Tag Teologia

I niedziela Wielkiego Postu (1 III): Żył tam wśród zwierząt 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar1

(Rdz 9,8-15; 1 P 3,18-22; Mk 1,12-15)

Pustynne zwierzęta to lwy, hieny, skorpiony i pewnie jakieś jadowite węże. W takim towarzystwie Jezus przebywał przez czterdzieści dni. Do tego trzeba dodać szatańskie pokusy, czyli mówiąc po naszemu, potworne rozterki duchowe, na które nie ma lekarstwa. Jakby tego było mało, przeciwko Jezusowi zaczynają sprzysięgać się ludzie. Osadzono w więzieniu Jana, osobę bardzo bliską Jezusowi. A przecież Jezus jest owym łukiem, czyli tęczą, którą Bóg za czasów Noego położył na obłokach jako znak przymierza z Izraelem, a teraz znowu kładzie, już nie na niebieskich przestworzach, ale na ziemi, pośród ludzi.

Pod koniec Wielkiego Postu zobaczymy, że owe lwy i skorpiony, szatan i ludzie dopną swego i zgaszą tę tęczę. To znaczy zechcą zgasić. Zabijemy Jezusa, mniemając, że wyświadczamy przysługę sobie, naszym dzieciom, jak też naszej religii, ojczyźnie i Bogu. Byśmy więc nie ulegali tego typu pobożnym złudzeniom, na początku Wielkiego Postu posypujemy głowy popiołem, ale nie po to, by z rezygnacją stwierdzić, że wszystko, ten cały widzialny świat, to nic innego, jak tylko marność nad marnościami. Wprost przeciwnie. Popiół, w naszym chrześcijańskim rozumieniu, nie jest symbolem przemijania, nie oznacza, że przeznaczeniem wszelkiego stworzenia jest śmierć, czyli nicość. Owszem, wszystko, co jest, przejdzie przez śmierć, ale to nie znaczy, że przestanie istnieć. Popiół oznacza to, co jest w nas wieczne, czego nie zniszczy ani ogień, ani woda, ani żadna inna siła. Że tak jest, przekonamy się w Wielki Piątek.

* * *

Post, czyli rybka, śledzik, żadnych tam czekoladek, ciasteczek. Szerokim łukiem należy też obchodzić dyskoteki. Dobre i to, gorzej, jeśli tylko to, jeśli tylko tyle. Lepiej, jeśli post oznacza np. próbę zapanowania nad nałogiem tytoniowo-alkoholowym, bo od czegoś trzeba zacząć, w którymś momencie zawrócić z drogi, na której nie dość, że nie znaleźliśmy szczęścia, to jeszcze napytaliśmy sobie i innym biedy.

Jeśli więc narzekamy na brak przyjaciół, na niezrozumienie i odepchnięcie, na podły dzisiejszy świat, sięgnijmy po lustro.

Kazania nieksięży: rozstrzygnięcie konkursu 22 Autor: Wacław Oszajca SJ

Nov12

Kazanie i homilia

Tych dwóch terminów najczęściej używamy zamiennie. Tymczasem nie są one synonimami. Różnią się, i to bardzo. Najpierw czasem trwania. Ogólnie przyjmuje się, że homilia nie powinna przekraczać 15 min. Kazanie, np. rekolekcyjne, odpustowe czy z okazji poświęcenia kościoła, nie powinno trwać dłużej niż 25 do 30 min. Chodzi o to, by liturgia słowa nie zdominowała mszy, jako że ma ona swój harmonijny rytm.

Homilia różni się od kazania również podejściem do tematu. Temat homilii narzucają czytania mszalne, które są tak  dobrane, by stanowić tematyczną całość. Natomiast temat kazania ustala sam kaznodzieja. On też dobiera do obranego tematu czytania. Inaczej mówi się kazanie podczas zaślubin, a inaczej na dożynkach.

W zasadzie homilia i kazanie powinno składać się z trzech części czy też trzech nurtów. Pierwszy – to treści czerpane z Biblii i Tradycji, jeśli przez tradycję rozumieć sobory, wypowiedzi papieży, dzieła teologów i mistyków, jak też księgi liturgiczne i samą liturgię. Dlatego kaznodzieja ma obowiązek nieustannie poznawać te dwa źródła. Drugi nurt to wiedza o otaczającym nas świecie, znajomość współczesnej kultury, ale też podstawowe rozeznanie w polityce i ekonomii. Tej wiedzy dostarcza kaznodziei lektura i środki społecznego komunikowania. Dopiero zestawienie tych dwu przesłanek i wyprowadzenie wniosku tworzy homilię czy kazanie. A zatem schemat ten wyglądałby tak: Biblia, Tradycja, liturgia + doświadczenie życiowe = wniosek i dopiero wtedy mamy do czynienia ze słowem Bożym. Jeśli któregoś z tych nurtów zabraknie, mamy jedynie streszczanie własnymi słowami Biblii, nachalne moralizatorstwo czy też niby wykład uniwersytecki, albo lekcje religii.

Myśląc zwłaszcza o homilii, ale i o kazaniu również, trzeba pamiętać, że te formy głoszenia Słowa odnoszą się wyłącznie do wierzących. Zupełnie inaczej trzeba podejść do homilii obrzędowej, głoszonej np. na pogrzebie, gdy słuchaczami będą również niewierzący oraz chrześcijanie innych wyznań i religii. Ale to już inna kwestia.

*

Oceniając nadesłane propozycje kazań, muszę stwierdzić, że żadna z nich nie spełniała powyższych wymogów. Najwyżej oceniłem pracę Pani Ewy Ryniewicz i choć ta propozycja również nie spełnia do końca kryteriów, to jednak można by ją potraktować jako egzortę, czyli religijne przemówienie wygłaszane poza mszą i do określonej grupy osób.

Poza propozycją E. Ryniewicz do finału zakwalifikowały się prace Anety Klimczak, Marka Krzysztofika, Emilii Kusyk, Marcina Łukasza Makowskiego i Kamilko Porandojin.

XXVII niedziela zwykła: Pieśń o winnicy 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Oct4

(Iz 5, 1-7; Flp 4,6-9; Mt 21,33-43)

Izrael winnicą Boga. Prorok Izajasz zapewnia, że tak właśnie Bóg podchodzi do swojego narodu, jak dobry winogrodnik do swojej winnicy. Jeden i drugi robią wszystko, co w ich mocy, by chronić swą posiadłość przed rozlicznymi niebezpieczeństwami. Użyźniają winnice w nadziei, że kiedy przyjdzie czas winobrania zbiorą obfity plon. Izajasz nie ma wątpliwości, Bóg otacza Izraelitów i ich ziemie szczególną opieką.

Niestety, mimo wszelkich wysiłków Boga, Izrael nie przynosi spodziewanych owoców, a przeciwnie, rodzi gorzkie owoce ludzkiej krzywdy, bólu, nieprawości. Jednym słowem, prorok zarzuca swojemu narodowi złamanie przymierza, zdradę Boga. Wydawać się może, że zamiast pocieszać strapionych, jeszcze bardziej pogrąża ich w cierpieniu.

Izajasz, którego imię znaczy „Jahwe jest pomocą, zbawieniem”, niejako wbrew swojej naturze głosi nadejście kary, i to takiej, która doprowadzi Izraelitów nieomal do wyniszczenia. Jednocześnie zapowiada, że po odbyciu kary, naród się odrodzi pod panowaniem króla z rodu Dawida. Mimo to, według tradycji, Izajasz zapłaci śmiercią za swoje poglądy i nauczanie.

Tragedia proroka Izajasza, jak też tych, którzy go skazali, bo niewątpliwie jest to tragedia obydwu stron tego konfliktu, jest wciąż przedłużana zarówno w chrześcijaństwie, w Kościele, jak i poza nim. Na styku polityki i religii, w Kościele na styku władzy i charyzmatu, wciąż przecież dochodzi do większych, mniejszych, ale i tragicznych nieporozumień.

* * *

Co jakiś czas słyszymy o tym, że Kongregacja Doktryny Wiary napomniała, a w końcu zakazała któremuś z kolei teologowi głoszenia kazań, wykładania, publikowania. Często w dyskusjach, zwłaszcza z domorosłymi teologami, na nasze pytanie o to, czy o tamto, słyszymy: nie mędrkuj, taka jest nauka Kościoła, tak naucza Kościół i odpowiedni cytat z np. encykliki. Warto więc w tym miejscu przypomnieć pewnego biskupa, który tak bronił o. Sergiusza Bułhakowa, gdy ten popadł w tarapaty: Teolog jest wolny w swoich poszukiwaniach i nie można mu odmawiać prawa do błędu. Kościół jako całość ma ocenić, czy teolog popełnił błąd, natomiast sam teolog ma prawo poszukiwać (cyt. za: H. Paprocki, „Prawosławie, wieczna i niezmienna patrystyka”).

XXVI niedziela zwykła: Nie chcę 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Sep27

(Ez 18,25-28; Flp 2, 1-11; Mt 21,28-32)

Nie chcę – to krótkie zdanie warto zapamiętać, bo wcale nierzadko jest ono najprawdziwszą modlitwą. Co prawda, przybiera ono różne formy, ale treść pozostaje ta sama. Z jednej strony jest propozycja, z drugiej jej odrzucenie. Nie chcę, mówi człowiek, nie chcę, mówi też Bóg. Dla chrześcijanina „nie chcę” najdobitniej ujawnia się w zdaniach: Niech odejdzie ode mnie ten kielich i Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. Na końcu tego drugiego zdania nie wiemy, co postawić. Znak zapytania czy wykrzyknik, a może jeden i drugi?

Modlitwa chrześcijanina rozpięta jest między „chcę”, „nie chcę” i znowu „chcę”. Bywa, że na tym „nie chcę” człowiek się zatrzymuje i przez całe życie mówi Bogu „Nie”! Aż do odmówienia Bogu prawa do istnienia. Na nasze szczęście Bóg nie jest jak człowiek. Boże „nie chcę”, w przeciwieństwie do naszego, nigdy nie jest zagrożone błędem. Owszem, nam się może wydawać, że Bóg, mówiąc „nie” krzywdzi nas, ale jest to tylko złudzenie. Boże „nie” jest zawsze Bożym „tak”.

Nie od razu jednak i nie tak łatwo zorientować się, kiedy Bóg mówi „nie”, i kiedy jest to naprawdę „nie”, a kiedy „tak”. Bywa również odwrotnie. Wydaje nam się, że słyszymy „tak”, gdy tymczasem Bóg mówi „nie”. Dlatego trzeba uważnie słuchać również tego, co mówią tzw. wrogowie Kościoła. Ich krytyka Kościoła nie zawsze i wszędzie musi być wściekłym atakiem Szatana. Przeciwnie, może być również słowem Bożym. Zarówno Jan Chrzciciel, a tym bardziej Jezus Chrystus, w oczach wielu sobie współczesnych jawili się właśnie jako wrogowie. Nie bez powodu przecież zostali zabici.

* * *

Idzie jesień i długie wieczory, zamglone poranki i melancholia, czyli czas na książki. Wiosną otrzymaliśmy jedną, której tytuł w sam raz pasuje na jesień: „O ulotności życia”, autorstwa prof. Tadeusza Gadacza. W tej książce już tytuły rozdziałów mówią same za siebie. Logika szczęścia i sukcesu, przebaczenie, etyka powołania, cierpienie i miłosierdzie, czas, wieczność, sens dziejów – jest czego posłuchać.

Ewangelizacja w YouTube’ie 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul9

Nie widziałem tego wcześniej, a parę odcinków już było. Pisała dziś o pomyśle franciszkanów Gazeta. A to kilka odcinków:


Więcej na franciszkanie.net
Pokolenie Google szuka Boga?

WSFiT 6 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul7

Warszawskie Studium Filozofii i Teologii. Pierwsza tego typu placówka – niezależna od Kościoła – w Polsce. Miejsce wydaje się interesujące. Byliście tam, macie zdanie na jego temat? W Arce Noego pisała o szkole Katarzyna Wiśniewska: “Poszukiwania po czterdziestce”. Raczej zachęcająco.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com