusa zabrakło. To nie był sąd!

Z notki w Wikipedii:

Uroczysty ingres do archikatedry św. Jana, zaplanowany na dzień 7 stycznia 2007, nie odbył się z powodu rezygnacji z funkcji metropolity warszawskiego zgodnie z przepisami kan. 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, po oskarżeniach o jego uwikłanie w kontakty z SB w latach 1973-1978.

Czy tylko tyle zostanie zapamiętane z burzy, która rozpętała się rok temu? Czy można ją podsumować prostym „Abp. Wielgus nie został metropolitą, bo był agentem SB?” To za mało. Właściwie, nie odbyła się rozmowa o tym, czy uwikłanie we współpracę z SB, trudne do oceny z perspektywy lat, dyskwalifikuje – w jakim stopniu? – księdza (polecam np. lekturę przedmowy do książki Stanisława Krajewskiego „Tajemnica Izraela a tajemnica Kościoła”, Warszawa 2007, poświęconą osobie ks. Michała Czajkowskiego). Dyskwalifikuje go powtarzane publicznie kłamstwo, a tego dopuścił się abp. Wielgus, zaprzeczając współpracy i nadwerężając zaufanie wiernych.

Dlaczego to zrobił? Czy podobna sytuacja powtórzyłaby się i dziś? A może wypłynęła jakaś nauka z wydarzeń minionego roku? Nie jestem optymistą. Uwidocznił się bowiem problem komunikacji duchownych (którzy należą do hierarchicznego porządku instytucji Kościoła) z wiernymi (tworzącymi więzi oparte na demokratyzujących się relacjach). Ksiądz powie coś ex cathedra, ale słuchacz niekoniecznie to przyjmuje. I na razie nic z tego nie wynika – mimo, że taki stan rzeczy nie sprzyja dialogowi. Dlatego zamiast rozmowy, w pierwszych dniach stycznia ub. r., innemu duchownemu wystarczyło, gdy powiedział z ambony: „Abp Wielgus będzie metropolitą warszawskim, Bóg wie, kogo wybierać”, chociaż następnego dnia odwołano ingres. To Bóg źle wybiera? Czy Kościół źle rozmawia?

„Na zaufanie trzeba zapracować” – podsumował swoją ponadroczną przygodę z prowadzeniem katechezy mój przyjaciel. Ale to był świecki.

Piąta władza 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan3

Joanna Senyszyn: „UPR, LPR i PR dzieli wszystko prócz dwóch liter. W koalicji dadzą cztery”. Ryszard Czarnecki: „Kończę dzień bardzo pokojowo usposobiony. Na przekór wojennemu otoczeniu…”. Blogi prowadzi wielu polityków, oprócz cytowanych, np. Piotr Gadzinowski, Janusz Korwin-Mikke, nawet były prezydent Lech Wałęsa.

Opowiadają nieistotne historie z życia codziennego, wchodzą w rolę ciętych publicystów, publikują prowokacyjne treści – politycy coraz chętniej piszą w internecie. Jaki wpływ na życie publiczne mają ich blogi oraz blogi internetowych komentatorów sceny politycznej? O wampirach, nawiedzonych oszołomach i poszukiwaczach prawdy, czyli o politycznym wymiarze blogosfery.

Tekst równolegle ukazał się w papierowym „Przeglądzie Powszechnym” (“PP” 1/2008).

czytaj dalej »

A co to był stan wojenny 8 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec13

Dziś w różnych miejscach Warszawy pojawią się samochody bojowe, a przy koksownikach będą ogrzewali się członkowie tzw. grup rekonstrukcyjnych przebrani za milicjantów i żołnierzy. Mają przypominać o czym?

Siostra (druga klasa liceum) zapytała mnie wczoraj, kto to był Jaruzelski i co to stan wojenny. Kolega (właśnie skończył religioznawstwo na UJ) – co to była SB i komunizm. Uczniowie szkół średnich z powodu braku czasu nieraz nie dochodzą z materiałem z historii do drugiej połowy XX w. Potem, jeśli nie trafią do szkoły wyższej na kierunek jakoś z historią związany, mogą mieć poważny problem z rozumieniem najnowszych dziejów kraju.

Tymczasem, w telewizji znów pojawi się generał wygłaszający znane przemówienie, na ulicach staną koksowniki, przed domem Wojciecha Jaruzelskiego zbierze się grupa osób coś krzyczących; rutyna weźmie górę nad refleksją. Tylko – w jakim właściwie celu? Dlaczego organizujemy te happeningi, do kogo mają one przemawiać i jakie nieść przesłanie; przecież nawet nie ma rzeczowej debaty na temat wydarzeń 13 grudnia.

iPod2, JP2 i prywatne więzienia 3 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Dec3

Znalazłem w niedzielę więcej czasu na przejrzenie gazet, zwłaszcza tych, do których sięgam rzadziej; jak się okazuje – w niektórych przypadkach słusznie, w innych – przeciwnie, zostałem pozytywnie zaskoczony.

Najpierw “Życie Warszawy” i artykuł o Donaldzie Tusku, który jako jedyny poseł ze stolicy, nie ma w niej swojego biura – jego biuro poselskie działa w Gdańsku, w Warszawie premierowi służy kancelaria. Nic nadzwyczajnego? Dla “ŻW” to temat dnia!

czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com