Tag Wiara

VI niedziela Wielkiego Postu (5 IV): Ku chwale Boga Ojca 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Apr6

(Mk 11,1-10; Iz 50,4-7; Flp 2,8-9; Mk 14,1 – 15,47)

Kończy się Wielki Post i zaczyna Wielki Tydzień. Mamy zatem Niedzielę Palmową, czyli Męki Pańskiej, jak czytamy w Mszale rzymskim. Liturgia przenosi nas do Jerozolimy, do początków nowej ery. Oto Jezus triumfalnie wjeżdża do świętego miasta Jeruzalem. Entuzjazm tłumów i apostołów, okrzyki, zielone gałązki ścięte na polach, ale na szczególną uwagę zasługuje co innego. Jezus wjeżdża do Jerozolimy na osiołku, żeby chociaż na porządnym, dojrzałym ośle, a najlepiej na rumaku, ale nie, na młodym jeszcze zwierzęciu i to wypożyczonym tylko na ten czas, jakby na chwilę.

Z jednej strony widzimy Jezusa jako króla, potomka, syna Dawida, co niektórych uczestników triumfalnego pochodu mogło utwierdzić w przekonaniu, że oto nastał czas spełnienia proroctw i Jezus wreszcie uwolni swój naród od wszelkich nieszczęść. Z drugiej jednakże strony tenże król i Mesjasz wcale nie wygląda na mocarza, wodza, nie stoi za nim żadna polityczna czy militarna siła. Wszak osiołek to żaden rumak, a płaszcze apostołów to nie zbroja.

A jednak ten wjazd Jezusa do Jerozolimy jest triumfem, tyle że rozciągniętym nie na jakiś określony czas i zamknięty w określonej przestrzeni, ale ogarniający całą czasoprzestrzeń. Wjazd do Jerozolimy jest początkiem, jeśli w odniesieniu do działania Boga można mówić o jakimś początku, obejmowania przez Jezusa w posiadanie wszystkiego, co jest, łącznie ze złem i ze śmiercią. Jezus, jako król wszechświata, ukaże się nam w Wielki Piątek, kiedy zabijany przez nas, będzie nas przed Bogiem usprawiedliwiał, i gdy wbrew sobie samemu dochowa wierności Bogu, który w chwili najtrudniejszej, jak się okazuje nie tylko dla człowieka, ale i dla Boga również, opuścił Go, zostawił samego.

* * *

W każdą niedzielę i uroczystość mówimy, że Jezus umarł, zmartwychwstał, wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca. Niedziela, jak wiemy, przypomina Kościołowi o wydarzeniach, które już się dokonały, i o tych, które mają nadejść. Liturgia, a więc serce tego dnia, łączy więc przeszłość i przyszłość. Jeśli tak, to trzeba powiedzieć, że dzień dzisiejszy, każdy dzień tygodnia, jest już niedzielą, bo każdego dnia Jezus przychodzi, by poszerzać granice swego królestwa aż w nieskończoność.

V niedziela Wielkiego Postu (29 III): I został wysłuchany 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar28

(Jr 31,31-34; Hbr 5,7-9; J 12,20-33)

Autor Listu do Hebrajczyków mówi, że Jezus zanosił gorące prośby do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci i został wysłuchany. Na pierwszy rzut oka widać, że coś tu jest nie tak. Przecież Jezus umarł, a Jego zgon potwierdzili pilnujący Go żołnierze jak też Jan apostoł. Na czym więc polegało owo „wysłuchanie” przez Boga Jezusowej prośby czy też modlitwy? Przecież wygląda na to, że Bóg nie wysłuchał Jezusa, skoro zawisł On na krzyżu.

Nasz kłopot, jak się okazuje, wcale nie jest wyłącznie naszym czy też nowym kłopotem. W Ewangelii na piątą niedzielę Wielkiego Postu mamy zapis świadczący, że współcześni Jezusowi borykali się z podobnymi trudnościami. Oto Bóg Ojciec mówi do Jezusa, ale otaczający Go biorą Boży głos za grzmot, inni zaś twierdzą, że to może anioł przemówił.

Szukając odpowiedzi na te pytania, warto zwrócić uwagę na zmiany, jakie zaszły w wystroju kościoła. Starym zwyczajem pozasłaniano krzyże i obrazy. W jakim celu? By umożliwić nam lepszy dostęp do tego, co Bóg ma nam do powiedzenia. Co jakiś czas trzeba zamknąć oczy, nie po to jednak, by się odrywać od codzienności, przeciwnie, po to, by się lepiej zorientować, o co w tym wszystkim, co składa się na nasze życie, chodzi.

Chrystus tych, którzy mu zaufali, nie zabiera ze świata, nie izoluje, nie tworzy ze swoich wyznawców oddzielnej społeczności, oddzielnego narodu, jakiegoś swojego państwa. Przeciwnie, posyła tych, którzy Go pokochali, między ludzi, by tam, pośród nich, o Nim opowiadali, proponowali Jego sposób patrzenia na rzeczywistość, myślenia o niej i rozbudowywania jej według Jego planu.

* * *

Przygotowując się na obchody Wielkiego Tygodnia, warto, choćby tylko w wyobraźni, czy też korzystając z albumów i przewodników, wybrać się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. A gdy dotrzemy na Golgotę, warto zauważyć, że znajdująca się tam bazylika Grobu Pańskiego pierwotnie nazywała się bazyliką Zmartwychwstania. Ta zmiana nazwy, wezwania, wiele mówi. Stawia nas wobec pytania: Dlaczego zmartwychwstanie zastąpiono grobem?

IV niedziela Wielkiego Postu (22 III): Jest to dar Boga 13 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar22

(2 Krn 36,14-16.19-23; Ef 2,4-10; J 3,14-21)

Gorzkie Żale, Droga Krzyżowa, te nabożeństwa mimo całego piękna, niosą ze sobą wielkie zagrożenie. Zwłaszcza Gorzkie Żale i to nawet w wersji uwspółcześnionej. To nabożeństwo jest w swej istocie z jednej strony opisem męki i śmierci Jezusa, a z drugiej wyrazem naszego współczucia Jezusowi. Kłopot w tym, że za tę mękę i śmierć w zasadzie obwinia się jedynie Żydów. To Żydzi, według pierwotnego tekstu, winni są wszystkiemu, to oni, a nie legioniści rzymscy, ubierają Jezusa w purpurę i wyszydzają, nazywając Go królem żydowskim. My, chrześcijanie, stoimy z boku, bezradnie przypatrujemy się tragicznym wydarzeniom i śpiewamy:

Bądź pozdrowiony! bądź pochwalony,
Dla nas zelżony, i pohańbiony,
Bądź uwielbiony! bądź wysławiony!
Boże nieskończony.

Owszem, tu i ówdzie dochodzi do głosu chrześcijańskie sumienie i przyznajemy się do naszych grzechów, ale teraz popełnionych. Tak czy inaczej, winę za śmierć Jezusa ponoszą inni, nie my.

W tym przyznaniu się do odpowiedzialności za śmierć Jezusa nie chodzi o wtrącanie nas w bezowocny żal, w jałowe ubolewanie nad tym, co się stało, czy też w fałszywą pokorę, polegającą na wylewaniu krokodylich łez nad Tym, którego zabiliśmy. Chodzi o uwierzenie Bogu, o to, by nigdy nie zapominać o tym, że jest On Miłością i tylko Miłością. Miłością miłosierną, to znaczy taką, która nie jest niczym uwarunkowana, jest po prostu bezwarunkowa. Tę prawdę o Bogu ukazuje nam Jezus. Zabijany przez nas wtedy, gdy nasi ojcowie przybijali Go do krzyża, i zabijany przez nas dzisiaj, gdy krzywdzimy Go, krzywdząc Jego siostry i braci, nie odepchnął i nie odpycha nas od siebie, nie porzuca, ale pozostaje z nami, czyli nieustannie dla nas zmartwychwstaje.

A więc nie przez ogrom męki Jezus wybawia nas ode złego, ale przez miłość, bo to ona, czyli Jego Duch, trzyma Go przy nas często wbrew nam.

* * *

Raduj się (…) Cieszcie się (…) weselcie się i nasyćcie u źródła waszej pociechy. Takim wezwaniem rozpoczyna się liturgia czwartej niedzieli Wielkiego Postu. Post i radość? Właśnie tak spełnia się nasza mszalna modlitwa o pokój, którego nikt, poza Bogiem, nie jest w stanie nam udzielić. Bóg daje bowiem za darmo.

III niedziela Wielkiego Postu (15 III): My głosimy Chrystusa 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar15

(Wj 20,1-17; 1 Kor 1,22-25; J 2,13-25)

Jedni żądają znaków, czyli cudów, drudzy zaś porządnego, naukowego dowodu, mówi Paweł apostoł. My tymczasem mamy do podarowania jedno, możemy mówić z jednymi i drugimi o faktach, o tym, co rzeczywiście się wydarzyło i co z tych wydarzeń dla naszego rozumienia rzeczywistości wynika. Mówiąc za Pawłem, chcąc opowiadać o Bogu, opowiadamy o konkretnym człowieku z krwi i kości. Opowiadamy o Jego nauczaniu, ale jeszcze głośniej o Jego czynach, bo jest On jedynym człowiekiem, który nieskończenie więcej zrobił niż powiedział. Opowiadamy o człowieku, pod którego dotknięciem wszystko nabierało nowego znaczenia. Łącznie ze śmiercią, która w kontakcie z Nim utraciła niszczycielską moc, przestała być zatrutym źródłem rozpaczy, a stała się wyznaniem miłości.

Jeśli więc w Wielkim Poście robimy rachunek sumienia i przypominamy sobie nasze winy wobec Boga, to po to, by jeszcze jaśniej zobaczyć, że nie tak daleko odbiegliśmy od tych, których dzisiaj przywołuje Jan ewangelista. Przecież nasze potknięcia, upadki, winy względem Boga biorą się z braku zaufania do Jezusa, z braku zaufania do Jego pomysłu na ludzkie życie. Taki stan rzeczy bierze się z tego, że Jezus, podobnie jak Mojżesz, mówi co innego, my zaś słyszymy co innego.

Gdzie więc szukać ratunku, zwłaszcza przed taką pobożnością, która, jak tego przykład mamy w dzisiejszej Ewangelii, zamiast ocalić i chronić życie, zabija je? Pytanie wcale nie takie proste, a odpowiedź wcale nie taka znów łatwa. Cała historia chrześcijaństwa jest przecież zapisem poszukiwania odpowiedzi na pytanie: Jak odczytywać dzisiejszą rzeczywistość, by stała się ona wypowiedzią Boga, słowem Bożym?

* * *

Jak łatwo podczas tych poszukiwań pobłądzić, świadczy np. los abp. Marcela Lefebvre’a, który, jako uczestnik II Soboru Watykańskiego, podpisał jego dokumenty, a następnie zanegował zarówno je same jak i cały sobór, twierdząc, że jest on więcej niż skażony herezją. Znamienna zmiana poglądów, warta przemyślenia.

I niedziela Wielkiego Postu (1 III): Żył tam wśród zwierząt 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Mar1

(Rdz 9,8-15; 1 P 3,18-22; Mk 1,12-15)

Pustynne zwierzęta to lwy, hieny, skorpiony i pewnie jakieś jadowite węże. W takim towarzystwie Jezus przebywał przez czterdzieści dni. Do tego trzeba dodać szatańskie pokusy, czyli mówiąc po naszemu, potworne rozterki duchowe, na które nie ma lekarstwa. Jakby tego było mało, przeciwko Jezusowi zaczynają sprzysięgać się ludzie. Osadzono w więzieniu Jana, osobę bardzo bliską Jezusowi. A przecież Jezus jest owym łukiem, czyli tęczą, którą Bóg za czasów Noego położył na obłokach jako znak przymierza z Izraelem, a teraz znowu kładzie, już nie na niebieskich przestworzach, ale na ziemi, pośród ludzi.

Pod koniec Wielkiego Postu zobaczymy, że owe lwy i skorpiony, szatan i ludzie dopną swego i zgaszą tę tęczę. To znaczy zechcą zgasić. Zabijemy Jezusa, mniemając, że wyświadczamy przysługę sobie, naszym dzieciom, jak też naszej religii, ojczyźnie i Bogu. Byśmy więc nie ulegali tego typu pobożnym złudzeniom, na początku Wielkiego Postu posypujemy głowy popiołem, ale nie po to, by z rezygnacją stwierdzić, że wszystko, ten cały widzialny świat, to nic innego, jak tylko marność nad marnościami. Wprost przeciwnie. Popiół, w naszym chrześcijańskim rozumieniu, nie jest symbolem przemijania, nie oznacza, że przeznaczeniem wszelkiego stworzenia jest śmierć, czyli nicość. Owszem, wszystko, co jest, przejdzie przez śmierć, ale to nie znaczy, że przestanie istnieć. Popiół oznacza to, co jest w nas wieczne, czego nie zniszczy ani ogień, ani woda, ani żadna inna siła. Że tak jest, przekonamy się w Wielki Piątek.

* * *

Post, czyli rybka, śledzik, żadnych tam czekoladek, ciasteczek. Szerokim łukiem należy też obchodzić dyskoteki. Dobre i to, gorzej, jeśli tylko to, jeśli tylko tyle. Lepiej, jeśli post oznacza np. próbę zapanowania nad nałogiem tytoniowo-alkoholowym, bo od czegoś trzeba zacząć, w którymś momencie zawrócić z drogi, na której nie dość, że nie znaleźliśmy szczęścia, to jeszcze napytaliśmy sobie i innym biedy.

Jeśli więc narzekamy na brak przyjaciół, na niezrozumienie i odepchnięcie, na podły dzisiejszy świat, sięgnijmy po lustro.

VI niedziela zwykła (15 II): Nieczysty, nieczysty! 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb13

(Kpł 13, 1-2. 45-46; 1 Kor 10,31 – 11,1; Mk 1,40-45)

Mojżesz i Aaron zakazują obcowania, a nawet dotykania, chorych na trąd. Dzisiaj wiemy, dzięki biologom, że ten zakaz nie jest pozbawiony racji. W biblijnym opowiadaniu przede wszystkim nie o profilaktykę chodzi. Wśród Izraelitów pojawia się oto ktoś, kto, wydawać by się mogło, łamie prawo nadane przez Mojżesza. Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął trędowatego, mówi Marek ewangelista. Następnie nakazał oczyszczonemu, by nie rozpowiadał o tym wydarzeniu, ale udał się do kapłanów i złożył należną ofiarę. Jezus dał trędowatemu tyle, ile mógł. Znowu więc nie chodzi o to, by uzdrowiony zachował prawo, ale zaniósł kapłanom dobrą nowinę. Oto spełniły się oczekiwania, Bóg wysłuchał ich modlitw i wypełnia dane Izraelowi obietnice. W Izraelu żyje ktoś, kto zachowuje się jak Bóg, jako że tylko Bóg dokonuje rzeczy dla człowieka niemożliwych.

Niestety, oczyszczony na ciele okazał się człowiekiem nieoczyszczonym na rozumie i sercu. A dobra nowina, którą zaniósł kapłanom, została przez nich odebrana jako zła nowina i Jezus został zmuszony do ukrywania się, konspirowania. Obdarowany oddaje więc wilczą przysługę swojemu dobroczyńcy.

Dotykając chorego na trąd, Jezus, w mniemaniu kapłanów, stał się również rytualnie nieczysty. Przez to dotknięcie Jezus stał się jednym z trędowatych, a więc sam siebie wykluczył ze społeczeństwa. Ta droga, takie podejście do innych ludzi, zaprowadzi Go na krzyż. Zostanie przecież zabity dla dobra narodu i religii.

* * *

Współcześni trędowaci, czyli wyklęci, wyrzuceni na margines, zepchnięci na obrzeża miast, zamknięci w gettach, kim są? Gdzie się gnieżdżą, bo przecież nie mieszkają? Co my, chrześcijanie, mamy im do zaoferowania? A może te pytania trzeba odwrócić i skierować do siebie, bo być może to ja jestem trędowaty i nawet o tym nie wiem.

Czy dorastający chłopak musi odejść z Kościoła? 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb10

Alergicznie reaguję na aktywność Kościoła pod hasłem „duchowość mężczyzny”. Ale jeżeli książkę z takim tytułem przynosi mi przyjaciel i nauczyciel, w końcu zaglądam; zwłaszcza że jest on autorem dwóch rozdziałów.

Czytam Cezarego Gawrysia („Więź”), bo o nim mowa, i czuję, jakby to były moje własne myśli.

„Naprzód przebojem, młodzi rycerze, / do walki z grzechem swej duszy, / wodzem nam Jezus w hostii ukryty, / z Nim w bój nasz zastęp wyruszy!” – tę pieśń śpiewałem jako dorastający chłopiec na niedzielnych Mszach dla młodzieży. Przestałem ją śpiewać w wieku lat czternastu, kiedy też przestałem chodzić do kościoła.

Ja także jako czternastolatek zrywałem się z kościoła, który wydawał mi się nudny, daleki od mojego życia i moich spraw. Później do niego wróciłem. Zawsze jednak uważałem, że przywołane słowa pieśni robią chłopakom wielką krzywdę. Jest to w zasadzie pieśń taliba. Młodego rycerza, który walczy z grzechem duszy. Nie mam zamiaru iść na świętą wojnę.

Po latach wydaje mi się błędem ewangelizacji, że podobne teksty służą do formacji wiernych. Jaka z tego może powstać duchowość? Nie będzie to przykład męski, ale taki, który nasuwa mi się pierwszy (pochodzi z wywiadu z Tadeuszem Batrosiem, wówczas dominikaninem):

Porażające są historie, gdy lekarz przytulił czterdziestoletnią zakonnicę i było to dla niej tak szokujące przeżycie, że zanim trafiła na terapię do psychoterapeuty, nie mogła się uwolnić od obsesyjnych snów i myśli.

Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice „Deus caritas est” pisze, że wiara nie tworzy świata równoległego, ale bezpośrednio wiąże się z naszym życiem. Tymczasem kwestie duchowości mężczyzny czy kobiety, seksu, zawsze poprzedza wielkie „ale”, niezależnie od tego, ile przyniesie ono pożytku, a ile szkody. A światy równoległymi pozostają. Z jednej strony jest czysto i “duchowo”, z drugiej – nierząd. Mało pociągająca alternatywa, przed którą staje dorastający chłopak. Czy zawsze będzie on musiał odejść z Kościoła, by później do niego wrócić?

„Duchowość mężczyzny” (J. Augustyn, red., WAM, Kraków 2008).

V niedziela zwykła (8 II): Pójdźmy gdzie indziej 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb8

(Hi 7,1-4.6-7; 1 Kor 9,16-19.22-23; Mk 1,29-39)

Jezus, nie licząc establishmentu religijno-politycznego, cieszy się ogromnym wzięciem. Cudotwórca, uzdrowiciel, egzorcysta, mowca, wspaniały człowiek. Jego sława wciąż rośnie, wciąż też przybywa Jego zwolenników. Tymczasem Jezus, zamiast się cieszyć z tej sławy, zakazuje uczniom, a nawet złym duchom, mówienia o sobie. Mało tego, zamiast korzystać z możliwości, jakie daje sława, Jezus każe uczniom zbierać się i przenieść na inne miejsce, do innych miejscowości.

Dzisiaj, patrząc z perspektywy dalszego losu Jezusa i z perspektywy dwu tysięcy lat istnienia chrześcijaństwa, wiemy, dlaczego postępował On w ten sposób. Jezus wiedział, że przychodzącym do Niego, uwielbiającym Go chodzi o pomoc w wychodzeniu z takiej czy innej, ale zawsze mniej lub bardziej trudnej, bolesnej, wprost beznadziejnej sytuacji – śmierć, choroba, konflikt w rodzinie, zniewolenie polityczne i ekonomiczne. Mesjasz Jezus miał za zadanie zabezpieczać swoich zwolenników przed wszelkimi nieszczęściami i jednocześnie zapewniać im życie długie i dostatnie, w czerstwym zdrowiu. Tymczasem Jezusowi chodziło o coś całkiem przeciwnego. Tych, którzy Mu zaufają, z apostołami na czele, Jezus pośle tam, gdzie stracą nie tylko pieniądze i zdrowie, ale również i życie.

Z podobną sprawą Jezus boryka się również dzisiaj. Wiele naszych modlitw, mszy, dobrych uczynków robimy dlatego, by w zamian otrzymać od Boga stokroć więcej. Przy czym zapominamy, że to stokroć więcej związane jest z prześladowaniami. Prawdziwymi, w których traci się życie, a nie zmyślonymi, istniejącymi tylko w naszej głowie i w głowach innych cierpiętników.

* * *

Dzisiejsi cudotwórcy, uzdrowiciele chrześcijańscy, zarówno katoliccy, ewangeliccy jak i prawosławni, cieszący się nieraz ogromnym wzięciem i występujący w kościołach wszelkiego rodzaju energoterapeuci, specjaliści od medycyny niekonwencjonalnej, różdżkarze, „wahadełkowcy”, wszyscy oferujący swoje nadprzyrodzone usługi czy nie powinni zadać sobie pytania o odpowiedzialność za tych, którzy im zaufali. Zwodząc np. chorych, zaciągamy przecież winę nie tylko względem nich, ale i względem Boga.

IV niedziela zwykła (1 II): Wzbudzę im proroka 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb1

(Pwt 18,15-20; 1 Kor 7,32-35; Mk 1,21-28)

Mojżesz zapewnia Izraelitów o nieustającej trosce Boga o nich. Dowodem na prawdziwość troskliwego zainteresowania Boga Jego ludem są prorocy. Ludzie, którzy przede wszystkim potrafią słuchać tego, co Bóg do nich mówi przez wydarzenia wielkie, historyczne, i małe, codzienne, przez wiedzę o świecie i oczywiście przez znajomość Pisma Świętego. Mojżesz przestrzega jednak proroków, by pod żadnym pozorem nie próbowali podszywać się pod Boga i swoje poglądy rozpowszechniać jako stanowisko samego Boga. Taki prorok musi bowiem zginąć, mówi Mojżesz.

Prawdziwym prorokiem, który w każdym calu będzie wierny Bogu, prorokiem, którego każde słowo będzie słowem Boga jest Mesjasz. Chrześcijanie, znając to proroctwo, w jego świetle odkryli, że spełniło się ono w życiu i śmierci Jezusa z Nazaretu. Nazwali Go więc Słowem Boga, słowem zawsze żywym i zawsze wypowiadanym po raz pierwszy. Skoro tak, to nie wolno tego Słowa, którym jest Jezus, sprowadzać jedynie do zjawiska fonetycznego, do głosu czy też do znaku graficznego, jakim jest wyraz złożony z liter. Jezus żyje przecież we wszystkim, na tym polega Jego zmartwychwstanie, a zatem mówi przez wszystko. Wszystko, co istnieje, jest Jego wypowiedzią. Jeśli tak, to trzeba powiedzieć, że każdy chrześcijanin jest prorokiem, czyli człowiekiem umiejącym dosłuchać się mowy Boga w tym wszystkim, co dzieje się na Ziemi.

Chrześcijaństwo to przede wszystkim metoda, to sposób patrzenia na rzeczywistość, taki sposób jej badania i analizowania, który umożliwia człowiekowi nie tylko usłyszenie Boga zamieszkującego tę rzeczywistość, ale zobaczenie Go i zaprzyjaźnienie się z Nim. Dlatego liturgia Kościoła nie jest przywoływaniem Boga, przepraszaniem Go, nawet nie jest jedynie składaniem Mu ofiar, ale ogłaszaniem, że Bóg nie tyle wszedł, ile nigdy nie opuścił swojej synagogi, swojego kościoła, jakim jest Wszechświat.

* * *

Pewnie nie ma nic bardziej groźnego od polityka, który rości sobie prawo do bycia prorokiem i zaczyna przemawiać w imieniu Boga, gdyż w tej samej chwili, w której ogłosi np. z trybuny sejmowej, że coś tam jest wolą Boga, zamyka usta wszystkim innym posłom. Kto bowiem zdoła udowodnić, że taki polityk się myli? Jedynie Bóg mógłby zaoponować.

III niedziela zwykła (25 I): Natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jan23

(Jon 3,1-5.10; 1 Kor 7,29-31; Mk 1,14-20)

Porzucić wszystko i pójść za Jezusem znaczy towarzyszyć Mu we dnie i w nocy. Dzielić z Nim dolę i niedolę. A ponieważ Jezus chadza również tam, gdzie innym nie po drodze, gdzie bywa śmiertelnie niebezpiecznie, również Jego towarzyszy mogą spotkać przeróżne niedogodności i nieprzyjemności. Tak zarysowany schemat życia, taki jego sposób, najczęściej rezerwujemy dla zakonników i księży. To oni opuszczają wszystko i poświęcają się dla sprawy Bożej, czego wyrazem jest celibat.

To prawda, ale prawdą jest również to, że świeccy żyją podobnie, bowiem dla męża czy żony, opuszczają ojca i matkę. Cali poświęcają się współmałżonkowi, rodzinie. I niemałe to poświęcenie. Czasami wydaje się przewyższać wszelkie inne, nawet to związane z celibatem. Wystarczy tylko uzmysłowić sobie cierpienie duchownych z Kościołów wschodnich czy ewangelickich, którzy, chcąc pozostać wierni powołaniu, szli na śmierć do obozów zagłady czy gułagu. Małżeństwo jest przecież sakramentem, a to znaczy, że w swojej istocie niczym nie różni się od pozostałych sakramentów. Oddać życie za Kościół, znaczy to samo, co opuścić ojca, żonę i dzieci dla Chrystusa.

Jeśli tak, to czy podział na duchownych i świeckich można nadal podtrzymywać? Skoro wszyscy są powołani do tego samego dzieła, do towarzyszenia Jezusowi w Jego pracy dla świata, to znaczy, że ten podział nie daje nikomu jakiegoś szczególnego przywileju, szczególnego miejsca, jakiegoś szczególnego upoważnienia do wynoszenia się nad innych.

Nikt z nas nie umarł za kogoś drugiego, byśmy mogli rościć sobie pretensje do jakichś szczególnych względów. A Ten, który za nas umarł, dokładniej mówiąc, którego zabiliśmy, nadal pozostaje tym, kim był przed śmiercią. Wciąż tylko zaprasza, zachęca, a jeśli czyni wyrzuty, to tak, by nas nie poniżać. Budzi w nas rozum, serce i sumienie, byśmy chcieli żyć, a nie tylko wegetować na Jego i innych koszt.

* * *

Święta Faustyna Kowalska mówi: W czasie trzeciej probacji Pan dał mi poznać, żebym Mu się ofiarowała, aby mógł czynić ze mną to, co Mu się podoba. Mam zawsze stawać przed Nim jako ofiara. Zlękłam się w pierwszej chwili, czując się nędzą bezdenną i znając dobrze siebie. – Odpowiedziałam Panu jeszcze raz: Jestem nędzą samą, jak mogę być zakładniczką? – Dziś tego nie rozumiesz. Jutro dam ci poznać w czasie adoracji. (…) Jezus dał mi poznać, że chociaż się nie zgodzę na to, to jednak mogę się zbawić i łask, których mi udzielał, nie zmniejszy i nadal będzie w takiej samej poufałości ze mną, tak że chociaż się nie zgodzę na tę ofiarę, to nie zmniejszy się przez to hojność Boża. I dał mi Pan poznać, że cała tajemnica ode mnie zależy, od mojego dobrowolnego zgodzenia się na tę ofiarę z całą świadomością umysłu. W tym akcie dobrowolnym i świadomym jest cała moc i wartość przed Jego majestatem.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com